Reklama

Do specjalisty tylko w Płocku?

28/12/2011 12:47
Od nowego roku mieszkańcy w małych miejscowościach mogą właściwie pożegnać się z możliwością wizyty w miejscu zamieszkania u lekarzy specjalistów. Już się boją, że o stomatologu czy ginekologu, który dotychczas przyjmował przez kilka godzin w tygodniu w odległym o kilka kilometrów ośrodku, będą musieli zapomnieć. Nie mówiąc o lekarzach innych specjalności, których już było jak na lekarstwo, ale mimo tego w niektórych gminach udało się ich zatrudniać choć przez kilka godzin w miesiącu.
Drastyczna dla pacjentów zmiana grożąca likwidacją małych poradni specjalistycznych to zasługa nowego rozporządzenia Narodowego Funduszu Zdrowia. Zakłada ono, że NFZ w nowym roku podpisze umowy z poradniami, ale pod jednym warunkiem. Muszą, jak czytamy w rozporządzeniu 81/2011 z 4 listopada 2011, spełniać następujące warunki: […] poradnia specjalistyczna czynna nie krócej niż trzy dni w tygodniu po 4 godziny dziennie, w tym co najmniej raz w tygodniu w godzinach przedpołudniowych w przedziale czasowym między godz. 7:30 a 14:00, oraz co najmniej raz w tygodniu w godzinach popołudniowych w przedziale czasowym między godz. 14:00 a 20:00 [...]. Dla wielu placówek, jak alarmują sami lekarze, ten wymóg okaże się niemożliwy do zrealizowania. Co w efekcie może oznaczać konieczność ich likwidacji i puste gabinety.
Nad takim wariantem boleją nie tylko lekarze i pacjenci, ale również samorządowcy, którzy od kilku lat przeznaczali spore nakłady na dostosowanie, rozbudowanie i wyposażanie gminnych ośrodków zdrowia. Wszystko po to, by mieszkańcy „pod ręką”, na miejscu mieli dostęp do podstawowych porad specjalistycznych. W tym głównie ginekologicznych i stomatologicznych czy internistycznych. – Perspektywa tego, że zakupiony sprzęt będzie bezużytecznie stał w pustych, nowiutkich pomieszczeniach, a pacjenci nie będą mogli z niego korzystać, jest dramatyczna. Najgorzej jest ze stomatologią. Rok temu mieliśmy kontrakt na półtora etatu. Obecnie na 0,9 etatu. Zakupiliśmy sprzęt i teraz jeden nie będzie wykorzystywany, bo nie mamy kontraktu. Nie wiemy także, co będzie dalej z ginekologią. Dotychczas lekarz przyjmował dwa razy w tygodniu. Teraz nie wiemy, jakie będzie przełożenie. Nie widać przejrzystości zasad. Obserwując, co się dzieje, odnoszę wrażenie, że bardziej liczy się statystyka niż potrzeby. Nie ukrywam, że z niepokojem czekamy na to, co będzie dalej w tym temacie – mówi wójt gminy Gozdowo Dariusz Kalkowski, na terenie której funkcjonuje Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej.
O tym, że takie zagrożenie jest bardzo realne, mówi także doktor Kazimierz Przepiórski, który prowadzi niepubliczny zakład opieki zdrowotnej Medicines w Radzanowie i Łubkach Nowych. Jego zdaniem taka decyzja zabije świetnie wypracowaną przez lata na wsiach i w małych miasteczkach politykę systematycznych badań przesiewowych i opieki szczególnie właśnie w zakresie tak bardzo ostatnio nagłaśnianej w wielu społecznych kampaniach profilaktyki raka piersi czy szyjki macicy. – Gabinety będą stały puste. A nie oszukujmy się, wiele pacjentek, które regularnie przychodziły do swoich ośrodków, swojego lekarza, korzystały z podstawowych, ale niezwykle istotnych badań, w takiej sytuacji trafi do gabinetu sporadycznie albo wcale. Powód? Po pierwsze względy finansowe, bo wcale tak łatwo nie będzie się dostać do lekarza w większych ośrodkach. Na wizytę prywatną nie wszystkich stać. Po drugie bardzo prozaiczna sprawa. Dla wielu pań wizyta w odległym o kilkadziesiąt kilometrów ośrodku będzie wielką wyprawą i wiele z nich po prostu zrezygnuje ze szkodą dla własnego zdrowia – mówi o konsekwencjach planowanych zmian doktor Kazimierz Przepiórski.
I potwierdza, że nie ma możliwości spełnienia wymogu pracy trzy razy w tygodniu w dwunastogodzinnym wymiarze. Poza tym wskazuje na jeszcze jeden ważny aspekt w całej sprawie. W sąsiednich większych ośrodkach wydłużą się kolejki, będą zapisy i nie każdej z pacjentek, które teraz ot tak po prostu przychodziły na wizytę kontrolną, starczy cierpliwości czy wytrwałości, aby czekać w kolejce. – Po prostu zaniechają wizyty – mówi doktor Przepiórski.
Obawia się też, że tak jak w przypadku zlikwidowanych poradni „K”, jak to się stało w Rogozinie czy Łubkach, pacjentki nic w zamian nie dostaną. O tym mówi także prezes Okręgowej Izby Lekarskiej w Płocku doktor Jarosław Wanecki. – W wielu miejscowościach sukcesem było to, że lekarz specjalista przyjmował cztery – pięć godzin tygodniowo. Pacjentki miały zabezpieczoną opiekę lekarską w podstawowym zakresie. Jeśli teraz wymiar czasowy zostanie zwiększony, wiele poradni temu nie podoła. Ponadto jeśli, bazując na regionie płockim, w samym Płocku nie będzie przyznany większy limit, te punkty znikną i po raz kolejny dostępność do świadczeń lekarskich będzie ograniczona – komentuje propozycję dotyczącą czasowego wymiaru poradni doktor Wanecki. I tak jak inni lekarze przyznaje, że i tak już długie kolejki do poradni specjalistycznych będą jeszcze dłuższe.
Kierownik Samodzielnego Publicznego Zakładu Opieki Zdrowotnej w Rościszewie doktor Ewa Karczmarczyk, mówiąc o nowym rozporządzeniu, przyznaje, że udało się wymóg zrealizować i kontrakt dostać. – Ale nie jest to łatwe zadanie, między innymi także z tego powodu, że lekarzy nie jest dużo.
Sam budynek ośrodka gmina zmodernizowała i rozbudowała przed trzema laty. Jak informuje nas sekretarz gminy Romana Hoffman, z myślą o rozszerzeniu opieki lekarskiej dla mieszkańców dobudowano nowe skrzydło budynku o łącznej powierzchni użytkowej 120 m2, w którym zlokalizowano gabinet pediatrii i ginekologii. Budynek przeszedł gruntowną przebudowę, wykonano również parking od strony drogi wojewódzkiej dla 13 stanowisk postojowych w tym 2 dla osób niepełnosprawnych, utwardzono polbrukiem plac od strony zaplecza. Na całą inwestycję gmina przeznaczyła 687 tys. zł.
Ile poradni nie będzie w stanie od nowego roku podołać dwunastogodzinnemu tygodniowemu trybowi pracy? Jak informuje rzecznik prasowy mazowieckiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia Wanda Pawłowicz, na razie trudno mówić o cyfrach. – Jesteśmy w trakcie analizy danych dotyczących aktualizacji godzin pracy poradni. Otrzymaliśmy siedemset ankiet. Po ich zweryfikowaniu zobaczymy, ile przychodni będzie spełniało wymóg pracy trzech dni w tygodniu przez cztery godziny dziennie – mówi Wanda Pawłowicz.
Lekarze i pacjenci nie czekając na oficjalne dane już mówią, że nowy tryb pracy pozbawi wiele placówek, głównie w małych ośrodkach, kontraktu, a co za tym idzie dostępu pacjentów do lekarza specjalisty.
Teresa Radwańska-Justyńska
t.radwanska@tp.com.pl
Lekarz specjalista – proszę czekać
Wizyta u lekarza specjalisty w ramach NFZ to nie lada wyzwanie. W zdecydowanej większości przypadków trzeba na nią czekać miesiącami. O swoich doświadczeniach z państwową służbą zdrowia w zakresie specjalistyki mówią uczestniczy naszej cotygodniowej sondy.

Tadeusz Przybyszewski
Gdy chciałem zapisać się do kardiologa, to usłyszałem, że mam czekać pięć miesięcy. To w końcu człowiek umrze, pochowają go i nie doczeka się. Uważam, że ten system nic nie jest wart. Nie jest z pewnością dla przeciętnego człowieka. Co robię? Leczę się jak mogę sam. No oczywiście, że nie jest to bezpieczne, ale co mam zrobić. Do lekarza nie mogę się dostać, a już ceny leków to odrębna, równie przykra sprawa.

Sławomir Menich
Jakie są doświadczenia? Jak większości pacjentów – dramatyczne. Jeśli chce się zrobić jakiekolwiek badanie, to trzeba czekać w kolejkach od kilku tygodni do kilku miesięcy. To jest największa bolączka. Takie realia są nie do przyjęcia, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Na wizyty prywatne stać może 10% społeczeństwa, a nawet mniej. Koło się zamyka i cierpliwie trzeba czekać na wizytę.

Zofia Markiewicz
Fatalne usługi, ogromne kolejki. To jest rzeczywistość w poradniach specjalistycznych. Nie można się dostać. Nasza służba zdrowia jest chora i to bardzo chora. Na szczęście sama w tej chwili nie mam z nią wiele do czynienia, ale moi znajomi bardzo, bardzo narzekają. Po prostu można umrzeć, zanim doczeka się możliwości skorzystania z bezpłatnej wizyty. To jest ogromny dramat ogromnej liczby ludzi.

Anna Adamkowska
Przerażające są wielomiesięczne kolejki i to do każdego specjalisty. Jeśli zapisuje się człowiek poważnie chory, wymagający już działania lekarza i słyszy, że owszem, ale za pół roku osiem miesięcy, to proszę wczuć się w jego sytuację. Nie zawsze można czekać i nie każdy może skorzystać z natychmiastowej wizyty prywatnej. W listopadzie chciałam zarejestrować się do lekarza internisty, usłyszałam, że będzie to możliwe dopiero w styczniu, ale czekam. Identyczna sytuacja z laryngologiem. Miałam wyznaczony tak odległy termin wizyty państwowej, że zmuszona byłam do wizyty prywatnej.

Bogumiła Żółtowska
Na szczęście dopisuje mi zdrowie i mam małe doświadczenia z lekarzami specjalistami. Ale jak słyszę od znajomych i obserwuję, co się dzieje w poradniach, to ludzie przeżywają horrory czekając w niewyobrażalnie długich kolejkach. Przy okazji badań w szpitalu na Winiarach słyszałam, jak jeden z pacjentów zapisywał się do poradni specjalistycznej i miał wyznaczony termin w grudniu przyszłego roku. Nie wyobrażam sobie, że może być jeszcze gorzej. A słyszy się, że może tak być. Doceniam bardzo to, że nie muszę korzystać ze specjalistycznej opieki lekarskiej. Ale człowiek zdrowy, patrząc na to, co się dzieje, żyje w lęku, że jeśli zachoruje, to szansa wizyty bezpłatnej jest minimalna albo żadna.    (rad)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości