Prymas Polski (kto wie, że taki istnieje i kto nim jest!), abp Wojciech Polak, skarcił o. Rydzyka, i słusznie, za bratanie się z politykami Prawa i Sprawiedliwości i za odstawianie szopki na Jasnej Górze z mieczami i tańcami. Być może Prymas zdaje sobie sprawę, że Kościół hierarchiczny żyrujący działania rządzących bierze je także na siebie. Traci w ten sposób wiarygodność i traci wiernych zdegustowanych zachowaniem duchownych. Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że duchowni, szczególnie biskupi, pretendujący do bycia busolą moralną dla swoich wiernych, mieliby być zwolnieni z obowiązku przypominania chrześcijańskich zasad moralnych z koniecznością stosowania się do nich także w polityce tym wiernym, którzy pełnią funkcje publiczne. Na tym w zasadzie „wtrącanie się do polityki” (w tej postaci absolutnie konieczne) przez Kościół powinno się kończyć. Przekraczanie tej granicy szkodzi obu stronom. Słaby Kościół nie pomaga rządzącym, szalbierstwa tych ostatnich osłabiają Kościół. Rachunek jest tu bezlitosny.
Inną kwestią jest brak konsekwencji w formułowaniu oczekiwań wobec „politycznego” zaangażowania Kościoła przez jego krytyków. Hipokryzja wylewa się im tu z butów. Karcenie aborcji przez duchownych jest uznawane za złe (przecież tylko źli ludzie przeciwstawiają się aborcji), ale już szatańskie „błogosławienie” związków jednopłciowych na świecie, cokolwiek by to miało oznaczać (a jest to kwestia polityczna) przyjmowane jest ze zrozumieniem, jeśli nie z uznaniem. Podobnie poparcie samego papieża Franciszka i najwyższych hierarchów z jego otoczenia dla tzw. „zrównoważonego rozwoju”, zwanego też „Agendą 2030” (a to też problem polityczny) znajduje najwyższe uszanowanie, mimo że wśród punktów tej „agendy” są kwestie niezgodne z nauką moralną Kościoła. Chodzi o dbanie o tzw. „zdrowie reprodukcyjne” (co za koszmarna nazwa), pod którym to pojęciem ukrywa się po prostu zgoda na mordowanie dzieci nienarodzonych „na życzenie”, co jest horrendalną aberracją, niezgodną nie tylko z nauką Kościoła, ale z prawami rozumu ludzkiego i jest niegodne człowieka pretendującego do miana bytu rozumnego.
Kościół popierający, a nawet promujący tę „agendę” podczas trwających właśnie Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie miesza się do polityki, ale nikt z postępowców, świeckich i duchownych, nie ma mu tego za złe. Gorszy to wyłącznie tych wiernych, którzy mają poglądy zbliżone do Ewangelii, gdzie na takie niegodziwości zgody nie ma. Gra aborcją, w której Kościół na świecie, jak widać, stoi już coraz bardziej okrakiem, może odegrać znaczącą rolę także i u nas w trwającej kampanii wyborczej. W opisywanej przez postępowe media historii „pani Joanny z Krakowa” podzielono ludzi na „dobrych” (to ci za aborcją) i „złych” (to ci przeciw niej). Donald Tusk „milion” tych „dobrych serc” chce zawezwać do Warszawy na 1 października, aby tym sposobem zjednać jeszcze więcej „dobrych serc” i przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. A niech próbuje. Na szczęście w tym kraju jest jeszcze sporo „złych serc”, którym nie wydaje się, aby „tabletki aborcyjne” miały działanie lecznicze dla zabijanego płodu, jak uważa „pani Joanna z Krakowa” i jak to bałamutnie usiłują wmawiać normalnym ludziom „dobre serca” oraz jak próbuje to przemycić do serc i umysłów młodzieży podczas „festiwalu” w Lizbonie hierarchia kościelna z papieżem na czele, chwaląc „zrównoważony rozwój”. No nie bezpośrednio oczywiście. Aż tak bezczelna nie jest. O ukrytych kwestiach „agendy” na pewno nie będzie się wspominać głośno, tylko o tych jawnych. Ale czyż mimo tego, że się chwali to, co na powierzchni, to nie należy brać odpowiedzialności za to, co się ukrywa pod spodem? I co na takie diabelskie „zniuansowane mieszanie się do polityki” najwyższych duchownych ma do powiedzenia abp Polak, rzekomo Prymas Polski?
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze