Reklama

Guma, ślad i niewidzialne. „Opowieści” – festiwal, który wciąga widza do środka

27/07/2026 12:04

Na początku była guma. Zwykła guma do żucia. Najpierw trafiała do ust uczestników, potem na dłoń performerki, a następnie na talerz, gdzie gromadziły się kolejne ślady tego prostego gestu. Publiczność nie obserwowała działania z bezpiecznej odległości – została zaproszona do wejścia w jego środek.

Tak rozpoczęła się tegoroczna edycja Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Performatywnych „Opowieści” w Płocku. Wydarzeniu towarzyszyło motto zaczerpnięte z „Myśli nieuczesanych” Stanisława Jerzego Leca: „By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd”.

I rzeczywiście – tegoroczne „Opowieści” prowadziły pod prąd przyzwyczajeń. Performans wymagał od widza zatrzymania się przy tym, co nieoczywiste: przy geście, który może wywołać dyskomfort, przy ciele, które staje się miejscem zapisu, przy historii, która nie pozwala przejść obojętnie.

Reklama

Przez kilka dni Płock stał się miejscem spotkania artystów performansu z różnych części świata. W tegorocznej edycji udział wzięli twórcy m.in. z Włoch, Niemiec, Szwajcarii, Kuby, Boliwii, Ukrainy i Senegalu. Przestrzenie Muzeum Mazowieckiego przy ulicach Tumskiej i Kolegialnej zamieniły się w sceny działań, w których spotykały się różne języki artystyczne – od performansu relacyjnego i działań partycypacyjnych po eksperymenty z ciałem, pamięcią i przestrzenią.

 

Plecy jako kartka, ciało jako archiwum

Jednym z najważniejszych punktów festiwalu był udział włosko-niemieckiego duetu VestAndPage – Vereny Stenke i Andrei Pagnesa. Artyści poprowadzili kilkudniowe warsztaty poświęcone spektralności – obecności tego, co nie w pełni widzialne: śladów, pamięci, rzeczy wypartych lub pozostających na granicy dostrzeżenia.

Reklama

W ramach działań związanych z „Nowymi Monologami z Gazy” Teatru ASHTAR każdy widz otrzymywał tekst do indywidualnego przeczytania. Nie było jednej sceny i jednego wspólnego odbioru. Było osobiste spotkanie z głosem osób doświadczających wojny.

Następnie ciało stało się przestrzenią zapisu. W rytuale prowadzonym przez Verenę Stenke Andrea Pagnes pozostawał nieruchomy, udostępniając swoje plecy jako miejsce, na którym uczestnicy mogli pozostawić wiadomości. Po każdym zapisie ślad był usuwany za pomocą dymiącej substancji i materiału, przygotowując miejsce dla kolejnej osoby.

Reklama

Pojawienie się i zniknięcie. Pozostawienie znaku i jego zatarcie. Ten prosty rytuał zamieniał ciało w tymczasowe archiwum – miejsce, gdzie pamięć nie była przechowywana, lecz wydarzała się na oczach uczestników.

 

Relacje, które rozpadają się na oczach widza

Inny sposób myślenia o relacjach zaproponował Viktor Fucek w performansie „Architektura wewnętrznych relacji. Elenchus”. Artysta zbudował w przestrzeni układ krzeseł połączonych białym sznurkiem, tworząc geometryczną strukturę przypominającą sieć zależności. Początkowo precyzyjny porządek stopniowo zaczął się rozpadać – ruch performera między krzesłami przyspieszał, konstrukcja traciła stabilność, a kolejne elementy przewracały się, pociągając za sobą następne. Próba uporządkowania sytuacji prowadziła jednocześnie do jej dalszego rozpadu.

Reklama

Dialog nie musi prowadzić do zgody. Tworzy możliwość niezgadzania się bez odmawiania sobie nawzajem człowieczeństwa. Świadoma niewiedza jest początkiem myślenia. Niewiedza przekonana o własnej prawdzie jest początkiem fanatyzmu – słyszeliśmy podczas performansu.

 

Nie ma bezpiecznej odległości

Przeżuta guma stała się elementem działania badającego granicę między performerem a widzem. Zwyczajny produkt codziennego użytku zmienił się w narzędzie artystycznego gestu, wciągając uczestnika w sam środek performansu.

Podobne pytania o pamięć i obecność pojawiły się w performansie Andrei Saemann „Powstające archiwum”. Artystka wykorzystała własne ciało jako główne narzędzie działania. Nagość nie była dekoracją, lecz sposobem na skrócenie dystansu między performerem a odbiorcą i skierowanie uwagi na samą obecność człowieka.

Reklama

 

To, co zostaje po geście

Program festiwalu obejmował także działania polskich artystów performansu, w tym Ewy Zarzyckiej, oraz wydarzenia wychodzące poza tradycyjną przestrzeń wystawienniczą. Muzealne sale, patio i miejskie przestrzenie stawały się miejscami spotkania, w których widz nie zawsze mógł pozostać anonimowym obserwatorem.

III Międzynarodowy Festiwal Sztuk Performatywnych „Opowieści” przypomniał, że performans nie musi być łatwym doświadczeniem. Nie zawsze zaczyna się od zachwytu. Czasem zaczyna się od pytania: dlaczego ten gest mnie zatrzymał? Dlaczego mnie odpycha? Dlaczego nie mogę przestać o nim myśleć?

Reklama

Być może właśnie w tym miejscu – pomiędzy ciekawością a oporem – zaczyna się prawdziwe spotkanie ze sztuką.

 

Weronika Pilecka

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 27/07/2026 13:05
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości