Pani Monika ma dwoje dzieci: 5-letnią córkę i 10-letniego syna. Codziennie rano budzi się ze strachem, czy to nie jest ostatni dzień, gdy ma dach nad głową i cztery ściany, czy może właśnie teraz będzie musiała rozpocząć tułaczkę, szukając miejsca dla siebie i dzieci. Życie nie rozpieszczało pani Moniki, ale jak sama przyznaje, miała w tym trochę pecha. Dopóki żył ojciec, wszystko jakoś się układało. Po jego śmierci okazało się, że cały majątek przejął jej brat, a ona nie została ujęta w akcie notarialnym. Jak to się stało, nie wie sama, ale dziś nie ma żadnej możliwości prawej, by to zmienić. Po śmierci ojca wszystkimi sprawami zajęła się matka. – Podczas mojej nieobecności matka wszystko przepisała na brata, a moje rzeczy przeniosła do jednego pomieszczenia, o wymiarach 4 na 4 metry. Nie mam łazienki, nie mam podłączonej wody, muszę ją przynosić wiadrem z dworu. Idzie zima, kolejna, którą spędzę w tym pomieszczeniu razem z dziećmi. Już martwię się, czy uda się przetrwać, ale ważniejszym problemem jest to, czy brat mnie nie wyrzuci. Razem z matką twierdzą, że mnie się nic po ojcu nie należy. Pani Monika codziennie odprowadza i przyprowadza dzieci z oddalonej o 2 km od domu szkoły. Nie ma szans, by iść do pracy, bo wymagają one opieki. Zresztą jaką pracę można znaleźć na wsi, położonej daleko od Bodzanowa, czyli największej miejscowości w okolicy? Na cały miesiąc do dyspozycji ma zasiłek rodzinny i alimenty na córkę w wysokości niecałych 800 zł. Sporadycznie korzysta z pomocy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Jola Marciniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze