Reklama

Gigantyczna niespodzianka

12/10/2005 14:40
Kibice, którzy zdecydowali się spędzić sobotni wieczór w płockiej hali, chcieli przede wszystkim obejrzeć jedną z najlepszych drużyn piłki ręcznej na świecie, czyli Mistrza Niemiec, THW Kiel. Mało kto wierzył w to, że Wisła może osiągnąć korzystny rezultat. Pytanie brzmiało jedynie: jaką różnicą bramek przegrają Mistrzowie Polski, o tym, że mogą wygrać, nikt nawet głośno nie wspomniał.
Tymczasem Wisła nie zamierzała wcale oddawać pola. Piłkarze dwa tygodnie temu, po meczu ze Śląskiem we Wrocławiu zostali ukarani przez zarząd klubu. Każdy z zawodników miał wpłacić do kasy klubowej po 2 tys. zł. Do tej pory jednak nikt nic nie wpłacił, a wszyscy zdawali sobie sprawę, że korzystny rezultat może zmienić decyzję prezesa.
Ale wygrać z Kiel to było niezmiernie trudne, bo rywale, to zespół, który 3 razy wywalczył puchar EHF, był finalistą Ligi Mistrzów. Gdyby nie fakt, że w poprzednim sezonie już w 1/8 trafił na Barcelonę, pewnie też by dotarł do finału. A Wisła w tym towarzystwie nie miała za bardzo czym się pochwalić.
Prawdopodobnie Niemcy wyszli na boisko przeświadczeni, że zwycięstwo mają w kieszeni, problemem był tylko jego rozmiar. Zaczęli delikatnie, wygrywali w 6 min. 4: 2, ale Wisła była bardzo zmotywowana. W 9 min. doprowadziła do remisu 5: 5, a minutę później już prowadziła 6: 5.

To jeszcze nic. Niesiona ogłuszającym dopingiem płockich kibiców powiększała przewagę. W 23 min. wygrywała 15: 11 i nadzieja na ostateczny sukces była coraz większa. Zwłaszcza, że w bramce Wisły grał Andrzej Marszałek prezentujący znacznie lepszą formę niż Henning Fritz, wybrany najlepszym piłkarzem ręcznym na świecie w 2004 roku.
W końcówce I połowy goście trochę przycisnęli i zmniejszyli różnicę bramek do 1, a od początku II połowy sami zaczęli prowadzić. Nie tylko zniwelowali różnicę, ale w 37 min. Wisła przegrywała 18: 22. Wydawało się, że następne bramki są tylko kwestią czasu, a jednak to Wisła bardziej chciała wygrać ten mecz, rozpoczęła atak i w 45 min. doprowadziła do remisu 23: 23, a potem objęła prowadzenie.
Ku zdumieniu wszystkich Marek Witkowski, który zwykle wychodził na boisko tylko na kilka minut, wziął ciężar gry na swoje barki, strzelał bramkę za bramką i to jego zasługą było, że w 51 min. gospodarze prowadzili 29: 25. To było najwyższe prowadzenie w tej części gry. Potem goście zaczęli niwelować różnicę, ale nie udało się to do końca. Wisła pokonała Kiel 32: 31.
Po meczu kibice wbiegli na parkiet, ciesząc się razem z zespołem. Prezes Krzysztof Dmoszyński ogłosił, że kary są cofnięte, bo za taką dawkę emocji nie można karać piłkarzy. Trener K. Kisiel stwierdził, że tego zwycięstwa nie da się do niczego porównać, nic jeszcze w jego karierze nie było tak ważne i spektakularne jak pokonanie Mistrza Niemiec.
A piłkarze najpierw utonęli w ramionach kibiców, a potem z niedowierzaniem patrzyli na tablicę wyników. – My zagraliśmy bardzo ambitnie, podobnie jak i w Kolding – opowiadał po spotkaniu Damian Wleklak. – Tam się nie udało, a tu wszystko wychodziło. Myślę, że oni trochę nas zlekceważyli, a kiedy zorientowali się, że my potrafimy grać, było już za późno, by odrobić straty. Nam pomagało wszystko, dlatego cieszymy się, że ten ogromny wysiłek został nagrodzony. Teraz czeka nas mecz z Gdańskiem i będzie to bardzo trudne spotkanie.
Wisła: Marszałek, Wichary – Niedzielski, Ilin 1, Szyczkow 2, Witkowski 7/1, Matysik 4, Paluch 3, Wiśniewski 1, Wleklak 6, Wuszter 4/1, Zołoteńko 4, Szczucki, Twardo.
Kiel: Fritz, M. Andersson – K. Andersson, Lundstrom 6, Kavticnik 3/1, Hagen 2, Loevgren 2, Ahim 4, Szilagyi 2, Zeitz 7, Karabatic 5/3.


Jola Marciniak
Fot. J. Wiśniewski

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości