I stało się. Pan Prezes Gawłowski ustąpił. Jako powód podał nagonkę mediów i obraźliwe ataki na siebie i rodzinę (rozumiem, że ze strony kibiców). Szkoda! Można było przy okazji, mimochodem choćby, wspomnieć o merytorycznych aspektach swojej działalności i o jej wpływie na obecną sytuację klubu.Ale skoro było tak jak było, to trzeba się uderzyć w piersi. Jak bowiem Czytelnicy doskonale wiedzą, byłem owej medialnej nagonki aktywnym uczestnikiem, a może nawet (trzeba by sięgnąć do archiwum) jej inicjatorem. Na swoje usprawiedliwienie mam przede wszystkim to, że Pana Prezesa nigdy nie obrażałem, a o rodzinie nie wspominałem (wyjąwszy przypadek, gdy powołałem się na Teściową, ale w kontekście bardzo pozytywnym). Moja radość z decyzji Pana Prezesa wynika wyłącznie z oceny jego działalności. I tę krytykowałem, grubo przed pamiętną serią porażek. Ba, przed rozpoczęciem sezonu. Bo śmiem twierdzić, że obecny stan klubu to, jak zwykł mawiać Kisiel o gospodarce PRL, nie kryzys, ale rezultat. Rezultat działań Pana Prezesa niestety. O "działalności" trenerów i piłkarzy nie wypowiadam się, bo wprawdzie na piłce znam się tak jak wszyscy Polacy, czyli najlepiej, ale nie mam na to żadnych papierów. Mogę za to udowodnić naukowo, że znam się na zarządzaniu. Podobnie jak Prezydent Wałęsa świadecto ukończenia Zasadniczej Szkoły Rolniczej w Lipnie, mogę publicznie okazać dyplom ukończenia Wydziału Organizacji i Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego (sprawdziłem, leży w szufladzie). Co prawda z czasów PRL, ale czy nasz futbol w nich nie tkwi (mówię oorganizacji, a nie o wynikach)? I jako hm, specjalista nie mogłem pochwalać poczynań Pana Prezesa. A jako pblicysta musiałem do marnowania pieniędzy podatnika (główny sponsor to w znacznym stopniu własność skarbu państwa) odnieść się krytycznie. A właśnie w pieniądzach leży sedno sprawy. Pan Prezes, otrzymawszy od sponsora górę forsy, postanowił zbudować potęgę klubu wzorując się na zaraźliwym przykładzie działaczy Wisły Kraków. Niestety, jak wieść gminna niesie, góra forsy usypana przez właścicieli Tele - Foniki była, tu zacytuję tow. Gomułkę, dwa koma sześćset dwadzieścia pięć razy większa. Zatem i efekt musiał być zupełnie inny. Sugerowałem więc nieśmiało, że należałoby raczej dać sobie spokój z kablami i wziąć pod lupę kuchenki. Czyli na razie nie Wisła, ale Amica Wronki. A jeśli ambicje większe, to można się przyjrzeć jak Ludwik Sobolewski, zaczynając od zera, budował potęgę Widzewa. Ja te czasy doskonale pamiętam, bo obserwowałem rzecz z bliska od samego początku. W każdym razie "metoda krakowska" w Płocku na razie powtórzyć się nie da. Zatem co dalej? W jednej z gazet padła sugestia, że stery klubu powinien przejąć ktoś z zewnątrz, nie uwikłany w płockie układy. Popieram w całej rozciągłości. Tyle, że nie może to być "desant przywieziony w teczce", ale człowiek, który dobrze zna mechanizmy, specyficzne jak wiadomo, rządzące naszą ekstraklasą i udowodnił, że potrafi się nimi posługiwać. Płoccy działacze tych reguł nie znają, bo kiedy niby mieli poznać? Muszę powiedzieć, że nawet, gdyby kogoś to interesowało, mógłbym nazwisko kandydata podsunąć, bo kiedyś miałem przyjemność z takim człowiekiem się zetknąć. Ale nie ja odpowiadam za losy klubu, wię nie wypada wychodzić przed orkiestrę.
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze