Od XVI wieku minęło sporo czasu. Na tyle dużo, że niechęć wśród dziejopisarzy do włoskiej księżniczki Bony Sforzy przemieniła się w sympatię. Obecnie historycy prześcigają się w wychwalaniu przymiotów jej umysłu i ciała. Stopniowo zaciera się obraz złej królowej we wdowim stroju, wyzierający z kart podręczników, który był spójny z kreowanym wizerunkiem trucicielki i intrygantki (swego czasu Bonie przypisywano otrucie dwóch książąt mazowieckich). Jednak z chwilą, gdy dostrzeżono, iż władczyni ta była kobietą wszechstronnie wykształconą, pracowitą i niezależną (obecnie to atut, w czasach Bony bez wątpienia wada), brzydota jej zaczęła wadzić badaczom. W efekcie przypisano portrecistom królowej wpływ epoki, który nakazywał przedstawiać wdowy w sposób odrażający. Jeśli jest to prawdą, to artyści wykonali swe zadanie w sposób mistrzowski. Czas przydał Bonie urody, natomiast odebrał zaszczyt wprowadzenia włoszczyzny na polskie stoły. To, co się na nią głównie składa, czyli marchew, pietruszka, seler i por, tylko w połowie sprowadziła do Polski Bona (gdyż pietruszką i marchewką zajadali się Polacy przed przybyciem do Krakowa włoskiej małżonki króla Zygmunta Starego). Natomiast sprowadzane przez nią na własne potrzeby cytryny, oliwki, seler, por i tymianek jeszcze długo po jej śmierci nie znajdowały uznania wśród rodaków. Jednak trudno im się dziwić, że z rezerwą podchodzili do tego, co serwuje królowa, skoro miała opinię trucicielki.
Ragout z dzika z makaronem
Skład:
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze