Reklama

Galeria P.T.M. "Sokół" prezentuje - Emka na dożywociu

14/12/2000 09:17
M -72 pojemność 750 cm3, rok produkcji 1945, dwa cylindry, bokser, prędkość maksymalna - 120 km/h, moc 22KM.Ten radziecki motocykl jest dość wierną kopią, różniącą się zaledwie kilkoma szczegółami od BMW R-71. Wszystko za sprawą paktu Ribentrop-Mołotow, kiedy to w ramach wzajemnej współpracy między narodami, została udostępniona ZSRR licencja techniczna niemieckiego motocykla. I tak ze wschodnich taśm zaczęły schodzić kolejne egzemplarze M-72, przeznaczone głównie dla wojska i milicji. Ten ciężki motocykl, charakteryzował się spokojną, dość równą pracą silnika, przy okazji również sporo spalał, bo aż 8-9 litrów benzyny na 100 km. Do dziś krążą też anegdoty o M-72, że dzięki posiadanej mocy, można nią było zaorać pole. Godna uwagi jest również trwałość konstrukcji tego motocykla, która przetrwała do obecnych czasów. - Choć właściwie nie jest to żaden rarytas, to zawsze chciałem mieć ten motocykl - mówi Marek Nowaczyk. - Kupiłem go 15 lat temu i wtedy nawet nie był jeszcze uważany za weterana. Łączy mnie z nim jednak tyle wspomnień i wspólnych wypraw, że ma on u mnie zapewnione dożywocie... O przywiązaniu do motocykla może świadczyć fakt, że w czasie gdy odbywał służbę wojskową, swoją „Emkę” przechowywał rozłożoną w częściach we własnym pokoju, mieszczącym się na 9 piętrze w bloku. Pasją motocyklową zarazili go starsi koledzy z klubu nurkowego, posiadający Iże. Kiedy w końcu i on, po etapie motorowerów, mógł pozwolić sobie na Iża, przejechał nim zaledwie 50 kilometrów, po czym jednoślad stanął i już nie ruszył. Motocyklista sam przyznaje, że jako nastolatek bardziej psuł motocykle niż je reperował, no ale na czymś trzeba się było nauczyć nie tylko jeździć, ale i dokonywać napraw... Zresztą awarie, a zwłaszcza ciągłe problemy z prądem, w przypadku motocykli starych były i są na porządku dziennym. -Weterany nic mi nie dają, prócz pracy i smaru na rękach, ale i to można polubić - mówi. -To ciągłe dłubanie, poprawianie, szukanie części i przywracanie maszyny do użytku przynosi w końcu satysfakcję. Odkąd pamięta pasjonowały go duże i ciężkie motocykle. Swego czasu miał też srebrnego Avo Simsona, stylizowanego - głównie wysoką kierownicą - na słynnego HD. Zawsze był też w opozycji do „japończyków”, dlatego koledzy nie kryli zdziwienia, gdy zobaczyli go na Suzuki GSX 1100 EF. - Kupiłem ją, bo chciałem w końcu pojeździć motocyklem, a nie ciągle reperować - tłumaczy motocyklista. We wszelkich eskapadach towarzyszy mu żona - Renata. Nawet do ślubu jechali motocyklem, a za nimi około 30 osobowa eskorta z „Sokoła”. Na motocyklach byli też w podróży poślubnej i na wielu zlotach w kraju i za granicą. Najbardziej pamiętna i przy okazji pierwsza indywidualna dla Renaty Nowaczyk, była wyprawa do Szklarskiej Poręby. Przeżyła prawdziwy chrzest motocyklowy, jazdę w deszczu i powodzi. Marek Nowaczyk z każdej wycieczki pisze relacje do „Świata motocykli”, często też na łamach tej gazety, dzieli się swoją wiedzą techniczną. Znany jest również w Płocku z organizacji zlotów w Miałkówku, pokazów motocykli m.in. na placu przed teatrem, czy z gymhan (konkursów sprawnościowych starych motocykli). Blanka Stanuszkiewicz fot. arch.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości