Reklama

Felieton

04/07/2002 13:38

W nie najlepszej sytuacji gospodarczej cieszy każdy, najdrobniejszy nawet przejaw ożywienia. I ostatnio właśnie „coś drgnęło w temacie ogródków”. Mam na myśli ogródki piwne i kawiarniane, których na samej tylko Tumskiej przybyło kilka.Nie znam najnowszych danych statystycznych (starszych też nie), ale wydaje się, że wskaźnik uogródkowienia wzrósł o jakieś sześćdziesiąt trzy koma siedem procenta, jakby powiedział pewien przywódca z czasów Peerelu. Sam mogę obserwować z okna (przy pewnym wysiłku) cztery takie ogródki. I te obserwacje nie napawają optymizmem. Niezależnie od pory dnia, świecą na ogół pustkami! To z czego właściwie się cieszyć? Na upartego można. Z tzw. wskaźnika optymizmu. W Ameryce jest tak, że sygnałem świadczącym o poprawie sytuacji gospodarczej jest wzrost optymizmu w narodzie, objawiający się wzmożoną chęcią zakupów. A wiadomo, że większy popyt to bodziec do zwiększenia podaży, co z kolei oznacza wzrost dochodów obywateli, a te dochody znowu wydaje się na zakupy... I karuzela nabiera rozpędu. To może i nad Wisłą ten optymizm właścicieli ogródków i sponsorujących ich browarów przełoży się na lepszą koniunkturę? Co prawda w Ameryce sygnałem poprawy jest wzrost optymizmu konsumentów, a nie przedsiębiorców, ale chyba już się przyzwyczailiśmy, że u nas wszystko jest tak jak w Ameryce, tyle że na odwrót. Weźmy choćby taki mecz Polska – USA na tegorocznym Mundialu. Amerykanie przegrali i awansowali do drugiej rundy, a nasi chłopcy – dokładnie odwrotnie! Trener Arena prawdopodobnie może nadal pracować z kadrą, a Engel – wręcz przeciwnie! No, ale tutaj to inaczej być nie mogło. Co było przyczyną odwołania trenera? Wszyscy czytający prasę wiedzą. Nie zachował się „ z klasą”! Czyli źle się tłumaczył z porażki. Zamiast zająć się analizą warunków atmosferycznych, kierunków wiatru, który złośliwie wiał naszym prosto w twarz, deszczem, padającym akurat tam, gdzie nasz napastnik stał z piłką sam na sam z bramkarzem rywali, sędzią sprzyjającym gospodarzom i tym podobnymi „obiektywnymi przyczynami”, twierdził bez sensu, że umiejętności naszych orłów wystarczyły na eliminacje, ale na finały jesteśmy po prostu za słabi. I udowodnił to już przed mistrzostwami, organizując sparringi z Japonią, która udawała Koreańczyków i Rumunią „robiącą” za Portugalię. Jedni i drudzy przykładnie nas zlali, ale to nic! I tak jechaliśmy „po medal”. Niestety, na Mundialu przeciwnicy pierwsi strzelali nam gola, co absolutnie wyklucza sukces. Bo my lubimy grać „z kontry” i kiedy rywal złośliwie nie chce rzucić się do ataku całą drużyną, jesteśmy bezradni. Potwierdził to mecz ostatni. My strzeliliśmy pierwszą bramkę i przeciwnik nie miał szans! Trener po takim tłumaczeniu też nie miał szans! Bo w Polsce porażka nie jest problemem. Ale wytłumaczenie musi być piękne, pokazujące czarno na białym, że polegliśmy po heroicznej walce, złamani przez splot nieszczęśliwych okoliczności. A nie: za słabi na finały! My za słabi? A „Orły Górskiego”, Monte Cassino, husaria? Co to wszystko ma wspólnego z ogródkami? Rozdźwięk między optymizmem rodaków a rzeczywistością! Cóż z tego, że wszystkie ogródki świecą pustkami? Otwieramy następny! Do nas na pewno przyjdą!

Jerzy Ogonowski

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości