Reklama

Halo, czy jest mój luby?

04/04/2012 10:24
– „Mazowsze” ulokowało się wokół kolumny Zygmunta. Mira powiada: „Niech ktoś wjedzie na górę zobaczyć, czy oni stoją symetrycznie”. Choreograf Witold Zapała nie chciał. Mira spojrzała na innych – nikt się nie zgłasza. „To ja wjadę” – powiedziała. Myślę sobie: No wariatka. Ale wjechała. Zimińska była niebotyczną kobietą – opowiada Mieczysław Sroka, redaktor biografii Miry Zimińskiej-Sygietyńskiej Nie żyłam samotnie.
Rozmawiamy przy Emilii Plater, nieopodal szpitala Dzieciątka Jezus, w którym Mira Zimińska-Sygietyńska zmarła. Żona Mieczysława Sroki – Lucyna, ceniony reżyser filmów dokumentalnych, wyjmuje kolorową fotografię Miry zrobioną podczas nakręcania zdjęć do filmu o Warszawie. – Zatarło mi się w pamięci pierwsze spotkanie z Mirą, ale gdy pracowałem w wydawnictwie Interpress Polskiej Agencji Informacyjnej, robiliśmy różne albumy, m.in. o zespole Mazowsze. Powiedziałem wtedy do żony: „Ta Zimińska jest warta, żeby o niej zrobić film”. I tak się zaczęło – mówi Mieczysław Sroka. W 1984 roku powstał dokument w reżyserii Lucyny Smolińskiej i Mieczysława Sroki Mówili, nie ma Warszawy, a tu jest Warszawa opowiadający losy miasta od wojny, poprzez okupację i powstanie warszawskie aż do lat 80. Przewodnikiem po jego historii było „Mazowsze”. To właśnie wtedy Mira wjechała na dźwigu kilka metrów nad ziemię, żeby zobaczyć, czy grupa dobrze się ustawiła. Jej wyczyn został uwieczniony w obiektywie.
– Na Plac Zamkowy przywiózł Mirę szofer. Podchodziło do niej mnóstwo ludzi i dawało kwiaty. To niebywałe, jak była popularna. Daliśmy Mirze opiekę artystyczną nad tym filmem. Bardzo go lubiła – wspomina Lucyna Smolińska.
Potem powstało także widowisko Nie chcę żadnego jubileuszu z okazji urodzin Miry, do którego Mieczysław Sroka napisał scenariusz. – Pytam Miry, co sobie przygotowała do filmowania. Ona się wystroiła w jakieś lejące jedwabie ze złotem. Wprawdzie w wieku osiemdziesięciu paru lat miała przepiękną figurę, ale w tym stroju wyglądała okropnie. Nie wiedziałam, jak jej powiedzieć, że ma się przebrać. „Nie podoba ci się, bo jestem stara?” – powiedziała ze złością. Ja na to: „Pani Miro, niech pani nie mówi takich rzeczy. Nie chodzi o starość, ale żeby było elegancko. Powiedziała pani, że swój honor oddaje w moje ręce”. Kiwnęła głową. „To musi pani zdjąć tę suknię, bo w tej sukni pani spod mojej ręki nie wyjdzie” – powiedziałam. „A korale mogę mieć?” – zapytała ironicznie. „Narzuci sobie pani tę kolię piękną, którą pani ma i będzie królową” – zgodziłam się. Taka była mniej więcej nasza wymiana zdań na temat stroju – opowiada Lucyna Smolińska. Gdy nagranie się skończyło, Mira była bardzo zadowolona. Kazała kupić ogromną ilość róż i każdemu członkowi ekipy dała po jednej. – Mnie nie dała. Dopiero, gdy widowisko poszło i zrobiło furorę, zadzwoniła do mnie i mówi: „Wisz co, ty zdolna jesteś. Trochę mi dokuczałaś, ale na szczęście mój luby siedział koło mnie i mi łzy ocierał. Jak chcesz, to ja ci kupię pończochy”. Odmówiłam dziękując, że mam pończoch dostatek. „Dobrze, żeś mnie wzięła w cugi, bo może ja bym rzeczywiście głupio wypadła” – stwierdziła.
Swoim „lubym” Mira pieszczotliwie określała Mieczysława Srokę, który zredagował jedyną jej biografię Nie żyłam samotnie. Prace nad książką trwały długo. Zaczęło się od nagrywania wspomnień Zimińskiej. Spotykała się ze Sroką w Karolinie, najczęściej w niedzielę. Wychodzili przed dom, Mira siadała i opowiadała. – Gdy Mietek nagrywał, to ja musiałam robić za słuchaczkę – mówi Lucyna Smolińska. – Co jakiś czas trzeba było przerywać, bo paliłam wtedy papierosy, a nie mogłam palić przy niej. Ona mnie bez przerwy opierdzielała za te papierosy. W końcu mówi: „Pal cholero tutaj i nigdzie nie chodź”. – Kiedy Lucyny nie było w Karolinie, to wtedy nam nie szło. I Mira była niezadowolona i ja byłem niezadowolony. Mira koniecznie musiała mieć audytorium. Dobrze, że jedna osoba w postaci Lucyny wystarczała – opowiada Mieczysław Sroka.
Mira chciała, żeby jej biografia była napisana prostym i zrozumiałym językiem. Redaktor spełnił życzenie autorki, ale jak podkreśla – napisać o tak bogatej osobowości uproszczonym językiem wcale nie było łatwo. Spisane ręcznie nagrania dawał jej do lektury. – Nie chciałem się narażać – żartuje. – Ale bardzo się nie czepiała. Prawie nic nie dopisała – dodaje. – Mira nie była taka łagodna. Oni z moim mężem kochali się ogromnie, ale też się bez przerwy gniewali. Gdy on siedział nad książką, codziennie dzwoniła: „Czy jest mój luby? A jaki ma humor?” – pytała. „Nie wiem, byle jaki” – odpowiadałam. „Trudno, dawaj go” – mówiła Mira. I rozmawiali dwie godziny. Znajomi myśleli, że mamy zepsuty telefon – mówi Lucyna Smolińska. – Mietek właściwie napisał tę książkę i oddał jej autorstwo. To był piękny gest i Mira go doceniła – dodaje.
Utalentowana, choć żadnej szkoły nie skończyła. Zawodu uczyła się podpatrując starsze aktorki. Dzięki podróżom poznała świat. – Mira była bystrą, inteligentną kobietą. Wiedzę ogólną miała bardzo dobrą. Z pewnością wiele zawdzięczała mężczyznom. Miała mądrych kochanków, którzy podsuwali jej dobre książki – wspomina Mieczysław Sroka. – Wiele razy opowiadała nam o jednej z podróży do Wiednia w towarzystwie swojego tajemniczego ukochanego, z której zapamiętała m.in. smak słynnego tortu Sachera. Strasznie się zachwycała tym tortem – opowiada Lucyna Smolińska.
– Gdy kręciliśmy film Na odsiecz Wiedniowi, postanowiłam, że pomimo bardzo napiętego kalendarza i braku czasu, zrobię jej przyjemność i kupię ten tort. Przywiozłam go do Warszawy, odwiedzam Mirę i oświadczam jej: „Mam dla pani Sachera”. Ona się bardzo ucieszyła: „Ach, pamiętałaś. To zjemy sobie”. Spróbowała kawałeczek. „Co za świństwo!” – wykrzyknęła. Potem się pokapowała, że się trochę źle zachowała i przepraszała. Widocznie minęło tyle lat i smak tortu się zmienił. Nie był to już ten, którego pierwszy raz spróbowała w towarzystwie ukochanego mężczyzny – uśmiecha się Lucyna Smolińska.
Mira miała podobno cięty język, swoiste poczucie humoru, a przy tym – czarowała wdziękiem. Jej komentarze trafiały w sedno, choć nie zawsze były miłe dla słuchaczy. – Nawet jak coś przywaliła, to człowiek łyknął, bo to było niebanalne. Była osobą bardzo wymagającą. Nie miała urlopów ani wakacji. Uważała, że ponieważ całe swoje życie poświęciła zespołowi, to jego członkowie też powinni stawiać zespół ponad inne sprawy. Wszystkich trzymała krótko. Jak się na kogoś uwzięła – nie daj Boże. Ale bez niej na pewno nie byłoby „Mazowsza” – uważa Lucyna Smolińska. Podczas przesłuchań do zespołu siedziała w komisji. To głównie ona decydowała o tym, kogo przyjąć. – Robiła różne uwagi. To było przekomiczne. „A powiedz mi kochaneczku, co to tu u ciebie wisi?” – pytała jakiegoś przestraszonego młodzieńca. Albo: „No nie, źleś się ubrała” – krytykowała jakąś dziewczynę. Wszystko żartem, a te biedaczki trzęsły się ze strachu – wspomina Lucyna Smolińska.
Mira kochała „Mazowsze”, nie zawsze miłością odwzajemnioną. Dla zespołu potrafiła załatwić wszystko. Wydobywała spod ziemi materiały na stroje, załatwiała działki pod budowę domów. – Jak ona rozmawiała z ministrami – opowiada Lucyna Smolińska. – Kiedyś przyjechałam do Karolina. Wchodzę do saloniku, gdzie stał fortepian. Mira siedzi na swoim fotelu, podwinęła nogi pod siebie – zawsze tak robiła, to było coś oryginalnego, jak ona tę nogę wywijała. I słyszę, jak mówi: „Kochany, ty wisz, to gówno to tak śmierdzi, ty coś zrób, przecież ja tu za moment zdechnę”. Chwila przerwy i dalej: „No to co kochany, przyślesz mi te, jak one się tam nazywają, te samochody co te gówna wożą. To dziękuję ci, kochany”. Pytam, z kim rozmawiała. A ona mówi, że z ministrem. Pytam, z którym? „A nie wiem, jak on się nazywa. Minister kultury chyba” – macha ręką Mira. W końcu pytam, czy się z nim przyjaźni. A ona na to: „Nie, nie przyjaźnię się, ale on jest dla mnie bardzo życzliwy”. Cały czas mówiła mu na ty. Za godzinę zajechały trzy wozy. A Mira, no nie zapomnę tego nigdy, w tym swoim kostiumiku bordo – zawsze się ubierała w takie kolory, najbardziej je lubiła, w kapelusiku, latała między tymi samochodami cała szczęśliwa, że się nieczystości wywożą. A potem podsumowała, że jaki to porządny minister, co po te gówna tak szybko wysłał samochody – mówi Lucyna Smolińska. O Mirze pisano przed wojną, że takie kobiety jak ona, zdarzają się tylko w jednym egzemplarzu. I chyba rzeczywiście tak było. Egzemplarz z pewnością był bardzo oryginalny. W każdej epoce potrafiła znaleźć dla siebie miejsce. W miarę gładko przeszła przez wszystkie zakręty historii. Zaczynała od płockiego teatru. Skończyła jako dyrektor znanego na całym świecie zespołu folklorystycznego
W rozmowach Mira często wspominała Płock. Największą radość sprawiał jej fakt, że została uwieczniona na ścianie bazyliki katedralnej jako aniołek. Miała sentyment do miasta, jego ulic, teatru. Cieszyła się, że na przesłuchania do „Mazowsza” przyjeżdżają płocczanie z zespołu druha Wacława Milke. Chciała zrobić jakiś zapis dla Towarzystwa Naukowego.
Do szpitala zanosiłam jej małe fioletowe kwiatuszki podobne do fiołków, chociaż nie wolno było tam wnosić żadnych kwiatów. Kładła je sobie na twarzy i mówiła: „Ach jak mi dobrze”. Pięknie pachniały – mówi Lucyna Smolińska. – Mira leżała na pierwszym piętrze. Chodziłam do niej ze złamaną ręką. Była przytomna i traciła przytomność. Mówiła do mnie: „Rączka cię boli co, boli cię rączka?”. A za chwilę wołała: „Gdzie jest mój kapelusz? Idź do niego do opery i powiedz, żeby oddał ten stolik, bo on mi wymusił”. Miała świadomość, że odchodzi. Wielu osobom zdążyła jeszcze „pożyczyć” pieniądze. Ludzie od niej brali, bo wiedzieli, że jest stara i bardzo chora i nie trzeba będzie oddawać. Mi też chciała dać, ale ja nie wzięłam. „Może byś sobie kupiła jakiś obraz?” – mówiła do mnie – „pożyczę ci”. Podziękowałam, mówiąc, że mam pieniądze i niczego nie potrzebuję – opowiada Lucyna Smolińska. Mira Zimińska-Sygietyńska zmarła w wieku 96 lat. Miała nowotwór żołądka. Pogrzeb odbył się w kościele św. Krzyża. Przyszły tłumy. – Nas, zgodnie z życzeniem Miry, posadzono na ławeczce najbliżej trumny – wspomina Lucyna Smolińska. – Mira to była kapitalna kobieta – podsumowuje Mieczysław Sroka.
Lena Szatkowska
fot. archiwum Lucyny Smolińskiej
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości