Przed wiekami nasze ziemie porośnięte były gęstym borem. I w takim otoczeniu, w jakiejś ziemiance, żył nasz przodek, częściej napotykając na swej drodze dzikiego zwierz niż przedstawiciela własnego gatunku.Takie spotkanie do przyjemności na ogół nie należało, ale człowiek był przyzwyczajony, toteż jakoś udawało mu się w tych trudnych warunkach przetrwać. Potem lasów ubywało, a pojawiały się osady, grody, miasta, drogi, koleje... I tak aż do naszych czasów, gdy dzikiego zwierza przeciętny człowiek spotyka tylko w ZOO, za to na każdym kroku natyka się na innych ludzi. Kontakt z nimi nie wzbudza na ogół takich emocji jak spotkanie oko w oko z niedźwiedziem w puszczy, ale nie zawsze można mówić o przyjemności. Specyfiką czasów najnowszych jest to, że co i rusz mamy do czynienia z człowiekiem zza biurka. Nie musi to być od razu urzędnik państwowy, zza biurka zerka też na nas często pracownik firmy usługowej czy handlowej. Oczywiście nie porównuję go z niedźwiedziem, który stawał na drodze naszych przodków. Nie, tak źle nie jest. Niemniej jednak trochę dziwne się wydaje, że do bezpośredniego kontaktu z klientem (a nie „petentem” – rzecz dzieje się w placówce usługowej, choć państwowej) kieruje się kobietę, która swoim sposobem bycia powoduje, że już po kilku chwilach człowiek odruchowo próbuje sięgnąć po... Chciałem napisać „maczugę”, ale się w porę ugryzłem w ... klawiaturę. Więc niech będzie – scyzoryk. Przynajmniej nie narażę się na zarzut, że się przechwalam. A ta klawiatura to też nie przypadek. Bo często największą przeszkodą w szybkiej i sprawnej obsłudze klienta jest komputer! Tak, to urządzenie, które z założenia ma pracę przyśpieszyć i usprawnić. A tu same kłopoty! Od mitycznego „logowania”, aż po zwykłe „proszę zaczekać, bo przygotowuję coś – tam na komputerze i muszę skończyć”. Przerwać roboty i obsłużyć klienta się nie da! Czyja to wina? Programisty, który nie przewidział, że w czasie pracy może pojawić się klient i trzeba będzie ją na moment przerwać, czy pracownika, który nie nauczył się jak to się robi? Dla klienta to obojętne, ale i dla urzędnika – niedźwiedzia chyba też... Skoro może zwalić na komputer... W ten sposób wyrzuciłem z siebie żale na (nazwy instytucji nie wymienię, ale problem jest, jak sądzę, uniwersalny)... A teraz czas przejść do wydarzenia rangi światowej, czyli Mundialu! Przegraliśmy! Ale jak mieliśmy wygrać, kiedy gospodarze jeszcze nigdy w historii na inaugurację nie ponieśli porażki? Czyli statystycznie leżeliśmy już przed meczem. Na domiar złego nie wyszło z hymnem narodowym. Zamiast poderwać orły do boju, wykonawczyni sprawiła, że już przed pierwszym gwizdkiem zaczęły opłakiwać porażkę. W tych warunkach o sukcesie, rzecz jasna, mowy być nie mogło i wypada się cieszyć, że wypadliśmy o niebo lepiej od takiej Arabii Saudyjskiej. Tu kamyczek do ogródka tych, co twierdzą, że sukces w sporcie nieodłącznie wiąże się z pieniędzmi. To jak to się stało, że szejkowie dostali takie lanie? I na koniec akcent osobisty. To jest setny felieton po powrocie na łamy. Czyli mały jubileusz. Co tam mały! Wszak królowa Elżbieta świętuje tylko pięćdziesiątkę, a z jaką pompą! U mnie festynu nie będzie, ale „setka” pod kiszonego ogórka... I może mała podwyżka (to do Szefa)?
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze