Reklama

Czarny Rycerz płockiej sceny. 30 lat minęło...

12/01/2023 13:10

Niespokojny duch. Aktor charakterystyczny zarówno na scenie, jak i w filmie. Twórca wielu zaskakujących obrazów, w których chętnie grają m. in. prezydenci, czy marszałkowie. Miłośnik wspinaczki... po drzewach. Co roku, w grudniu wspina się bowiem na drzewo rosnące przy pomniku Władysława Broniewskiego, by w happeningu poświęconym poecie, zadeklamować słynną „Kukułkę”. Twórczy od 30 lat. Kto to taki? Oczywiście Piotr Bała - aktor Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego.

- Minęło już 30 lat odkąd możemy cię oglądać na scenie. To kawał czasu...

- Najciekawsze, że ja niemal wszystko pamiętam z tego czasu…

- A pamiętasz swój pierwszy dzień na płockiej scenie? To był rok 1999. Jakie miałeś wtedy wrażenia i odczucia? Czy pomyślałeś wtedy, że spędzisz tu tyle czasu?

- Kiedy przyszedłem do naszego teatru to miałem już siedem lat praktyki. Wcześniej byłem adeptem w teatrze wałbrzyskim, a następnie grałem podczas studiów na scenie teatru w Olsztynie. Nie miałem oczywiście pojęcia, że spędzę w Płocku tyle lat. Pamiętam pierwszą próbę z Tomaszem Grochoczyńskim do „Zemsty” Aleksandra Fredry. Zespół był bardzo życzliwy, ale wiedziałem, że nie ma co myśleć o taryfie ulgowej. Była to moja trzecia realizacja tego tytułu, ale tym razem dostałem główną rolę, czyli Wacława. Szybko zorientowałem się że trzeba popracować nad wierszem, poza tym obawiałem się tak zwanego ,,papierowego amanta”. Na szczęście pan Tomasz zrealizował pierwszy akt klasycznie, a drugi współcześnie, co umożliwiło mi dodanie do postaci sporo charakterystyczności.

Reklama

- Jeśli o charakterystyczności mowa, to jest ona widoczna nie tylko w twojej grze na scenie. Miałeś i masz warunki, które pretendują cię do grania określonych ról. Często w filmach, czy serialach obsadzany byłeś też w rolach trochę takich ciemnych typów. Jak to odbierasz?

- Pomimo początkowych warunków amanta trafiały mi się ciekawe i kolorowe postacie. Szybko pokazałem predyspozycje do ,,wykrzywienia się’’. Na początku były to spektakle bajkowe, później ,,Gdyby’’ i ,,Ślub’’w reżyserii Krzysztofa Prusa, aż po farsy u Marka Perepeczko i Stefana Friedmanna.

Reklama

- Padły wielkie nazwiska i wielkie osobowości sceniczne. Z kim praca najbardziej zapadła ci w pamięć?

- Wielu reżyserów wniosło coś do mojego myślenia o Teatrze. Marek Perepeczko był oazą spokoju, chociaż biła też od niego energia. Jako reżyser sporo proponował, chociaż nie narzucał interpretacji, zupełnie odwrotnie niż Adam Hanuszkiewicz, który żądał absolutnej i dokładnej realizacji swojego zamysłu. Krzysztof Prus z kolei zadaje pytania i cieszy się, jeżeli nasze odpowiedzi pokrywają się z jego wizją. Stefan Friedmann daje za to dużą swobodę, ale wie czego chce i bardzo pilnuje, aby nasze działania na scenie nie przekraczały granicy dobrego smaku. Warto wspomnieć tu także dyrektora Marka Mokrowieckiego, którego sposób myślenia na początku do mnie nie docierał. On często stosuje w przedstawieniach połączenie realizmu z tak zwaną ,,formą’’. Przy realizacji ,,Drakuli’’ chciałem zastrzelić go z mojej atrapy rewolweru! Po kilku latach wtopiłem się w ten sposób myślenia. Obecnie mogę śmiało powiedzieć, że rozumiemy się prawie bez słów i z przyjemnością odgrywam w jego sztukach ,,rodzajowe’’ postacie.

Reklama

Liczyłeś w ilu sztukach teatralnych wystąpiłeś?

- To niemal 120 tytułów.

- A ile zagrałeś ról filmowych?

- Kilkadziesiąt filmowych i serialowych.

- Dlaczego ciągnęło cię do filmu? Czy to była chęć wyrwania się z Płocka, czy może sprawdzenia się poza teatrem? Czy miałeś kiedyś propozycję, która mogłaby odmienić twoje życie zawodowe?

- Od samego początku robiłem poza Teatrem swoje realizacje. Jeszcze będąc adeptem w Wałbrzychu założyłem z Krzysztofem Redo (moim kolegą z zespołu rockowego) grupę teatralną MOST. Po roku dyrektor Wowo Bielicki oddał mi we władanie małą scenkę w Towarzystwie Przyjaciół Teatru, gdzie dałem kilka autorskich premier. A jeżeli chodzi o rzeczy poza sceną, to często udawało się to pogodzić z naszym teatralnym planem. Czy coś mogło odmienić moje życie zawodowe… być może? Pamiętam, jak dostałem rolę w MISS AMERICA, spektaklu realizowanym w Warszawie, z którym mieliśmy jeździć po całym kraju. Niestety Gabriela Kownacka poważnie zachorowała i realizacja nie doszła do skutku.

Reklama

Przypomnijmy, że zagrałeś też u Romana Polańskiego i dla roli w „Pianiście” bez wahania obciąłeś swoje długie włosy. Czy zawód aktora wymagał od ciebie innych poświęceń?

- W „Pianiście” to nie była duża rola. Ja to nazywam kilkakrotnym przemazaniem się przez ekran, ale właśnie dzięki kwestii obcięcia włosów, miałem okazję porozmawiać z Romanem Polańskim. W kulturalny sposób przekonywał, że ta zmiana jest konieczna. Ogarniał w ,,Pianiście’’ każdy detal i trzeba przyznać, że z przyjemnością patrzyło się na niego przy pracy. Pamiętam także moment, kiedy Marek Perepeczko zapytał, czy obetnę włosy do roli żołnierza w jego farsie. Zgodziłem się, chociaż wtedy były naprawdę długie. Nazajutrz powiedział, że już nie trzeba, ponieważ specjalnie dla mnie zamówił u naszej fryzjerki perukę z krótkimi włosami.

Reklama

Dlaczego aktor szuka spełnienia w reżyserii? Myślę tutaj o wielu twoich produkcjach, do których zaprosiłeś znane osoby z Płocka.

- Na początku tworzyłem filmy związane z naszym teatralnym zespołem, które po latach stanowią swoistą pamiątkę. Potem pojawiła się propozycja pracy z Domami Opieki Społecznej i innymi instytucjami. Zacząłem w moich projektach integrować rozmaite osoby i trwa to do dziś. Odnalazłem w tym sens robienia czegoś dobrego i wartościowego dla innych. Poza tym film jest czymś, co zostaje już na zawsze, a uczestnicy tych projektów zawsze mogą do tego wrócić.

Reklama

Życie aktora teatralnego, którym przede wszystkim jesteś, to scena, spektakle, próby i wyczekiwanie kolejnych premier... Ale często widać cię też poza sceną. Wtapiasz się w życie miasta, akcje i wydarzenia pozateatralne itd. Zdradźmy, że pochodzisz z Wałbrzycha, ale czy po blisko ćwierć wieku w Płocku czujesz się już płocczaninem?

- Doskonale wiedziałem do jakiego miasta przybyłem i dość szybko stałem się jego częścią. Wiem wiele o historii Płocka, uczestniczę w różnych wydarzeniach i mieszkam tu tak długo… zatem chyba jestem już swój.

Reklama

Za co kochasz scenę? Co daje ci największą satysfakcję w twoim zawodzie? Co chciałbyś jeszcze zrobić na scenie? Czy jesteś spełnionym aktorem?

- Teatr i scena dają możliwość pracy w tym samym miejscu, robiąc cały czas coś innego. Przecież każdy spektakl jest inny, każda rola także. Poznaje się często nowych ludzi przy kolejnych premierach. Nie wiem, czy jestem spełniony, ponieważ cały czas czekam na nowe wyzwania, a jeżeli chodzi o to, co chciałbym zrobić, to mam tego sporo…

A jeśli nie zostałabyś aktorem to...

Reklama

- Kiedyś myślałem o historii. Teraz poza teatrem mógłbym organizować i realizować duże imprezy, lub widowiska artystyczne, o ile dyrektor pozwoliłby zwolnić się z próby ( śmiech)

- Dziękuję za rozmowę

Aktorskie CV

Piotr Bała debiutował na scenie 28 listopada 1992 roku rolą Reportera w Mayday Cooney’a, w reżyserii Ryszarda Nyczki w Tetrze im. Jerzego Szaniawskiego w Wałbrzychu. Potem trafił do Policealnego Studium Aktorskiego im. Aleksandra Sewruka, działającego przy Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie. Już jako student na olsztyńskiej scenie zagrał m. in. Rycerza Czarnego w „Weselu” Wyspiańskiego w reżyserii Adama Hanuszkiewicza. (Powtórzył ją również w płockim Teatrze). Współpracował m. in. z Adamem Hanuszkiewiczem, Stefanem Friedmannem, Markiem Perepeczko, Krzysztofem Prusem, Janem Nowickim, Maciejem Kowalewskim. Od 1999 roku jest aktorem Teatru Dramatycznego im. Jerzego Szaniawskiego w Płocku. Występuje zarówno w przedstawieniach dla dorosłych, jak i dla najmłodszych widzów. Piotr Bała zagrał również w Teatrze Telewizji w Ince w reżyserii Natalii Korynckiej-Gróz. Sam nakręcił też wiele filmów. Występowali w nich politycy i samorządowcy (marszałek Adam Struzik, wicemarszałek Sejmu RP Piotr Zgorzelski, prezydent Płocka Andrzej Nowakowski; tak znane postacie jak: mecenas Wojciech Skorupski, Stefan Friedmann, Przemysław Saleta i oczywiście płoccy aktorzy, mieszkańcy i podopieczni DPS-u w Słupnie i Brwilnie).

Reklama

Piotr Bała z okazji 30-lecia pracy scenicznej otrzymał w grudniu nagrodę Rajmunda Rembielińskiego przyznaną przez Płockie Towarzystwo Przyjaciół Teatru.

BS

fot. Waldemar Lawendowski i arch. Piotra Bały

Podpis foto: Piotr Bała z Renatą Dancewicz - WESELE Wyspiańskiego-  Teatr w Wałbrzychu 1994r.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości