Reklama

Felieton

19/04/2001 11:59

Ten tekst dotrze do Państwa po świętach. Ale dzisiaj jest czwartek, można więc się zastanowić, czego byśmy sobie z okazji Wielkanocy oraz nieśmiało wkraczającej wiosny życzyli. Tradycyjnie mówi się o świętach zdrowych i pogodnych (o wesołych od czasu pamiętnej niedzieli 13 grudnia jakoś przestaliśmy).Na pogodę podobno nie ma co liczyć. Przynajmniej tak mówią prognozy. Pozostaje więc zdrowie i szeroko rozumiane dobre samopoczucie. I tego właśnie Drogim Czytelnikom życzę. A to, czy życzenia się spełnią nie tylko od nas zależy. Wiedzą to dobrze na przykład płoccy kibice futbolowi. Przepraszam za nagłą zmianę tematu, ale mnie, kibicowi wiosna kojarzy się przede wszystkim z wiosenną rundą ekstraklasy. I rozgrywki się rozpoczęły już parę tygodni temu, ale jak do tej pory o nich nie pisałem, bo przecież to jest felieton ogólnopowiatowy, a nie sportowy. Poza tym nie było specjalnie powodu. Piłkarze zaczęli wszak bardzo dobrze. Ale radość trwała krótko, niestety. Zupełnie jak ze świętami. Dwa dni uciechy, a we wtorek do roboty! Czyżby i w futbolu ostatnie wydarzenia oznaczały, że wracamy w stare koleiny? Są pewne symptomy. Szczególnie niepokojąco zabrzmiała wypowiedź nowego Prezesa, iż zastanawiał się nad złożeniem dymisji. Po trzech miesiącach! To aż tak źle? Obawiam się, że nadal pijemy piwo nawarzone jeszcze przez Pana Prezesa G. Czyli, że „materiał ludzki”, który dzięki jego światłej polityce w klubie się pojawił, do żadnych ambitniejszych zadań się po prostu nie nadaje. A na kolejną wymianę pieniędzy nie ma i raczej nie będzie. Szefostwo głównego sponsora ma teraz inne, ważniejsze problemy niż jakieś tam rozgrywki ligowe. Zbliżają się wybory, a z nimi rozgrywka o utrzymanie zdobytych z takim mozołem pozycji. No, to może nie jest możliwe, ale trzeba się starać, by nie skończyło się na trzeciej lidze. Piłkarzom to w najbliższych latach raczej nie grozi, ale widmo powrotu na drugoligowe stadiony straszy coraz poważniej. I te początkowe sukcesy... Ja się na sprawach szkoleniowych nie znam kompletnie, ale kibicem jestem od urodzenia, meczów się w życiu naoglądałem i pamiętam starą regułę, że kto za dobrze zaczyna, ten często marnie kończy. Uzasadnienie było takie, że zespoły, które ciężko pracowały w zimie, w pierwszych meczach odczuwają brak świeżości, szybkości i dynamiki. Ale to „ładowanie akumulatorów” procentuje i im dalej, tym gra lepsza. Zaś te drużyny, które zimą się zanadto nie przemęczały, rychło dostają zadyszki. Nie wiem, na ile ta teoria jest prawdziwa, bo na przykład tacy Anglicy w ogóle przerwy zimowej nie mają, a jakoś na kondycję się nie uskarżają, ale coś w tym chyba jest, bo znam wiele przypadków „rycerzy przedwiośnia”, którzy potem ekspresowo osuwali się w dół tabeli, kończąc niekiedy w niższej klasie. Trzeba wierzyć, że doświadczeni trenerzy Orlenu błędów w przygotowaniach nie popełnili, bo w połączeniu z wyżej wspomnianym problemem „materiału”, z jakim przyszło im pracować, byłoby to nieszczęście murowane. A na razie trzeba się cieszyć, że nareszcie stałe miejsce w drużynie ma Paweł Miąszkiewicz. Dobrze jest, kiedy na dziesięciu „artystów” przypada choć jeden solidny rzemieślnik. Z dawnych, lepszych czasów pamiętam, że Deyna albo Boniek mogli nie wyjść na mecz tylko wtedy, gdy pauzowali za kartki, albo mieli nogi w gipsie. Tzw. forma nie miała żadnego znaczenia. Oczywiste było, że Deyna bez formy jest więcej wart, niż dwóch „artystów” w formie szczytowej. Jak mawiają Niemcy – Rasse und Klasse!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości