Pani Teresa mieszka z rodziną w polu, kilkaset metrów od głównej drogi. Zadzwoniła do redakcji z prośbą o pomoc. – Przyjedźcie, pomóżcie, po raz kolejny przyjedzie samochód z robotnikami, by wyrównać drogę dojazdową do mojego gospodarstwa i po raz kolejny będą problemy. Bo sąsiad, który mieszka przy drodze, nie wpuści ciężarówki – mówiła przez telefon. Jedziemy na Radziwie, to tam jest droga niezgody, prowadząca od drogi głównej do gospodarstwa położonego w polu. – Ta droga, prowadząca do naszego gospodarstwa, jest tu od zawsze i od zawsze z niej korzystaliśmy, by dojechać do domu. Ale od trzech lat nie możemy się dogadać z sąsiadami. Oni twierdzą, że tam nigdy drogi nie było, ten kawałek ziemi należy do nich i nie pozwolą, by ktoś tu coś wyrównywał czy naprawiał. Mój mąż jest chory na raka, musi do niego dojechać karetka, ale nie może, bo sąsiedzi uważają, że drogi nie ma i nie pozwalają na naprawę tej istniejącej. Nie może dojechać do nas śmieciarka ani listonosz, nikt, żadna inna osoba – tłumaczy pani Teresa, pokazując, o jaki kawałek gruntu chodzi. To pas wydeptany i wyjeżdżony przez pojazdy, prowadzący wzdłuż domu i przez gospodarstwo państwa C. Podjeżdża ciężarówka z Muniserwisu, by dokonać naprawy. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze