Miasto chyba na serio zabrało się do budowy mostu. Pan Prezydent wystosował apel do mieszkańców o finansowe wsparcie projektu. Miasto też nie zasypia gruszek w popiele. Ma już, jak wynika z wypowiedzi Pana Prezydenta, dokumentację i pozwolenie na budowę. Brakuje tylko funduszy.Słowem: mamy już lejce i bat, brakuje tylko konia i wozu. To taki żart, ale apel ma swoje uzasadnienie. Nawet historyczne. Wszak, tak twierdzi Pan Prezydent w swoim apelu, istniejący most powstał ze składek mieszkańców, wspartych przez gminę. W ciągu dwóch lat! Jeśli istotnie tak było, to trzeba by się zastanowić, gdzieśmy się po ponad sześćdziesięciu latach znaleźli? No bo jak to? Ponad pół wieku temu mieszkańcy małego, zapyziałego miasteczka potrafili o własnych siłach wybudować most, a dziś my, mieszkańcy jednego z ponoć najbogatszych miast w Polsce jesteśmy wobec podobnego problemu bezradni? Rozumiem za komuny: centralne planowanie i tak dalej... Ale my już od dziesięciu lat żyjemy ponoć w gospodarce wolnorynkowej, samorządnej. Mało tego, od trzech lat „władza została oddana ludziom”. Czyli nam, nie? I co, nie stać nas na most? Dlaczego? Spokojnie, za dużo pytań w tym fragmencie! Zatem po pierwsze, z tym oddaniem władzy to było tak, iż usłyszeliśmy: Chłopaki! Możecie sami zbudować sobie most! Słowem: władzę może i oddano, ale kasy – nie. A po drugie: kto dziś czuje się na tyle obywatelem, by wyłożyć poważne pieniądze na most? Owszem, złotówkę do puszki można wrzucić. Ale bardziej „dla jaj” niż z przekonania, że oto na serio finansuje się budowę mostu. Bo jesteśmy święcie przekonani, że tak poważne sprawy może załatwić tylko władza. I to najlepiej centralna. Homo peerelus! I jeszcze druga sprawa, równie poważna. Sąd skazał grupę mężczyzn, którzy podczas libacji na świeżym powietrzu bestialsko zakatowali swojego kumpla. I od razu adwokaci wyrok zakwestionowali z powodu błędnej, ich zdaniem, kwalifikacji czynu. Oskarżonych skazano za morderstwo, a zdaniem palestry powinno się za pobicie ze skutkiem śmiertelnym. Wtedy wyrok byłby znacznie niższy. Czyżby miał rację mecenas Wende mówiąc w telewizji, że zaostrzenie kar nic nie da, bo sędziowie mają zawsze furtkę w postaci odpowiedniej kwalifikacji prawnej czynu? Czyli że np. w naszym przypadku sąd może stwierdzić, iż oskarżeni maltretując okrutnie człowieka przez kilkadziesiąt minut (dopóki nie przestał dawać oznak życia), nie mieli zamiaru go zamordować, a jedynie „pobić ze skutkiem śmiertelnym”! Czemu nie? Skoro facet złapany w cudzym samochodzie może twierdzić, że nie zamierzał go ukraść, a tylko „się przejechać”, czyli dokonać tzw. „krótkotrwałego zaboru mienia”? Kodeks karny musi być spójny, nieprawdaż? Do kompletu należałoby zatem obok „gwałtu ze szczególnym okrucieństwem” wprowadzić pojęcie „krótkotrwałego użycia cudzego ciała dla osiągnięcia nie pozbawionej perwersji satysfakcji seksualnej”. A obok „rozboju” – „natarczywej prośby o gotówkę w celu zaspokojenia potrzeb nie cierpiących zwłoki”. W kwestii wypadków po pijanemu nic nie trzeba dodawać, bo mamy przecież „stan pomroczności jasnej”. Ja rozumiem, że dla postulowanych zmian nie ma na razie „klimatu społecznego”. Ale to się przecież wkrótce zmieni!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze