Halloween w Stanach Zjednoczonych jest specyficznym świętem strachu. Przypada ono 31 października i tego właśnie dnia młodzi ludzie (ogólnie rzecz ujmując) czerpią ogromną radość ze straszenia innych. W tym celu używają przerażających przebrań, zapraszają się do stylizowanych na nawiedzone dwory mieszkań, rozkładają dynie i podpalają świeczki.Całość powoduje, że nawet ulice miast nabierają charakteru pełnego grozy. Tyle o Stanach. Czy takie obrazy zobaczymy również w Płocku? Na razie naszej gazecie udało się ustalić, że dzień 31 października 2000 roku został w sposób oryginalny uczczony w Małachowiance. Uczniowie klasy IId przed szkolną publicznością wystawili spektakl pt. „Halloween 69”. Przedstawienie ogólnie opowiadało o grupce młodych narkomanów epoki „dzieci-kwiatów”- tematu poniekąd nie wiedzieć czemu bardzo popularnego wśród młodych, artystycznie uzdolnionych płocczan. Wracam jednak do spraw przedstawienia. Owi narkomani, jak w święto strachów przystało, wpadli na genialny pomysł wywoływania duchów. I właśnie w tym momencie na scenie powstała niesamowita parodystyczna fuzja „Dziadów” znanego skądinąd, a przede wszystkim z lektury szkolnej Adama Mickiewicza i nieco mniej znanej dickensowskiej „Opowieści wigilijnej”. Wszystko to zgrabnie przeplecione niebanalnymi dialogami i naszpikowane do „samych kości” czarnym humorem. Trzeba tu było przyjść i zobaczyć tą akcję, a w niej i Zosię i duchy z przeszłości, przyszłości i teraźniejszości. Trzeba było posłuchać muzyki stosownej do ery hippisów: „Somebody to love”, czy „White rabbit” Jefferson Airplane, czy też „On the road again” Canned Heat. Do tego któż by przypuszczał, że przeboje grupy The Doors „Riders of the strom” i „Light my fire” mogą opowiadać o upiorach, strachach, wampirach , duchach i zjawach. A może to inwencja twórcza artystów? No cóż, można zaryzykować stwierdzenie, że przedstawienie w Małachowiance, niczym życie, niosło ze sobą dużo niespodzianek i choć spektakl odbył się 31 października, to w sumie nie był straszny. Jak sami o sobie powiedzieli zadowoleni artyści, przedstawienie wypadło bardzo przekonująco. Z pewnością duża w tym zasługa rzadko spotykanych umiejętności aktorskich, dzięki którym nie tylko treść, ale i kreowane postacie dotarły do rozlokowanych po szkolnym muzeum odbiorców. Wszystkim wykonawcom należą się ogromne brawa również za wzorową pracę zespołową, dzięki której w ciągu zaledwie tygodnia, udało się napisać scenariusz, wyreżyserować spektakl i nauczyć się ról. Warto zaznaczyć, że wszyscy odtwórcy i wykonawcy pochodzą z klasy o profilu matematyczno-informatycznym, co jeszcze bardziej dodaje pikanterii całemu przedsięwzięciu. Odniesiony sukces być może zachęci ich do kolejnych ciekawych inicjatyw. A może zmobilizuje klasy humanistyczne do działania. A może zaostrzy apetyt na wielką sławę i pokazanie się na szerszych wodach, może nawet w teatrze... Czego im szczerze życzy BeeS fot. arch
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze