Z redakcyjnego dyżuru, tel. 24 262 55 88
Do naszej redakcji zgłosił się mężczyzna, który stwierdził, że na przełomie marca i kwietnia br. w pobliżu Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Brudzeniu Dużym znalazł kartki papieru zawierające dane osobowe mieszkańców. Przekazał anonimowo dokumenty dziennikarzowi naszej redakcji i prosił, aby te bulwersującą sprawę opisać na łamach „Tygodnika Płockiego”. Temat podjęliśmy, bo nieprzestrzeganie ustawy o ochronie danych osobowych to w Polsce przestępstwo.
– Znalazłem te dokumenty, kiedy przechodziłem w pobliżu GOPS-u w Brudzeniu. Leżały na ziemi. Pomyślałem, że to niedopuszczalne, aby takie informacje z danymi osób się poniewierały. To skandal, że w urzędzie nie mają nawet niszczarki – mówił zdenerwowany mężczyzna.
Faktycznie dokumenty: lista wypłat zasiłku rodzinnego, pismo urzędowe skierowane do mieszkanki gminy Brudzeń oraz potwierdzenia przelewów bankowych, zawierały dane osobowe mieszkańców. Na samych listach wypłat zasiłku znajdowały się dane ponad 120 osób. Było to imię i nazwisko, dokładny adres zamieszkania, numer PESEL oraz kwota wypłacanego zasiłku w listopadzie 2009 r.
Media co jakiś informują o podobnych przypadkach, kiedy mieszkańcy znajdują papiery z danymi osobowymi w pobliżu śmietników czy na ulicy. Co mają zrobić osoby, w których ręce trafią takie dokumenty? Iwona Śmigielska-Kowalska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Płocku, tłumaczy, że jeżeli dokumenty, jakie znajdzie przechodzień, zawierają dane osobowe, to znaczy takie, na podstawie których można zidentyfikować daną osobę, powinny być we właściwy sposób zabezpieczone przez administratora, np. kierownika urzędu. Zatem nie powinny być dostępne dla innych osób. – Znalezienie ich na ulicy rodzi uzasadnione podejrzenie zaistnienia przestępstwa z art. 51 lub 52 ustawy o ochronie danych osobowych. W takim przypadku należy powiadomić policję o znalezieniu dokumentów. Zagrożenie z art. 51 par. 1 ustawy to grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2, z art. 52 to także grzywna, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 1 roku – podkreśla rzecznik.
W przypadku Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Brudzeniu Dużym osobą odpowiedzialną za ochronę danych osobowych w placówce jest jej kierownik – Teresa Trzcińska, której nie chce się wierzyć, że urzędowe dokumenty mogły się znaleźć na ulicy. – Do niszczenia niepotrzebnych dokumentów używamy niszczarki, a pozostałe dokumenty umieszczamy w archiwum w metalowych szafach. Te rzekomo znalezione na ulicy dokumenty to brudnopisy z listopada 2009 r. To niemożliwe, żeby te papiery leżały na ulicy półtora roku. Na pewno by nie były w takim doskonałym stanie.
Kierownik podejrzewa, że dokumenty mogły dostać się w niepowołane ręce, kiedy w listopadzie 2009 r. trwały przenosiny GOPS-u z budynku Urzędu Gminy do dawnej siedziby przychodni zdrowia. – W przenoszeniu dokumentów pomagały nam osoby zatrudnione na pracach interwencyjnych i przypuszczam, że jedna z tych osób umyślnie wyniosła te dane. Pracujemy w pomocy społecznej z ludźmi, którzy mają postawy roszczeniowe. Zdarza się, że kiedy przyznana pomoc jest dla nich niezadowalająca, awanturują się i odgrażają. Przypuszczam, że cała ta sprawa była czymś w rodzaju zemsty – twierdzi kierownik.
Sprawa wyglądała dosyć poważnie, dlatego zgodnie z zaleceniami rzeczników płockiej prokuratury i policji mówiących, że znalezione dokumenty z danymi osobowymi należy przekazać organom ścigania, dziennikarz naszej redakcji wspólnie z kierownikiem GOPS-u przekazali dokumenty policjantom z komisariatu w Brudzeniu Dużym. Aspirant zajmujący się sprawami kryminalnymi spisał zeznania i wszczął w tej sprawie postępowanie. Marcin Śmigielski
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze