Kra, która wyszła w grudniu na nadwiślański bulwar, przestraszyła płocczan. Choć stan wody w rzece nieco opadł, to nastroje mieszkańców terenów nadwiślańskich nadal nie są wesołe. Zdaniem wielu osób warunki pogodowe ponoć przypominają pamiętną zimę z 1982 roku, która na swym finiszu zaskoczyła Płock powodzią. Najgorzej ucierpiały wtedy Radziwie i Borowiczki. Czy grozi nam powtórka tej tragedii i czy mieszkańcy przybrzeżnych terenów na wszelki wypadek mają już pakować swój dobytek?
Ul. Gmury w Borowiczkach to miejsce najczęściej zalewane przez Wisłę. Właściwie co roku są tam większe lub mniejsze problemy z podtopieniami. Teraz mieszkańcy nie kryją swoich obaw przed wielką wodą. – Pewnie, że boimy się powodzi – mówi pani Katarzyna. – Teraz to jeszcze jest spokój, bo jest mróz. Ale jak to wszystko ruszy, to może być tragedia, a ja mam w domu dwoje małych wnuczków. Ryszard Kluba na ul. Gmury mieszka od 50 lat. Dobrze pamięta katastrofę w 1982 r. – Wtedy u nas to tylko w czterech domach nie było wody. Reszta pływała – mówi. Woda ominęła także jego dom, bo jest zbudowany na górce. Czy obawia się powtórzenia historii? – Mam nadzieję, że tak się nie stanie – mówi. – Chociaż warunki pogodowe są podobne do tych z 1982 r. Jeśli w górach przyjdzie gwałtowna odwilż, a u nas będzie mróz, to może nas zalać. Mieszkańcy ul. Gmury z niepokojem patrzyli na Wisłę kilka tygodni temu. – Pod koniec roku były już przypadki, że woda zaczęła podchodzić pod niektóre domy. Na szczęście, nic się strasznego nie stało i woda trochę opadła. Dopóki jest taka pogoda jak teraz, to jest w miarę bezpiecznie. Ale jak przyjdą roztopy, trudno przewidzieć co się wydarzy – mówi Kluba. Według meteorologów minusowe temperatury (dochodzące do -20 stopni C) mają się jeszcze utrzymywać w lutym. W marcu również ma być mroźno. To jednak marne pocieszenie. Oznacza, że pokrywa lodowa może się zwiększać. – Na razie wynosi 23 – 25 cm – zaznacza Jan Siodłak, kierownik Oddziału Zarządzania Kryzysowego, Ochrony Ludności i Spraw Obronnych Urzędu Miasta. Przekonuje, że nie można znaleźć analogii do sytuacji z 1982 roku. – Wtedy pokrywa lodowa sięgała od półtora do dwóch metrów, czyli była większa przynajmniej o osiem razy niż obecna – przypomina kierownik. Poza tym możliwości działania były zupełnie inne. Nie było odpowiednich metod, by w porę rozkruszyć pokrywę lodową. Potem na południu kraju gwałtownie wzrosła temperatura, gdy na północy nadal królował mróz. Roztopione wody Wisły nie mogły się przebić przez lód i wylały na brzeg. – Dziś lodołamacze na bieżąco rozkruszają krę. Dzięki nim udało się w grudniu obniżyć poziom wód ze stanu alarmowego do stanu ostrzegawczego w strefie Borowiczki. Przy czym stan alarmowy w Borowiczkach przekroczony został o 18 cm, a na Grabówce o 49 cm. Z kolei na bramie przeciwpowodziowej w Radziwiu o 9 cm przekroczony był stan ostrzegawczy, a na ujęciu wody dla Orlenu o 9 cm niższy niż ostrzegawczy – wymienia Jan Siodłak. Warto też dodać, że na wysokości centrum miasta występuje ograniczenie przepływu Wisły, co odpowiada często na stany alarmowe w Borowiczkach. Od kilkunastu dni mamy jednak sytuację bardzo stabilną. Ratuszowy Oddział Zarządzania Kryzysowego obserwuje wahania wody w przedziale 1-2 cm w górę lub w dół, co nie ma istotnego znaczenia dla bezpieczeństwa. Jan Siodłak zaznacza, że obecnie sytuacja pogodowa jest korzystna dla stanu Wisły. Dalszy rozwój zjawisk zależy od temperatury powietrza nie tylko w Płocku, ale w całej Polsce.
Na ocieplenie lodołamacze Nadal nie jest jednak różowo. Sytuacja na Wiśle przedstawia się następująco. Mamy zagrożenie powodziowe, bo stan alarmowy został przekroczony. Wszelkie służby postawiono w stan gotowości. 2 stycznia odbyło się posiedzenie członków zespołów czuwających nad bezpieczeństwem, wojewody mazowieckiego Jacka Kozłowskiego i prezydenta Płocka Mirosława Milewskiego, a także służb wojskowych, straży, policji i zarządcy Wisły, czyli Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej. Po omówieniu sytuacji na Wiśle i na Bugu wojewoda postanowił, że lodołamacze wrócą do akcji w momencie, gdy temperatura powietrza wahać się będzie w granicach 5 stopni Celsjusza. – W innym przypadku ich praca jest nieskuteczna. Jednak w sytuacji zmiany pogody, gdy zwiększą się przepływy w Wiśle, zostaną uruchomione lodołamacze udrażniające spływ wody i kry od Płocka po zaporę we Włocławku – dowiadujemy się w Oddziale Zarządzania Kryzysowego w ratuszu. Nie ma też obaw o bezpieczeństwo na terenie Borowiczek i znanej z podtopień ulicy Gmury. – Podniesiony wysoki poziom wody nie spowoduje zalania mieszkań, ani też konieczności ewakuacji mieszkańców – mówi Jan Siodłak. Groźnie wyglądająca sytuacja podtopienia terenu miała miejsce w 1997 roku, gdy ulicami można było raczej pływać łódką, niż jeździć samochodem. Dziś Borowiczki są w pełni przejezdne, bo po ostatnich kłopotach sprzed 6 lat podniesiono poziom nawierzchni dróg.
Po 28 latach naprawią wały w Borowiczkach W tym roku nareszcie rozpocznie się też modernizacja wałów przeciwpowodziowych w Borowiczkach, nienaprawianych od 1982 roku. Odpowiada za nią RZGW. – Do 2014 roku planowana jest tutaj m.in. rozbudowa zapory bocznej w Borowiczkach, wałów Słupianki i lewego wału Rosicy. Dzięki temu w rejonie będzie zdecydowanie bezpieczniej – informują urzędnicy. Na szczęście przerwane wały na Radziwiu udało się naprawić zaraz po powodzi. Przy okazji powstała też brama przeciwpowodziowa. – Oby wały wytrzymały – martwią się płocczanie. Jan Siodłak radzi jednak, by bez powodu nie wpadać w panikę. – Kontrolujemy sytuację i sprawdzamy na bieżąco stan realnego zagrożenia powodziowego. Jeśli niebezpieczeństwo się faktycznie pojawi, nie omieszkam tego głośnio powiedzieć. Rzeki nie da się oszukać, podobnie jak i mieszkańców żyjących nad rzeką i znających ją od lat – mówi kierownik. Nie pozostaje więc nic innego, jak uważnie śledzić pogodę i słuchać komunikatów. Specjaliści, prognozując zdarzenia na rzece, kierują się przesłankami z całego kraju. Przy czym decydującym czynnikiem wpływającym na zachowanie się Wisły jest przebieg zjawisk pogodowych. Dla przykładu 3 lata temu grubość pokrywy lodowej na rzece sięgała 50 cm. Temperatura łagodnie wzrastała, więc lód w zdecydowanej większości stopił się bez użycia lodołamaczy i kra spłynęła w dół do morza.
Bezpiecznie czujemy się na skarpie Czujemy się bezpieczniej? Może tylko ci, którzy mieszkają w Płocku wysoko na skarpie. Tymczasem w okolicy nad brzegiem Wisły, na tzw. terenach zalewowych mieszka ponad 8 tys. osób. Dla nich informacja, że 11 stycznia starostwo płockie wprowadziło pogotowie przeciwpowodziowe, może okazać się elektryzująca. – To reakcja na przedłużający się podwyższony stan wody na rzece Wiśle. Obejmuje 7 nadwiślańskich gmin, czyli Wyszogród, Małą Wieś, Bodzanów, Słupno, Słubice, Gąbin i Nowy Duninów – tłumaczy Jan Ryś, dyrektor Wydział Administracji i Zarządzania Kryzysowego Starostwa Płockiego. Burmistrzowie i wójtowie zobowiązani są do poinformowania ludności o możliwości wystąpienia zagrożenia, a także do przeglądu materiałów przeciwpowodziowych. Włodarze gmin muszą też monitorować sytuację na swoim terenie i wysyłać codziennie raporty do Centrum Zarządzania Kryzysowego. Na stronach internetowych starostwa pojawiły się już instrukcje z wytycznymi, jak zabezpieczyć się przed wodą i przygotować do ewentualnej ewakuacji.
Wyszogród śpi spokojnie Wyszogrodzianie na razie śpią spokojnie. – Jest mróz, stan wody utrzymuje się na stałym poziomie. Nic się nie dzieje. Mamy spokój – mówi Feliks Jędryczka, sekretarz Urzędu Miasta i Gminy Wyszogród. Z jednej strony szkoda, z drugiej na szczęście nie ma tutaj już drewnianego mostu, który co roku atakowany był przez piętrzącą się krę. Zdarzały się lata, gdy niektóre przęsła nie wytrzymywały nacisku i pękały niczym zapałki. Przeprawa przez Wisłę, łącząca miasteczko m.in. z Sochaczewem, była wtedy zamknięta. Do Wyszogrodu przyjeżdżali saperzy, by wysadzać zatory. – Musieliśmy co roku zaklejać szyby taśmą klejącą, by uchronić je przed niszczycielską siłą wybuchów – wspominają mieszkańcy. Z pozostałości mostu został utworzony taras widokowy. W zeszłym roku, gdy Wisła „ruszyła”, kra uszkodziła drewnianą konstrukcję. Taras został wyłączony z użytkowania. Do tej pory nie udało się go naprawić. Czy w tym roku rzeka znów zahaczy o niego lodowymi zatorami, tego nie wiadomo. Trudno przewidzieć, jak sytuacja na rzece rozwinie się w momencie wiosennych roztopów.
W Dobrzykowie słychać trzaski Na razie sytuacja jest stabilna. W zeszłym tygodniu Wisła na wysokości Wyszogrodu przekroczyła stan alarmowy o 3 cm, a w Kępie Polskiej o 38 cm. – Zaglądamy do prognoz pogody co 3 godziny, mimo tego nikt nie może przewidzieć na 100 %, w jakim kierunku warunki mogą się zmienić – mówi Jan Ryś, dyrektor Wydział Administracji i Zarządzania Kryzysowego Starostwa Płockiego. Poza tym to, co latem jest urokiem dla krajobrazu Wisły, przy wiosennych roztopach może być zagrożeniem. Chodzi o kępy i wyspy zwężające koryto rzeki, które tamują swobodny przepływ wody i tym bardziej spływ lodu. - Odbieramy sygnały od mieszkańców Dobrzykowa, że na rzece słychać straszne trzaski. Ludzie boją się, że te zjawiska są typowe dla nadchodzącej powodzi – mówi Jan Ryś i od razu uspokaja, że to tylko efekt pękającego lodu, pod którym opada stan wody. To zjawisko pokazuje dokładnie, że Wisła na razie się uspokaja. Spokojni powinni być więc także mieszkańcy, przynajmniej na razie.
Blanka Stanuszkiewicz-Cegłowska Grzegorz Szkopek
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze