Stara kamienica przy ul. Misjonarskiej. Brudne, wysokie i wąskie schody prowadzą na I piętro. Pukamy do jednego z mieszkań, otwiera nam kobieta, matka trójki dzieci, w tym dwojga z orzeczeniem niepełnosprawności. – Nie mam już sił, by walczyć o pomoc dla nas i naszych synów – mówi po chwili. – Staramy się z mężem jakoś sobie radzić, rzadko o coś prosimy innych, ale bywa, że jesteśmy załamani. Bo jak powoli dochodzimy do normalności, to zadzieje się coś takiego, że spadamy na dno. A najgorsze jest to, że nikt nam nie chce pomóc. Ja nie pracuję, opiekuję się chorymi synami, tylko mąż zarabia i bywa, że przynosi niewiele ponad tysiąc złotych. To za mało, by utrzymać 5-osobową rodzinę. Ale nikt u nas nie pije, nie ma przemocy domowej, takim jak my pomoc się nie należy, muszą sobie radzić sami.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze