Jak co roku na płockich cmentarzach rozpoczyna się wielki ruch związany z przygotowaniem do dnia Wszystkich Świętych. Tylko podczas głównych uroczystości na Cmentarzu Komunalnym w Płocku przebywa kilkanaście tysięcy osób. W chwili zadumy nad grobem, wiele osób przypomina sobie wszystkich tych, których nie ma już wśród nas. Dotkliwie dochodzi do nas również świadomość, że w życiu niczego nie możemy być tak pewni jak śmierci. Jednak to miejsce ostatniego spoczynku każdego z nas kosztuje. Najmniej, bo jedynie 600 zł zapłacimy na Cmentarzu Komunalnym. Pięciokrotnie więcej przyjdzie za to zapłacić za murowany grób na Starym Cmentarzu, mieszczącym się przy ulicy Kobylińskiego, choć tutaj jest już jedynie miejsce dla wybranych. Cmentarz Komunalny zajmuje 17 hektarów ziemi, z czego 12 hektarów jest już zagospodarowanych. Powstał w 1974 roku i spoczywa na nim blisko 10 tysięcy zmarłych. W 2005 roku pochowano tu 393 osoby. Tegoroczna statystyka podsumowująca pochówki do października, pokazuje już liczbę 400! Nie oznacza to, że w tym roku zmarło więcej osób. Miejsca na Cmentarzu Komunalnym są po prostu bardzo tanie w porównaniu z innymi cmentarzami w Płocku, jak i w kraju. Miejsce pod pojedynczy grób ziemny, o wymiarach 130 cm na 240 cm kosztuje tutaj 300 zł, a miejsce pod grób murowany 600 zł, przy czym do tej kwoty należy dodać jeszcze 700 zł za samo wymurowanie i zamknięcie pieczary. Cennik ustalony jest przez urząd miasta. Tu też trafiają wpłaty, gdyż obecnym zarządcą Cmentarza Komunalnego jest spółka miejska Muniserwis. – Zajmujemy się wszystkim, od sprzedaży miejsc pochówku, po prace porządkowe, dozorowanie, oświetlenie cmentarza, jak również wywożenie śmieci oraz rozliczanie tych wszystkich kwestii – mówi Ireneusz Drozdowski, dyrektor spółki Muniserwis. Mogiła zawczasu Od kilku lat cmentarz komunalny się zmienia. Wyremontowano kaplicę, która nareszcie doczekała się ogrzewania olejowego. Zimą ludzie nie ślizgają się tutaj na lodzie. Wymienione są ławki, jest podjazd dla niepełnosprawnych. Powstają alejki, nasadzana jest roślinność. – Sprzedajemy miejsca w kolejności zabudowy. W tym roku było spore zainteresowanie, gdyż sprzedawaliśmy miejsca położone bliżej kaplicy. Zgłaszali się nawet ci, którzy nie mieli pochówku – przekonuje zarządca. Były to głównie starsze osoby, które w ten sposób chcą się zawczasu zabezpieczyć i nie sprawiać kłopotu rodzinie. Przy czym warto podkreślić, że według prawa na wszystkich cmentarzach sprzedawane jest miejsce, dające prawo do pochowania zmarłego jedynie na 20 lat. Po upływie tego czasu zarządca może ponownie użyć placu do chowania następnej osoby. Grób wtedy jest równany, a szczątki składane do zbiorowej mogiły. Przeszkodą w takich praktykach może być sprzeciw jakiejkolwiek osoby oraz wniesienie opłaty przewidzianej za pochowanie zwłok. Stąd po 20 latach należy ponownie zgłosić się do kancelarii cmentarza i wpłacić obowiązującą składkę. – Nie zdarzyła się jeszcze tego typu likwidacja grobu, choć są miejsca od dawna nieodwiedzane. Porządkujemy je, dbamy żeby nie wyrosły na nich drzewa. Przypominamy też o obowiązku wniesienia opłaty i jest spora grupa, która z tego zadania się wywiązuje – tłumaczy zarządca Cmentarza Komunalnego. W tygodniu poprzedzającym dzień WszystkichŚwiętych jest tutaj ogromny ruch. Dla większego bezpieczeństwa cmentarz jest przez całą dobę dozorowany przez zwiększoną ilość patroli. Teren monitorują cztery kamery. – W ubiegłym roku kilka osób zgłaszało kradzieże krzyży i wazonów z kwasówki. Sprawą zajęła się policja. Już jest spokojnie – mówi dyrektor Muniserwisu. Obecnie ludzie zgłaszają się do zarządcy z innymi problemami. Powtarza się przyziemna sprawa toalet, na które nie ma odpowiedniego miejsca na cmentarzu, a jednak są tutaj potrzebne, gdy podczas listopadowych świąt przez cmentarz przewijają się tłumy. Nikt tego nie neguje, ale za to pyta, dlaczego toaleta musi stać właśnie przy grobie jego bliskich. Elektroniczny cmentarz i urny Cmentarz to wizytówka miasta. Osoby przyjezdne z zagranicy często pierwsze kroki kierują do nekropolii, by zapalić świeczkę swoim zmarłym. Zdarza się, że po wielu latach poszukują grobów znajomych lub bliskich. Szukanie kwater w księgach zajmuje dużo czasu. Stąd pomysł na to, by stworzyć elektroniczny plan Cmentarza Komunalnego, dzięki czemu szybko będzie można znaleźć, kto był pochowany i gdzie, a także kto jest właścicielem i kiedy powinien wnieść opłatę. Elektroniczna inwentaryzacja cmentarza jest właśnie na ukończeniu. Najprawdopodobniej będzie też dostępna w internecie. Na Cmentarzu Komunalnym pojawiło się też pole urnowe, na którym stoi kilkanaście małych pomników. Być może powstanie też kolumbarium, czyli praktyczna ściana z przegródkami na urny i tabliczki. Trumnę dębową czy sosnową? – W ostatnim czasie mieliśmy kilka przypadków kremacji zwłok – mówi Stanisław Frydrysiak, właściciel największego Zakładu Pogrzebowego w mieście. W Płocku jeszcze nie można pozwolić sobie na taką usługę, więc koszty tego typu pochówku obejmują dodatkowo przewóz ciała, trumnę i urnę. Sama kremacja zwłok nie jest droga. Kosztuje 630 zł w Poznaniu i 550 zł w Bytomiu. Razem za kremację zapłacimy więc około 2200 zł. – Jesteśmy w stanie zrealizować każde zlecenie na terenie kraju. Sprowadzamy też zwłoki z zagranicy, dokonujemy ekshumacji ciał i przenosimy na inne cmentarze. Wystarczy, że rodzina zmarłego zleci nam zadanie i już o nic nie musi się martwić – mówi właściciel zakładu. Jego firma od 1989 roku sprowadzała ciała z całej Europy – od Oslo do Aten. Koszt? Wszystko zależy od sytuacji. Nie można ceny jasno określić. W sumie w Zakładzie Pogrzebowym Stanisława Frydrysiaka obsługiwanych jest 90% pochówków z Płocka. – Wiele razy słyszę nazwisko i okazuje się, że znam człowieka, zwłaszcza jeśli jest to rodowity płocczanin – mówi właściciel. Ludzie, których spotkała śmierć bliskiej osoby, przychodzą tutaj załamani. Nie muszą się jednak już martwić o sam pochówek. Odpowiadają jedynie na pytania: gdzie ma być pogrzeb? Gdzie powiesić klepsydry? Jakie mają być wieńce? Czy życzą sobie pożegnanie w domu przedpogrzebowym? Jaka trumna dla zmarłego? Czy zorganizować stypę? – Mamy swoją kaplicę, dom przedpogrzebowy, lodówki na 40 miejsc, salę na stypy na 90 i 50 miejsc oraz parkingi. Posiadamy 12 karawanów oraz inne samochody do przewozu zwłok – wymienia Stanisław Frydrysiak. Dębowa trumna kosztuje od 700 zł do 1800 zł, a sosnowa od 300 zł do 500 zł. Obsługa pogrzebu to już jednak cena stała – 300 zł, ale z klepsydrami i przewozem już 400 zł. Otwarcie grobowca kosztuje 100-150 zł. Zakład wykonuje też toaletę pośmiertną, czy ubieranie ciał. Do wyboru są nowe garsonki i garnitury do trumny w razie, gdyby rodzina nie miała wcześniej przygotowanych. Można też poprosić o włożenie zmarłemu czegoś do trumny. – Ludzie proszą o włożenie różańca, modlitewnika, chustki do nosa, ale też pieniędzy, czy też np. chleba piekarzowi. Czasem chcą kłaść do trumny złotą biżuterię, ale wtedy odmawiamy – tłumaczy Stanisław Frydrysiak. Zakład Pogrzebowy przyjmuje pieniądze za usługę po tym, kiedy ZUS wypłaci rodzinie zasiłek pogrzebowy. Ostato czasem ZUS i KRUS z opóźnieniem realizują świadczenia, co z kolei powoduje opóźnienie w regulowaniu należności za usługę przez rodzinę zmarłego w zakładzie pogrzebowym. – W ostatnich dniach mało jest zgonów. Na umieralność duży wpływ ma pogoda. Jesteśmy jednak w stanie pokonać wszystkie trudności, nawet jeśli jest więcej pochówków – dowiadujemy się w zakładzie pogrzebowym. Gospodarz 1000 grobów Na Komunalnym chowani są wszyscy bez względu na wyznanie, zgodnie ze swoją kulturą i ceremonią. Przy parafialnych w Imielnicy, w Borowiczkach czy w Radziwiu chcą mieć groby osoby mieszkające w pobliżu. W Płocku są też cmentarze: mariawitów, ewangelików. Miejsce na Cmentarzu Prawosławnym kosztuje 2500 zł. – Przepisanie miejsca na kogoś innego kosztuje 400 zł, opłaty kancelaryjne w tym opłata za pogrzeb – 200 zł, ofiara za korzystanie z kaplicy 500 zł, obsługa pogrzebu 500 zł. Do tego dochodzi opłata za wywożenie nieczystości 20 zł na rok i 10 zł za wodę. Te opłaty najtrudniej uzyskać – mówi Andrzej Lewandowski, gospodarz cmentarza należącego do Parafii Prawosławnej Przemienienia Pańskiego. Opiekuje się wieloma porzuconymi i zaniedbanymi grobami. Leżą tu również żołnierze radzieccy i ich rodziny. W sumie około 1000 zmarłych. Rocznie chowanych jest tu po kilka osób. – Są chętni, którzy zamawiają miejsca z wyprzedzeniem, bo zdarza się, że na tym cmentarzu jest pochowany ktoś bliski – zaznacza gospodarz, będący niegdyś żołnierzem straży granicznej. – Poprzedni gospodarz zaniedbał cmentarz. Staram się doprowadzić go do porządku, bo trochę wstyd. Wciąż do interesu trzeba dokładać – zaznacza Andrzej Lewandowski. Znalazły się pieniądze z Unii Europejskiej, by w końcu wyremontować zabytkową kaplicę i poprawić ogrodzenie wokół cmentarza prawosławnego. Przydałoby się też odrestaurować zabytkowe groby. Wiele starych pieczar się zapada. Nie chcą słuchać o zwykłych pomnikach Chętnych do pochówku na Starym Cmentarzu przy ulicy Kobylińskiego nie brakuje. – Miejsca są. Ale tak jak na Powązkach w Warszawie, nie każdy może spoczywać, podobnie jest i tutaj – tłumaczy Wojciech Popielski, zarządca starego cmentarza. Szansę mają jednak ci, którzy będą chowani już w istniejących grobach rodzinnych. Nowe pochówki odbywają się na cmentarzu po drugiej stronie ulicy. Za placowe przyjdzie tu zapłacić 2800 zł. Wymurowanie mogiły to dodatkowe 730 zł. – Nie sprzedajemy miejsc z wyprzedzeniem. Zawsze się jednak znajdzie ktoś, kto w chwili śmierci kogoś bliskiego, chciałby mieć grób w pobliżu. Potem mamy problem z pustymi miejscami, o które trzeba przez cały rok dbać – mówi Wojciech Popielski. Problem jest także z istniejącymi, wiekowymi, ale niestety niszczejącymi mogiłami. Wiele pomników udało się ocalić dzięki akcji „Ratujmy Płockie Powązki”. Alejka z tabliczkami hojnych darczyńców znajduje się przy głównej bramie. Jest też wiele tysięcy osób anonimowych. Każdego roku odwiedzając płockie cmentarze, wrzucają do puszek kwestarzy drobne kwoty. Codziennie na Starym Cmentarzu powstają też nowe pomniki dla zmarłych w ostatnim czasie. Wygląd grobów nie może być tu jednak zbyt nowoczesny. Może za to nawiązywać do już istniejących. – Miłośnicy tradycji czują to piękno i nie chcą słuchać o zwykłych pomnikach. Zgłosił się ostatnio do nas człowiek, który podpatrzył wzór kolumny na jednym z grobów i zażyczył sobie taki sam na drugim końcu cmentarza – mówi Wojciech Popielski, który prowadzi także z dwoma synami Zakład Kamieniarski. Takich zamówień nie ma jednak zbyt wiele. Co prawda płocczanie już nie zmawiają płyt lastrykowych, ale najczęściej nagrobki z granitu, kosztujące od 2 tys. zł nawet do 10 tys. zł. Choć kamieniarze zamawiają materiał z całego świata m.in. z Hiszpanii, Afryki i Szwecji, ludzie wybierają coraz chętniej polski kamień spod Strzegomia, który kosztuje od 3 tys. zł wzwyż. Blanka Stanuszkiewicz
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze