W popularnej Wikipedii można wyczytać, że tzw. „Dzień Nauczyciela” obchodzony hucznie w Polsce 14 października został ustanowiony na mocy ustawy z 1972 roku („Karta praw i obowiązków nauczyciela”) i przemianowany 10 lat później na „Dzień Edukacji Narodowej”. „Dzień” ten ma z jednej strony upamiętniać rocznicę powstania Komisji Edukacji Narodowej, która została utworzona z inicjatywy króla Stanisława Augusta Poniatowskiego mocą postanowień tzw. sejmu rozbiorowego w dniu 14 października 1773 roku, z drugiej zaś, jak to ujął pompatycznie ustawodawca, ma służyć „podkreślaniu wiodącej roli nauczycieli w jakości edukacji”. Oczywiście nie na miejscu jest przypominać z okazji tak wielkiego święta, choć przypomnieć trzeba, że podrasowana żałosnym, obłudnym idealizmem „wola ustawodawcy” nijak się ma od dziesiątków lat do praktyki społeczno-politycznej, uprawianej na szczeblu rządowym i samorządowym, a polegającej na deprecjonowaniu zawodu nauczyciela i spychaniu go do rangi zawodów podrzędnych i bezwartościowych. Bo doprawdy przewrotna to jest „polityka” polegająca na „podkreślaniu wiodącej roli” zawodu poprzez jego nieustanne umniejszanie chociażby żałosnym, upadlającym uposażeniem, które najzwyczajniej w świecie po prostu nie pozwala ani na rozwój nauczyciela, ani na rzetelną troskę z jego strony o „jakość edukacji”.
Dlatego nie ma w Polsce większych szkodników edukacji, jak instancje rządowe i samorządowe, pierwsze nadzwyczajną kreatywnością programową i organizacyjną (podstawy programowe, których nie da się zrealizować w zarezerwowanym na to czasie, sprawdzanie na egzaminach treści, których nie znajdzie się ani w podstawie, ani w podręczniku formami wykraczającymi poza granice gatunków, niezdolność nadzwyczajna od 30 lat do wydania przyzwoitego, służącego uczniom i nauczycielom podręcznika), i te drugie, samorządowe, nadzwyczajną oszczędnością, która każe pakować, nawet w okresie pandemii, do sal lekcyjnych po 35 osób, a ciężko pracujących ludzi „uśredniać” jak leci, bez brania pod uwagę specyfiki przedmiotu, kiedy jedne wymagają dużej pracy w domu, inne nie. Ale kto by o tym myślał, kiedy nie wolno myśleć, tylko mechanicznie wykonywać polecenia z góry, zapisane w ustawach albo rozporządzeniach, choćby te były całkowicie nielogiczne. Na straży tego „(nie)porządku” stoją jeszcze tzw. „związki zawodowe”, które w ostatnim 30-leciu nie wydały ani jednej twórczej myśli na temat tego, jak przeorganizować oświatę, w tym jak zadbać o zawód nauczyciela, by rzeczywiście odgrywał „wiodącą rolę w trosce o jakość edukacji”.
Sprzymierzenie tych trzech środowisk doprowadziło w III RP do całkowitego upadku zawodu nauczyciela i obniżenia jakości kształcenia. To znaczy zawód trwa pozbawiony skutecznie autorytetu, a nauczyciele w heroiczny sposób, przeciwstawiając się tej haniebnej kreatywności władz jakoś tę edukację realizują. Każda ekipa rządząca, jaką zainstalował sobie naród w ciągu ostatniego 30-lecia coś w edukacji zepsuła, niektóre sprawy udało się zepsuć trwale i skutecznie. Być może za karę należałoby urzędnikom państwowym i samorządowym zadać pracę domową z okazji „Dnia Edukacji Narodowej” w postaci obowiązkowej lektury dokumentów Komisji Edukacji Narodowej. Jest to na pewno zadanie ponad siły ludzi odpowiedzialnych za oświatę, ale, wierzę w to, pożytek z tego mógłby być wielki, choćby w postaci wstydu z powodu tego, czego sami dla polskiej oświaty zrobić nie potrafią, choć do rządzenia tak bardzo się garną.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze