Reklama

Ciche wołanie o pomoc

25/11/2014 12:14
Pani Monika ma dwoje dzieci: 5-letnią córkę i 10-letniego syna. Codziennie rano budzi się ze strachem, czy to nie jest ostatni dzień, gdy ma dach nad głową i cztery ściany, czy może właśnie teraz będzie musiała rozpocząć tułaczkę, szukając miejsca dla siebie i dzieci.
Życie nie rozpieszczało pani Moniki, ale jak sama przyznaje, miała w tym trochę pecha. Dopóki żył ojciec, wszystko jakoś się układało. Po jego śmierci okazało się, że cały majątek przejął jej brat, a ona nie została ujęta w akcie notarialnym. Jak to się stało, nie wie sama, ale dziś nie ma żadnej możliwości prawej, by to zmienić.
Po śmierci ojca wszystkimi sprawami zajęła się matka. – Podczas mojej nieobecności matka wszystko przepisała na brata, a moje rzeczy przeniosła do jednego pomieszczenia, o wymiarach 4 na 4 metry. Nie mam łazienki, nie mam podłączonej wody, muszę ją przynosić wiadrem z dworu. Idzie zima, kolejna, którą spędzę w tym pomieszczeniu razem z dziećmi. Już martwię się, czy uda się przetrwać, ale ważniejszym problemem jest to, czy brat mnie nie wyrzuci. Razem z matką twierdzą, że mnie się nic po ojcu nie należy.
Pani Monika codziennie odprowadza i przyprowadza dzieci z oddalonej o 2 km od domu szkoły. Nie ma szans, by iść do pracy, bo wymagają one opieki. Zresztą jaką pracę można znaleźć na wsi, położonej daleko od Bodzanowa, czyli największej miejscowości w okolicy? Na cały miesiąc do dyspozycji ma zasiłek rodzinny i alimenty na córkę w wysokości niecałych 800 zł. Sporadycznie korzysta z pomocy Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej.
Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości