Wyczytałem ostatnio, że Rada Mieszkańców Starego Miasta, ze względu na skargi mieszkańców osiedla, postanowiła cofnąć opinie wydane w formie uchwał, pozwalające na działalność pięciu lokali gastronomicznych. Jako człowiek przesiąknięty do głębi ideałami liberalizmu, odczuwam gęsią skórkę zawsze, ilekroć o losach ludzi decydują rozmaite organy kolegialne albo urzędy. Na ogół prędzej czy później wynikają z tego kłopoty.Tak już jest, że najlepiej, by człowiek decydował sam o sobie, a najgorzej gdy decyduje w grupie o innych. Najtrudniej wtedy o decyzję odpowiedzialną. Przyjrzyjmy się bliżej naszej sytuacji. Rada zgodziła się na prowadzenie działalności. W decyzji, jak mniemam, określono warunki, jakie musi spełnić właściciel lokalu oraz czas, na jaki decyzję wydano. W oparciu o ten dokument człowiek zainwestował pieniądze i czas, by stworzyć źródło utrzymania sobie i rodzinie. I teraz Rada decyzję cofa. Dorośli ludzie, a chyba tacy w Radzie zasiadają, powinni wiedzieć, że decyzje rodzą określone skutki. I decyzję można sobie cofnąć, a skutków na ogół nie. To nie jest, Szanowni Państwo Radni, piaskownica! W naszej sytuacji są tylko dwie możliwości. Albo właściciele lokali warunki określone w decyzji spełniają, albo nie. W przypadku pierwszym cofnięcie opinii nie wchodzi w rachubę. Jedyną rzeczą jaką można zrobić jest cofnięcie przez mieszkańców mandatu do zasiadania w radzie. Czyli odwołanie radnych, którzy wydanie opinii poparli, a jeśli prawo takiej możliwości nie przewiduje, "wykoszenie" ich w następnych wyborach. Wiem, że skutki decyzji Rady mogą być dla mieszkańców uciążliwe, ale sami sobie tych radnych wybrali. Czyli podjęli decyzję i teraz ponoszą jej konsekwencje. Albo w ogóle w wyborach nie wzięli udziału i też ponoszą teraz konsekwencje. To musimy na własnej skórze przećwiczyć. Żyjemy, czy tego chcemy czy nie, w demokracji. A w demokracji wszystko rozstrzyga się w momencie wrzucenia kartki do urny. Później możemy tylko pluć sobie w brodę i słać protesty. Na Berdyczów. A wracając do sprawy lokali. Przeciwko czemu protestują mieszkańcy? Zasadniczo chodzi o dwie rzeczy. Po pierwsze: hałas w lokalach i po drugie: zakłócanie porządku poza lokalami przez ich gości - awantury, sikanie w bramach, itp. Mamy zatem dwa zasadniczo różne problemy. Za to co się dzieje w lokalu odpowiada właściciel. I jeśli hałas jest bardziej uciążliwy, niż to określono w decyzji Rady, można żądać od niego podjęcia określonych kroków, a gdyby ich nie podjął, zgodę na działalność cofnąć. Cofnąć na skutek niedotrzymania umowy, a nie na skutek protestów mieszkańców! W przypadku drugim jest inaczej. Właściciel lokalu żadną miarą nie może odpowiadać za to, co robią goście po tegoż lokalu opuszczeniu! Inaczej trzeba żądać, by każdego wychodzącego gościa odprowadził do domu pilnując, czy aby po drodze nie zakłóca porządku, a na koniec nie wywołuje np. awantrury z żoną. Bo co za różnica, czy gość nasika w bramie sąsiedniej, czy trzy bramy dalej? Jeśli zgodzimy się, że to absurd, to trzeba uznać, że za porządek w lokalu odpowiada właściciel, a po przekroczeniu jego progu stosowne służby. Tak zresztą reguluje rzecz nasze prawo. Zatem o to, co robią goście po opuszczeniu przybytku gastronomicznego mieszkańcy powinni zgłaszać pretensje do tych gości, do policji i straży miejskiej i wreszcie do radnych, którzy nie mieli dość fantazji by przewidzieć, że jak się człowiek napije piwa, to go "ciśnie na pęcherz" i puszczają niektóre hamulce. Ale żadną miarą do właścicieli lokalu! A więc w tym przypadku cofnięcie zgody na działalność to granda czyli, jak mówi przysłowie: kowal zawinił, Roma powiesili!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze