W nie najlepszej sytuacji gospodarczej cieszy każdy, najdrobniejszy nawet przejaw ożywienia. I ostatnio właśnie „coś drgnęło w temacie ogródków”. Mam na myśli ogródki piwne i kawiarniane, których na samej tylko Tumskiej przybyło kilka.Nie znam najnowszych danych statystycznych (starszych też nie), ale wydaje się, że wskaźnik uogródkowienia wzrósł o jakieś sześćdziesiąt trzy koma siedem procenta, jakby powiedział pewien przywódca z czasów Peerelu. Sam mogę obserwować z okna (przy pewnym wysiłku) cztery takie ogródki. I te obserwacje nie napawają optymizmem. Niezależnie od pory dnia, świecą na ogół pustkami! To z czego właściwie się cieszyć? Na upartego można. Z tzw. wskaźnika optymizmu. W Ameryce jest tak, że sygnałem świadczącym o poprawie sytuacji gospodarczej jest wzrost optymizmu w narodzie, objawiający się wzmożoną chęcią zakupów. A wiadomo, że większy popyt to bodziec do zwiększenia podaży, co z kolei oznacza wzrost dochodów obywateli, a te dochody znowu wydaje się na zakupy... I karuzela nabiera rozpędu. To może i nad Wisłą ten optymizm właścicieli ogródków i sponsorujących ich browarów przełoży się na lepszą koniunkturę? Co prawda w Ameryce sygnałem poprawy jest wzrost optymizmu konsumentów, a nie przedsiębiorców, ale chyba już się przyzwyczailiśmy, że u nas wszystko jest tak jak w Ameryce, tyle że na odwrót. Weźmy choćby taki mecz Polska – USA na tegorocznym Mundialu. Amerykanie przegrali i awansowali do drugiej rundy, a nasi chłopcy – dokładnie odwrotnie! Trener Arena prawdopodobnie może nadal pracować z kadrą, a Engel – wręcz przeciwnie! No, ale tutaj to inaczej być nie mogło. Co było przyczyną odwołania trenera? Wszyscy czytający prasę wiedzą. Nie zachował się „ z klasą”! Czyli źle się tłumaczył z porażki. Zamiast zająć się analizą warunków atmosferycznych, kierunków wiatru, który złośliwie wiał naszym prosto w twarz, deszczem, padającym akurat tam, gdzie nasz napastnik stał z piłką sam na sam z bramkarzem rywali, sędzią sprzyjającym gospodarzom i tym podobnymi „obiektywnymi przyczynami”, twierdził bez sensu, że umiejętności naszych orłów wystarczyły na eliminacje, ale na finały jesteśmy po prostu za słabi. I udowodnił to już przed mistrzostwami, organizując sparringi z Japonią, która udawała Koreańczyków i Rumunią „robiącą” za Portugalię. Jedni i drudzy przykładnie nas zlali, ale to nic! I tak jechaliśmy „po medal”. Niestety, na Mundialu przeciwnicy pierwsi strzelali nam gola, co absolutnie wyklucza sukces. Bo my lubimy grać „z kontry” i kiedy rywal złośliwie nie chce rzucić się do ataku całą drużyną, jesteśmy bezradni. Potwierdził to mecz ostatni. My strzeliliśmy pierwszą bramkę i przeciwnik nie miał szans! Trener po takim tłumaczeniu też nie miał szans! Bo w Polsce porażka nie jest problemem. Ale wytłumaczenie musi być piękne, pokazujące czarno na białym, że polegliśmy po heroicznej walce, złamani przez splot nieszczęśliwych okoliczności. A nie: za słabi na finały! My za słabi? A „Orły Górskiego”, Monte Cassino, husaria? Co to wszystko ma wspólnego z ogródkami? Rozdźwięk między optymizmem rodaków a rzeczywistością! Cóż z tego, że wszystkie ogródki świecą pustkami? Otwieramy następny! Do nas na pewno przyjdą!
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze