Siedem osób zostało poszkodowanych, w tym jedna bardzo ciężko, w wybuchu gazu w jednym z mieszkań w bloku przy ulicy Skłodowskiej 4 w Płocku. Mężczyzna, w którego mieszkaniu nastąpiła eksplozja, wyskoczył płonąc przez okno. Sąsiedzi gasili go śniegiem. Z mieszkania udało się uciec także jego zięciowi z pięcioletnią córeczką.
Jak relacjonują świadkowie w chwili wybuchu płomienie sięgnęły chodnika. W jednej chwili żywioł objął całe mieszkanie.
- Musieliśmy ewakuować ludzi ze wszystkich mieszkań. Strażacy w aparatach tlenowych wchodzili i przy pomocy worków powietrznych wyprowadzali ludzi z zadymionej klatki – opowiadał bezpośrednio po akcji dowódca Jednostki Ratowniczo – Gaśniczej nr 1 Dariusz Orłowski.
Pożar wybuchł na parterze, więc cała klatka była zadymiona, bez pomocy ratowników ludzie nie mieli szans na opuszczenie mieszkań, a ogień sięgał prawie do dachu trzypiętrowego budynku.
- W ciągu ostatniego roku to już szósty pożar w budynku komunalnym. Wychodzi średnio jeden na dwa miesiące. To jest naprawdę niepokojące – powiedział obecny na miejscu tragedii zastępca prezydenta Płocka Dariusz Zawidzki.
Już chyba stało się tradycją, o czym pisaliśmy w Tygodniku Płockim, że pożary w budynkach komunalnych wybuchają zawsze w dni wolne, weekendy, święta lub w nocy. Tym razem była to sobota około godziny 11.00. Jak zwykle władze miasta przygotowały autokar i zapewniły miejsca w internacie przy Norbertańskiej, jednak mieszkańcy uznali, że chcą zostać w mieszkaniach.
Do szpitala trafiły cztery osoby. Najciężej poparzony 55-letni Kazimierz Z., jego zięć i wnuczka oraz jeszcze jedna osoba. Trzem osobom, u których wystąpiły objawy zaczadzenia, pogotowie udzieliło pomocy na miejscu.
Nie są znane na razie konkretne przyczyny wybuchu. W mieszkaniu były dwie butle z gazem typu: propan – butan. Z nieoficjalnych informacji wynika, że tylko jedna z nich była podłączona do kuchenki. Specjalistom udało się też ustalić, że kurek w jednej z butli był odkręcony. Teraz jeszcze trzeba ustalić, czy to nieszczelność butli była przyczyną tragedii. Gaz musiał się w mieszkaniu gromadzić od pewnego czasu i wystarczył jakikolwiek impuls w postaci iskry w kontakcie lub otwartego ognia, na przykład z zapalniczki. Według fachowców temperatura spalania gazu wynosi 1200 stopni Celsjusza, jeżeli dodamy do tego gwałtowność reakcji, to osoby przebywające w chwili wybuchu w mieszkaniu ocalały cudem. Za cud można uznać także fakt, że wybuchły jedynie opary gazu, a butle pozostały nienaruszone.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze