To była impreza dla zahartowanych. Uczestnicy ultramaratonu „Rykowisko” mieli do pokonania ponad 86 kilometrów. Start i meta były w Łącku. Oczekiwanie na zawodników uprzyjemniał rodzinny piknik.
Skąd pomysł, żeby ultramaraton zorganizować w regionie płockim? – Część z nas biega w ultramaratonach. Jest taki maraton „rzeźnik” w Bieszczadach. Jednak określono w nim limit uczestników, a wśród zgłoszeń dokonywane jest losowanie. Niewiele osób z Płocka może w nim wystartować. Pomyśleliśmy więc ze znajomymi, że może warto zorganizować ultramaraton dla biegaczy z Płocka i okolic. I tak pomysł przerodził się w czyn – mówi Michał Kublik, jeden z organizatorów imprezy. W przygotowanie ultramaratonu zaangażowało się 11 osób skupionych wokół grupy Nihgt Runners, a także Stowarzyszenie Gmin Turystycznych Pojezierza Gostynińskiego.
W sumie na trasę wyruszyło 36 osób, w tym dwie panie. Reprezentowali m.in. Płock, Gostynin, Warszawę, Łódź czy Radom. Biegli po trasie wyznaczonej w lasach Gostynińsko–Włocławskiego Parku Krajobrazowego. Na niej rozlokowano trzy punkty kontrolne. Niektórzy nie wytrzymali trudów trasy, inni od samego początku biegli z założeniem, że docierają tylko do drugiego punktu kontrolnego, który był na 49 kilometrze. – Na punktach kontrolnych były służby medyczne. Nad bezpieczeństwem biegaczy czuwało kilkudziesięciu wolontariuszy. Były też sytuacje niestandardowe, np. jedna z uczestniczek poprosiła, aby na metę przywieźć jej babcię. Spełniliśmy tę prośbę – mówi Barbara Chrzanowska-Pacek, dyrektor biura SGTPG.
Gdy zawodnicy biegli, na łąckim boisku trwała zabawa. Podczas pikniku rodzinnego było mnóstwo atrakcji. Płocka Akademia Karate Tradycyjnego zorganizowała dziecięce mistrzostwa Płocka i bicie rekordu świata w liczbie osób wykonujących jeden z układów karate. Był też pokaz zakładowej straży pożarnej PERN. Swoje umiejętności prezentowali członkowie sekcji woltyżerki Klubu Jeździeckiego Łąck. Nie zabrakło konkursów, zabaw, dmuchanej zjeżdżalni i laserowej strzelnicy.
W końcu po 8 godzinach, 4 minutach i 41 sekundach na linii mety pojawił się zwycięzca ultramaratonu. Okazał się nim Marcin Stańczak z Grabiny (gm. Łąck). Na mecie czekała na niego żona Sylwia, syn Wojtek i córka Zosia. Marcin Stańczak potrzebował trochę czasu na złapanie oddechu, żeby porozmawiać. – Trasa była dość trudna, selektywna. Było sporo piachu – mówił. Przyznał, że to drugi taki ultramaraton w jego karierze. Poprzednio startował w biegu na 100 kilometrów. Ale bieganie nie jest dla niego nowością. – Biegam od 12 lat i mam na koncie 22 maratony. Ultramaraton to bardziej przygoda niż sportowa rywalizacja – stwierdził Marcin Stańczak, na co dzień pracownik PKN Orlen. (gsz)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze