Reklama

Dzień Wolności Podatkowej

04/07/2002 15:05

Czy ktoś z Państwa zwrócił kiedykolwiek uwagę na to, że od każdego kupionego litra benzyny rząd zdziera z nas około dwóch złotych w postaci podatków? Oznacza to, że za 100 litrów popularnej “bezołowiowej 95” płacimy nie 100 złotych lub nieco więcej, ale 320. W skali roku przy typowo rodzinnej eksploatacji samochodu oddamy więc państwu ponad 2 tysiące złotych. Ładna sumka. A jeśli ktoś mozolnie składa na nowy, lepszy samochód, powinien się liczyć z tym, że musi uskładać także na haracz podatkowy dla państwa – nie bagatela! – około 10 tysięcy złotych. Wystarczy kupić jakikolwiek mebel czy inną rzecz, albo opłacić rachunek telefoniczny, by się przekonać, że piąta część ich wartości to nasz wkład do państwowego budżetu, kosztem, rzecz jasna, nadszarpnięcia naszego budżetu domowego. A wszystko z pieniędzy już raz opodatkowanych podatkiem dochodowym. Dziś zatem kilka refleksji o podatkach. Mamy już za sobą tegoroczne męki z pitem, niektórzy zapewne odebrali długo oczekiwane zwroty nadpłat podatkowych – zawsze miły prezent przed wakacjami. Czy zastanawiali się Państwo kiedykolwiek nad tym, ile tak naprawdę z naszych ciężko zapracowanych pieniędzy musimy oddać państwu? Podkreślam, musimy, gdyż nie mamy w tej dziedzinie prawie żadnego wyboru, szczególnie, gdy jako konsumenci jesteśmy wszyscy przecież rzeczywistymi płatnikami podatku VAT, który, jak wiadomo, ukryty jest w cenie nabywanych towarów i usług, a który w największym stopniu wysysa zawartość naszych portfeli. Nasze ukochane państwo oczywiście nakłada na nas pod sankcją karną różnorodne podatki bezpośrednie (np. podatek dochodowy od osób fizycznych i firm) oraz pośrednie (np. VAT, akcyzy, cła), opłaty skarbowe, obowiązkowe składki na przeróżne fundusze, Kasy Chorych, itd. Radosna twórczość urzędnicza w tej dziedzinie nie zna zahamowań. Przeważają oczywiście podatki ukryte w cenach towarów i usług, których nie da się konsumentowi ominąć, a jeśli są wysokie, podnoszą ceny towarów, wpływając w oczywisty sposób na ograniczenie konsumpcji, a ograniczenie konsumpcji to prosta droga do spadku produkcji, a spadek produkcji musi prowadzić do redukcji zatrudnienia, a redukcja zatrudnienia to bezrobocie. Ta prosta nadzwyczaj analiza mechanizmów rynkowych, przepisana z klasycznych liberalnych podręczników ekonomii, pozwala zauważyć oczywisty związek pomiędzy wysokością podatków a stopą bezrobocia i skalą wzrostu gospodarczego. W wysokości podatków bijemy światowe rekordy, stąd też i w wysokości bezrobocia utrzymujemy się w światowej czołówce. A wszystko przez to, że nasi kochani włodarze nie chcą niestety czytać klasycznych liberalnych podręczników ekonomii. Stąd nie jesteśmy i nie będziemy długo Hongkongiem, Tajwanem czy Koreą Południową, bliżej nam raczej do wstrząsanej kryzysami Argentyny, czego zresztą nie omieszkał zauważyć niedawno prof. Z. Brzeziński. Centrum im. Adama Smitha ogłasza corocznie tzw. Dzień Wolności Podatkowej. Jest to symboliczna data oznaczająca dzień, w którym my Polacy przestajemy pracować na spłacenie narzuconego nam przez państwo haraczu podatkowego, a zaczynamy zarabiać dla siebie. Wypadł on dla nas w tym roku 24 czerwca, o tydzień później niż przed rokiem, co oznacza wzrost obciążeń fiskalnych za obecnej koalicji. Dla bliskiej nam Litwy upłynął na początku maja, dla wymienionych wcześniej “azjatyckich tygrysów” jeszcze o miesiąc wcześniej. A my odrabiamy pańszczyznę przez pół roku i czy mamy z tego tytułu lepsze drogi, lepiej uzbrojoną armię, sprawniej działającą policję, bardziej eleganckie i lepiej wyposażone szpitale, szkoły, przedszkola, żłobki niż tamte kraje? Nic z tych rzeczy. Mamy za to wyższe bezrobocie, stagnację gospodarczą, coraz powszechniejszą biedę, głodowe emerytury, puste portfele, wysokie ceny i nadzwyczaj rozbudowany, dobrze finansowany aparat biurokratyczny, naturalny wytwór nadmiernego fiskalizmu państwa. Co w tej sytuacji należy zrobić? Konserwatywni liberałowie radzą od dawna: redukować monstrualnie rozbudowane wydatki państwa, z podatków finansować tylko dziedziny, które zaspokajają potrzeby wszystkich, rozpędzić na cztery wiatry aparat urzędniczy, obniżyć radykalnie obciążenia podatkowe, a ludziom zostawić w kieszeniach ich pieniądze, oni lepiej wiedzą, jak je wydać. Państwo ma być bogate bogactwem swoich obywateli. Dlatego w każdej kampanii wyborczej warto pytać szanownych kandydatów o rzeczy konkretne, a szczególnie o to, ile zamierzają zabrać z naszych portfeli. Ja chcę zostawić w swoim jak najwięcej.

Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości