Reklama

Cud, że przeżyli

28/01/2004 16:09
Siedem osób zostało poszkodowanych, w tym jedna bardzo ciężko, w wybuchu gazu w jednym z mieszkań w bloku przy ulicy Skłodowskiej 4 w Płocku. Mężczyzna, w którego mieszkaniu nastąpiła eksplozja, wyskoczył płonąc przez okno. Sąsiedzi gasili go śniegiem. Z mieszkania udało się uciec także jego zięciowi z pięcioletnią córeczką.
Jak relacjonują świadkowie w chwili wybuchu płomienie sięgnęły chodnika. W jednej chwili żywioł objął całe mieszkanie.
- Musieliśmy ewakuować ludzi ze wszystkich mieszkań. Strażacy w aparatach tlenowych wchodzili i przy pomocy worków powietrznych wyprowadzali ludzi z zadymionej klatki – opowiadał bezpośrednio po akcji dowódca Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej nr 1 Dariusz Orłowski.
Pożar wybuchł na parterze, więc cała klatka była zadymiona, bez pomocy ratowników ludzie nie mieli szans na opuszczenie mieszkań, a ogień sięgał prawie do dachu trzypiętrowego budynku.
- W ciągu ostatniego roku to już szósty pożar w budynku komunalnym. Wychodzi średnio jeden na dwa miesiące. To jest naprawdę niepokojące – powiedział obecny na miejscu tragedii zastępca prezydenta Płocka Dariusz Zawidzki.
Już chyba stało się tradycją, o czym pisaliśmy w Tygodniku Płockim, że pożary w budynkach komunalnych wybuchają zawsze w dni wolne, weekendy, święta lub w nocy. Tym razem była to sobota około godziny 11.00. Jak zwykle władze miasta przygotowały autokar i zapewniły miejsca w internacie przy Norbertańskiej, jednak mieszkańcy uznali, że chcą zostać w mieszkaniach.
Do szpitala trafiły cztery osoby. Najciężej poparzony 55-letni Kazimierz Z., jego zięć i wnuczka oraz jeszcze jedna osoba. Trzem osobom, u których wystąpiły objawy zaczadzenia, pogotowie udzieliło pomocy na miejscu.
Nie są znane na razie konkretne przyczyny wybuchu. W mieszkaniu były dwie butle z gazem typu: propan – butan. Z nieoficjalnych informacji wynika, że tylko jedna z nich była podłączona do kuchenki. Specjalistom udało się też ustalić, że kurek w jednej z butli był odkręcony. Teraz jeszcze trzeba ustalić, czy to nieszczelność butli była przyczyną tragedii. Gaz musiał się w mieszkaniu gromadzić od pewnego czasu i wystarczył jakikolwiek impuls w postaci iskry w kontakcie lub otwartego ognia, na przykład z zapalniczki. Według fachowców temperatura spalania gazu wynosi 1200 stopni Celsjusza, jeżeli dodamy do tego gwałtowność reakcji, to osoby przebywające w chwili wybuchu w mieszkaniu ocalały cudem. Za cud można uznać także fakt, że wybuchły jedynie opary gazu, a butle pozostały nienaruszone.
(jac)
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości