Reklama

Echa wypadku na Podolszycach. Kto odpowie za tragedię

15/02/2017 15:02
Komunikat o zdarzeniu był lakoniczny: „Do groźnie wyglądającego wypadku doszło w nocy z 3 na 4 lutego w Płocku. Około godziny 2.30 dwie osoby stojące na balkonie wieżowca przy ul. Wyszogrodzkiej 161 wypadły na ziemię. Barierka balkonu nie wytrzymała ich naporu. Na miejsce wezwano karetkę pogotowia, policję i inspektora nadzoru budowlanego”.
Za tymi słowami przekazanymi przez rzecznika prasowego KMP w Płocku kryje się wielka tragedia. Dwóch młodych ludzi spadło na ziemię z I piętra i doznało poważnych obrażeń ciała. Jeden z nich – ten, który bardziej ucierpiał – utrzymywany jest w śpiączce farmakologicznej. O zdarzeniu było bardzo głośno w Płocku, przez weekend narastała fala plotek i opowieści. Relację z miejsca zdarzenia pokazała ogólnopolska telewizja.
O tym, z czyjej winy doszło do wypadku dwóch młodych ludzi, zadecyduje sąd po przeprowadzonym przez policję śledztwie. My postaraliśmy się o relację z pierwszej ręki – od osoby, która była tej nocy w mieszkaniu.
Pod koniec grudnia syn pani Agnieszki kupił mieszkanie na I piętrze w bloku przy ul. Wyszogrodzkiej 161. – Moja rodzina miała bardzo skomplikowaną sytuację mieszkaniową. Zajmowaliśmy część domu, który zgodnie z dokumentami należał do mojego byłego męża, ale który wspólnie budowaliśmy i urządzaliśmy. Mąż zapomniał, że kiedyś się kochaliśmy, mamy dwóch synów i po rozwodzie robił wszystko, byśmy się wyprowadzili, uważając nas za intruzów. Wreszcie pod koniec grudnia 2016 roku syn podpisał akt notarialny kupna mieszkania i wyprowadziliśmy się. Do 3 lutego byliśmy najszczęśliwszymi ludźmi na świecie – opowiada.


Zaczęli od urządzania się w nowym domu. Przy pomocy kolegów zostały przewiezione i rozstawione meble, poukładane rzeczy, a rodzina mogła zacząć normalne życie. – Może dla niektórych wyda się to dziwne, ale my cieszyliśmy się, że wreszcie mamy odpowiednią temperaturę w domu, a z kranu płynie ciepła woda. Wcześniej takich „luksusów” byliśmy pozbawieni – mówi.
Jak to w polskiej tradycji jest przewidziane, w nowym mieszkaniu trzeba urządzić imprezę zwaną „parapetówką”. Najpierw przyszli oglądać mieszkanie koledzy z pracy syna, a w feralny piątek 3 lutego pomocnicy w przeprowadzce. W sumie, razem z domownikami, było 9 osób.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości