Na spotkaniu z aktorem i jego żoną sala pękała w szwach. Dzięki temu, że GPS kazał gościom w drodze do Płocka zwiedzać okoliczne miejscowości i kilkakrotnie okrążyć to samo rondo, bibliotekarze zdążyli donieść dodatkowe krzesła, pufy, fotele. - Taka frekwencja wzruszająco mnie zaskoczyła – powiedział Daniel Olbrychski, który był gościem Mediateki.
Krystyna Demska-Olbrychska i Daniel Olbrychski prezentowali w Płocku swoją wspólną najnowszą książkę „Dary losu” (współpraca Katarzyna Rygiel). Na zapożyczony z piosenki Jacka Cygana tytuł składają się wspomnienia ludzi i zdarzeń, anegdoty, fotografie, miejsca szczególne, a nawet dedykowane przyjaciołom okolicznościowe wiersze i fraszki autora. Nie zabrakło opowieści o słynnym performansie, jaki urządził w Zachęcie z szablą w ręku...
Ważne dla Olbrychskiego są domy: w Podkowie Leśnej oraz Drohiczynie, gdzie rodzina zamieszkała po wygnaniu z Warszawy. Przedtem - krótki pobyt w Łowiczu. Tam 27 lutego 1945 r. Olbrychski się urodził.
- Mama podjęła jedynie słuszną dla mnie i mojego brata decyzję. Wróciła do rodzinnego miasteczka. Jest magiczne, ono wpłynęło na radość mojego dzieciństwa – mówił.
Zachwycali się tym pejzażem Miłosz, który z matką aktora, Klementyną Sołonowicz, studiował przed wojną w Wilnie, Leszek Miller i Andrzej Celiński odwiedzający dom Olbrychskich w Drohiczynie nad Bugiem.
Aktor wspominał w Mediatece najważniejszą dla niego trójkę polskich reżyserów – Wajdę i Hoffmana w filmie, Hanuszkiewicza – w teatrze. W „Popiołach” zagrał jeszcze jako student PWST w Warszawie. Po latach dowiedział się, że polecił go reżyserowi rektor Jan Kreczmar. Miał powiedzieć:
- Niech pan nie chodzi po różnych rocznikach. Na pierwszym roku jest taki chłopak, co panu na pewno świetnie zagra, nawet nazwisko ma podobne, Olbromski, Olbrychski. Problem tylko, że trochę niewyraźny fizycznie. Albinos, nie ma oczu, ale jakby go dobrze pomalować, to może nawet amanta grać. Rola w „Popiołach” okazała się wielkim sukcesem. Wcześniej miał miejsce debiut w „Rannym w Lesie” u Nasfetera wspólnie ze Stefanem Friedmanem.
U Wajdy zagrał w „Polowaniu na muchy”, „Krajobrazie po bitwie”, „Brzezinie”, „Weselu” (Pan Młody), „Ziemi obiecanej” (Karol Borowiecki), nominowanych do Oskara „Pannach z Wilka” (Wiktor Ruben), „Panu Tadeuszu” (Gerwazy) i „Zemście” (Dyndalski). Zanussi obsadził go w „Życiu rodzinnym”, „Długiej rozmowie z ptakiem” i „Persona non grata”.
Stworzył wspaniałe role u Jerzego Hoffmana.
- Wielkie szczęście miałem, że ktoś taki jak Hoffman wziął się za nakręcenie trylogii. Dał mi w prezencie najpiękniej opisane przez geniusz Sienkiewicza charaktery ludzkie.
Szkoła teatralna mogła Olbrychskiego ominąć. Chodził do Liceum Batorego, na półrocze miał pięć dwój, uprawiał wszystkie sporty. Na szczęście para profesorów – romanistka i wuefista – poręczyli, że jak się przygotuje, maturę zda. Tak się stało.
Przed egzaminami do szkoły teatralnej (w czerwcu) złożył jeszcze papiery na romanistykę i AWF. Na egzamin wybrał Tuwimowski „Grand Walc Briliante” i oczarował komisję.
Po latach Andrzej Strzelecki, ówczesny rektor, zaproponował Olbrychskiemu poprowadzenie zajęć z wiersza, nawet etat pod warunkiem, że zrobi magisterium i zaliczy wszystkie obowiązujące przedmioty teoretyczne.
- Potraktowałem to bardzo poważnie i odbyłem egzamin oddzielnie z każdym profesorem – powiedział aktor.
Krystyna Demska-Olbrychska skomentowała:
- Gdyby każdy ze studentów był tak przepytywany, jak Daniel przez swoich kolegów, to sesja egzaminacyjna trwałaby półtora roku.
Praca dyplomowa dotyczyła grania wiersza w klasyce polskiej w teatrze i filmie na podstawie doświadczeń aktora. Dowodził, że jak gra się wierszem, to nie można chodzić prozą, a Słowacki, Mickiewicz i Szekspir wymagają innego ruchu scenicznego niż potoczno-serialowy.
Na spotkaniu Olbrychski recytował fragmenty „Kwiatów polskich” Tuwima i „Modlitwę konia z transportu” Barbary Borzymowskiej. Publiczność przypomniała Norwidowskie koncerty aktora w Płocku.
„Dary losu” to wspomnienia nie tylko o ludziach.
- Miewałem w życiu towarzystwo niezwykłe w pracy, w przyjaźni, w ramionach, ale także w siodle, na grzbietach moich przyjaciół – koni.
Nauczył się jeździć do „Popiołów” i w kolejnych filmach przesiadał się na inny grzbiet koński. Od dziesięciu lat jest właścicielem Mastera rasy quarter horse, z którym galopuje po drohiczyńskich łąkach.
- Mieliśmy szczęście trafić na niezwykłych ludzi. Jeśli wydawca będzie zainteresowany, spróbujemy kontynuować tę opowieść – dodała Krystyna Olbrychska.
Spotkanie odbyło się w ramach projektu „Tu i tam — kultura bez granic”, realizowanego przez PSPKiB w partnerstwie z Książnicą Płocką.
Fot. Archiwum Książnicy Płockiej
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze