Reklama

Gotuj z Tygodnikiem Płockim. Zawsze królowa

16/05/2023 13:00

Pełnia wiosny manifestuje się w ogrodach dorodnymi kępami rabarbaru. Czerwone, kwaskowate łodyżki prowokują do kuchennych aktywności. Klasycznie trafiają do kompotu i na drożdżowy placek, co jest to dobre na początek, później można bardziej poeksperymentować. Rabarbar może bowiem z powodzeniem zastąpić jabłka dodawane do smażonej wieprzowiny, czy wątróbek. W postaci chutneya będzie doskonale komponował się z każdym mięsem z grilla. Przepis na rabarbarowy chutney pochodzi z kuchni skandynawskiej, która przez długi czas była bardzo uboga w roślinne dodatki. Zmieniła to Wilhelmina Skogh (1849 – 1926), królowa szwedzkiego hotelarstwa, która (podobnie jak królowa Bona na polskie) wprowadziła na szwedzkie stoły warzywa. Co ciekawe, początkowo chciała nawiązać współpracę ze szwedzkimi rolnikami. Niestety, nie byli tym zainteresowani. W efekcie kupiła ziemię nieopodal jednego ze swoich hoteli i postawiła na niej ogromną szklarnię. Dzięki temu stała się samowystarczalna nie tylko w warzywa, ale i kwiaty, którymi dekorowała wnętrza hoteli.

Chutney rabarbarowy
Skład:

  • 10 łodyg rabarbaru;
  • 1 duża czerwona cebula;
  • 1 garść rodzynek;
  • 3 łyżki cukru trzcinowego;
  • 3 łyżki octu jabłkowego;
  • 1 łyżeczka sproszkowanego chili;
  • 1 łyżeczka curry;
  • 1 łyżeczka nasion kolendry;
  • sól.

Wykonanie:
Starannie myjemy łodygi rabarbaru i kroimy w kawałki wielkości 1 cm. Obieramy cebulę i kroimy w kostkę. Do garnka przekładamy pokrojony rabarbar, cebulę, garść rodzynek, przyprawy, cukier, sól i ocet. Przykrywamy garnek pokrywką i gotujemy chutney na małym ogniu przez ok. 25 minut. Gorący chutney przekładamy do wyparzonych słoiczków i zakręcamy. Tak przygotowany możemy przechowywać w lodówce ok. miesiąca.

Życie Wilhelminy Skogh potwierdza powielaną w wielu bajkach poradę, iż jeśli udzielisz bezinteresownej pomocy istocie w potrzebie (może to być mrówka, żebrak), to otrzymasz za to hojne wynagrodzenie. Otóż kiedy młoda, bo zaledwie 21-letnia Wilhelmina pracowała w Hotelu Fenix w Alderholmen jako kelnerka i kasjerka (gdyż odmówiono jej stanowiska zarządczego ze względu na wiek), pewnej nocy pojawił się spóźniony gość. Niestety, hotel był już wypełniony, wówczas młoda pracownica odstąpiła gościowi swoją kwaterę i suto nakarmiła. Nieznajomy okazał się wpływowym pracownikiem kolei szwedzkiej, a gdy kolej poszukiwała osoby do prowadzenia restauracji przy dworcu w Storvik, Wilhelmina tę propozycję otrzymała jako pierwsza. Przyjęła ją bez wahania. Wówczas kolej nie dysponowała wagonami restauracyjnymi, stąd dworcowy lokal był skazany na sukces. Przy dobrym zarządzaniu ambitnej kobiety szybko zasłynął z dobrego jedzenia i wysokiej jakości obsługi. Szczególnie duże zyski przynosiła sprzedaż piwa. Dzięki nowej posadzie Wilhelmina wkrótce stała się najlepiej opłacanym menadżerem w regionie. Swoje zyski zainwestowała w swój pierwszy hotel przy dworcu w Storvik. Sukces nie przyszedłby tak szybko, gdyby nie pomoc udzielona nieznajomemu, stąd morał tej historii jest oczywisty – warto pomagać.

Reklama

dr Izabela Chudzyńska
etnolog, antropolog jedzenia

Fot. Piotr Chudzyński

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości