Jeżeli pryszczyca miałaby wedrzeć się za ogrodzenie ogrodu zoologicznego, to udałoby się jej to dzięki kołom samochodów, butom zwiedzających, ewentualnie organizmom zaatakowanych zwierząt, które przypadkiem, by tu przewieziono. Na dzień dzisiejszy żadna z tych opcji nie wchodzi w rachubę.Zbyt wiele przeszkód czeka u bram ogrodu na pryszczycę, by mogła zapoczątkować w Płocku niebezpieczne chorobotwórcze ognisko. Na dzień dzisiejszy, każdy kto chce przekroczyć granicę ogrodu, musi stosować się do zaleceń i zachować szczególne środki ostrożności. Obowiązują one nie tylko pracowników płockiego ogrodu zoologicznego, ale również i wszystkich odwiedzających. I tak przy wejściu do zoo porozkładane są maty, nasączone środkiem wirusobójczym. Przejeżdżają po nich samochody, przechodzą również ludzie. Jednym słowem skazany jest na nie każdy, kto tylko chce znaleźć się na terenie płockiego zoo. Jest to zabieg profilaktyczny, zalecony przez powiatowego lekarza weterynarii, by ograniczyć jak w największym stopniu wystąpienie tej groźnej w skutkach - zwłaszcza dla zwierząt parzystokopytnych - choroby. W naszym zoo jest wiele gatunków narażonych na niebezpieczeństwo zachorowania. Wśród nich są m.in. pekari, bizony, lamy, żyrafy, czy dziki. Obecnie nie przewiduje się także w płockim zoo sprowadzania z innych krajów zwierząt, co również wpływa na obniżenie ryzyka. Dodatkowo, w ogrodzie pojawiły się nowe tabliczki, informujące o tym, że nie wolno dokarmiać zwierząt, zbliżać się do nich, czy je głaskać. Jak się dowiedzieliśmy, nie ma szczególnego zagrożenia, są jednak zabezpieczenia. Dzięki takim zabiegom widmo pryszczycy jest oddalone. BeeS
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze