Reklama

Boimy się powodzi

10/04/2013 09:42
Tego, że fala wezbraniowa nadejdzie, można być pewnym. Kiedy i jaka, nie wiadomo, bo sytuacja może zmienić się z godziny na godzinę. Najgorszy wariant to gwałtowne ocieplenie. Pod koniec tygodnia specjaliści z miejskiego i powiatowego sztabu zarządzania kryzysowego dość spokojnie przyglądali się sytuacji na Wiśle. Stan wód w strefie średniej nie budził niepokoju służb, ale sytuację inaczej oceniali mieszkańcy osiedla Borowiczki, z którymi chodziliśmy po wałach. Stojąc w rejonie przepompowni i patrząc na Wisłę, nie kryli zdenerwowania i niepokoju. – W tym roku Wisła postraszyła nas w styczniu, kiedy szły wielkie zwały kry. Teraz też nie śpimy spokojnie. Boimy się powodzi. Śpimy na workach. Jeśli ktoś ma piętrówkę, wynosi wszystko na górę, a jeśli ktoś ma parterowy dom, układa trzy, cztery pustaki i ustawia na nich meble. Powycinali drzewa z nabrzeża rzeki, jeździł ciężki sprzęt, porozjeżdżał wały i tak zostało. Wie pani, czego teraz się boimy? Modlimy się, żeby nie zaczęli robót, bo jak te wały ruszą, to nas zaleje. To jest najgorszy scenariusz w tej chwili. Jaka będzie ta wiosna? Nie wiemy. Stoimy, patrzymy. Spokoju nie mamy. Powódź może być nawet w czerwcu, bo zawsze woda idzie na Jana.
Mieszkańcy Borowiczek są rozgoryczeni, że nikt z nimi nie rozmawia, nikt nie myśli, jak uchronić ich przed powodzią. – Gdy w styczniu był przybór, to nawet nikt się do nas nie pofatygował. Staliśmy, pilnowaliśmy, dzwoniliśmy do sztabu, informując, co się dzieje. Jesteśmy gotowi do rozmów, ale nikt z nami nie chce rozmawiać – mówi Zofia Rzepkowska, przewodnicząca zarządu osiedla Borowiczki.
Pani Maria, która w Borowiczkach się wychowywała, wspomina, że kiedyś było zupełnie inaczej.
– Zanim nasypano wały, Wisła była pogłębiana non stop. Zaczynali od Wyszogrodu, kończyli za Płockiem. I jak skończyli tam, wracali od nowa. Co trzy – cztery lata Wisła była pogłębiana. Włocławek pobudował tamę i skończyło się. Wszystko tu stoi. Gdyby prace prowadzono systematycznie, jak kiedyś, to nie byłoby takich sytuacji – twierdzi pani Maria. Mieszkańcy są zgodni, że dla nich jedynym ratunkiem jest pogłębienie Wisły, która coraz bardziej zamula się, zabiera brzeg i podchodzi pod wały. – Co z tego, że je nasypią. Na ile to starczy? – retorycznie pytają mieszkańcy.
Andrzej Kowalski, przewodniczący rady osiedla Borowiczki, przypomina o kolejnym problemie. W wałach, dwa lata, temu robione były odwierty, wstrzykiwano pod ciśnieniem beton. – A słyszeliśmy, że będą to rozbierać i wzmacniać. To po co wydano ponad milion złotych na kawałeczek wału od części Słupianki? Żeby to teraz rozwalać? – zastanawia się.
Zofia Rzepkowska wspomina, że w 2010 roku cień nadziei na bezpieczną wodę dał wojewoda, który był na wałach. – Zwróciliśmy się z prośbą, żeby nas nie zostawił bez pomocy, bo nocami nie spaliśmy, cudem nam się udało uratować przed zalaniem. Obiecał nam wtedy 11 pogłębiarek, ale do tej pory ich nie widzimy. Ani jednej nie ma. Do Świniar doszły. A my co? – pyta pani Zofia. – Przez ponad dwa lata nic się zadziało więcej w tej sprawie. I kolejny raz, gdy Wisła rusza po zimie, modlimy się, żeby tylko nie zalało. Pani Maria z rozgoryczeniem mówi, że dla nich chyba nie ma już szansy na pomoc. I wspomina sytuację, kiedy urzędnicy z Warszawy, którzy przyjechali na wały mieli ze sobą mapy sprzed 20 czy 30 lat. – To kpiny, co oni chcieli zrobić. Nawet nie wiedzieli, jak Słupianka kiedyś szła. Jakie miało koryto. Nic nie mogli znaleźć. Czy ludzie, którzy tym zarządzają, są kompetentni? Bo mnie się wydaje, że nie.
Jak będzie tej wiosny? Oczywiście trudno tu coś wyrokować, bo kaprysy pogody są nieprzewidywalne, ale Andrzej Kowalski mówi, że wszystko będzie zależało w dużej mierze od tego, kto będzie podejmował decyzję o otwieraniu i opuszczaniu tamy we Włocławku. I przypominał rok 2010, kiedy rejon Borowiczek był jedynym, który uchronił się przed zalaniem. Ale z chwilą, gdy wały zaczęły nabierać wody jak gąbka, po licznych interwencjach władz miasta u wojewody uchylono trochę tamy we Włocławku. Teraz mieszkańcy Borowiczek najbardziej boją się gwałtownego ocieplenia, bo przy takiej ilości wody i śniegu nie widzą dla siebie szans na suche przetrwanie wiosny. Niepokój mieszkańców budzi także kilka innych spraw. Między innymi wielka, naniesiona przez wodę wyspa, która cały czas się nawarstwia, a woda rozpływa się na nabrzeża. Kolejny problem to powycinane przed kilkunastoma dniami drzewa, które – jak mówią mieszkańcy – wczesną wiosną stanowiły naturalną barierę dla wiślanej kry. – Gdy były drzewa, to kra zatrzymywała się na nich. Cały napór lodu na nie szedł. Kra się od nich odbijała na środek rzeki, a teraz będzie szła na nas – mówiła pani Maria. – Mieszkam tu od dziecka i nieraz widziałam, co tu się dzieje. Nie było wałów i kra nie poszła na domy, bo stały topole i chroniły nas. Kobieta, podobnie jak i inni mieszkańcy, przyznaje, że pewnym rozwiązaniem chroniącym ich przed zalaniem jest pogłębienie rzeki i usunięcie naniesionych przez wodę wysp.
Czy trwająca właśnie odwilż niesie realne zagrożenie powodzi, czy nie ma powodu do niepokoju? Jak powiedział Jan Piątkowski, dyrektor Wydziału Zarządzania Kryzysowego i Spraw Obronnych w Urzędzie Miasta, w ostatnich dniach sytuacja hydrologiczna całej Wisły kształtuje się w strefie wody średniej. – Początek kwietnia niesie przewidywania, że te stany mogą być wyższe. Wynika to z roztopów i opadów śniegu, które mieliśmy w ostatnich dniach. I tak jak zapowiadano, były one w granicach 3–4 cm, lokalnie nawet do 12 cm. Jeżeli chodzi o nasz płocki teren, na chwilę obecną zagrożenia nie ma – mówił podczas środowej rozmowy dyrektor Piątkowski. Zaznaczał, że w przypadku sytuacji na Wiśle duże znaczenie mają tzw. zlewnie, czyli obszary, z których wody spływają do jednego zbiornika wodnego. W tej od górnej Wisły do Wisły Środkowej stany wody były w strefie wód średnich. Kolejna zlewnia (Sanu, Bugu, Narwi) to odcinek od Modlina do Włocławka, gdzie w połowie ubiegłego tygodnia na Narwi w niektórych miejscach były już stany ostrzegawcze. Stan wody podwyższał się także na Bugu i w niektórych miejscach również odnotowywano stany ostrzegawcze. Jaka jest dalsza prognoza? – Możemy mówić w kontekście dwóch – trzech najbliższych dób. Niestety przewidywane są dalsze opady. Szczególnie intensywne mają wystąpić one w rejonie Wisły Górnej, na południu Polski. Na razie nie wiemy, jak długo będą trwały. Wtedy wiadomo, że ta woda musi przypłynąć do Płocka, ale w najbliższym czasie najprawdopodobniej nie będziemy mieli stanów tzw. wody wysokiej. Ona będzie duża, ale w strefie wody średniej, niezagrażającej mieszkańcom – mówił podczas rozmowy na koniec ubiegłego tygodnia dyrektor Piątkowski. – Trzeba pamiętać, że ostrożność musi być zachowana, bo wody roztopowe niosą pewne zagrożenie. Jak sytuacja rozwinie się w najbliższych dniach, nie wiemy.
W przypadku Płocka najbardziej zagrożone jest osiedle Borowiczki. Jak mówił dyrektor Piątkowski, tam jest największe wypłycenie Wisły, narobiły się tzw. nanosy z okresu zimowego oraz z poprzednich lat. – W tym roku będą prowadzone prace refularacyjne mające na celu pogłębienie dna Wisły. Zresztą w tym czasie przewiduje się pogłębianie całego odcinka Wisły na terenie Płocka – mówił Jan Piątkowski.
Pod koniec tygodnia wskaźniki wody na Grabówce, przepompowni w Borowiczkach, bramie przeciwpowodziowej w Radziwiu i ujęciu wody dla PKN Orlen były niskie. Nie podnosiły się one także w punktach obserwowanych i monitorowanych przez powiatowe centrum zarządzania kryzysowego w starostwie płockim. Jak mówił jego szef Jan Ryś, tu woda była w granicach stanów średnich. W Kępie Polskiej był to poziom w granicach 310 cm (alarmowy wynosi 450 cm), w Wyszogrodzie 380 cm (stan alarmowy wynosi 550 cm). – Na razie sytuacja jest stabilna. Oczywiście gwałtowne ocieplenie, zwłaszcza na południu kraju, niesie niepokój. Cały czas monitorujemy sytuację, bo jak wiemy, sytuacja może zmienić się w ciągu kilku godzin. Wszyscy wójtowie i burmistrzowie gmin nadwiślańskich otrzymali komunikaty. Podczas specjalnego spotkania przypominaliśmy o wszystkich procedurach, a także informowaniu mieszkańców – mówił dyrektor Jan Ryś. – Obserwujemy, podchodzimy z ostrożnością do tematu,
Przygotowani na wypadek ewentualnej interwencji są także płoccy strażacy. Jak mówi rzecznik Komendanta Miejskiego PSP w Płocku Jacek Starczewski, na bieżąco jest monitorowany stan Wisły i dopływów rzek. Sprawdzany jest stan techniczny sprzętu, zwłaszcza pływającego, agregatów prądotwórczych i pomp. Analizowane są komunikaty dotyczące prognoz na najbliższe dni. Do stanów alarmowych na wskaźnikach wody jest jeszcze trochę zapasu, ale nie wiadomo, jak sytuacja będzie wyglądała, kiedy przyjdzie fala wezbraniowa. A tej prędzej czy później należy się spodziewać. Jaka będzie? Tu niestety zdecyduje pogoda, którą wszyscy z niepokojem obserwują.
Teresa Radwańska-Justyńska
t.radwanska@tp.com.pl
fot. Dariusz Ossowski
Boimy się powodzi

Andrzej Kowalski
Jak co roku boję się powodzi. Jest rozgoryczenie z wielu powodów, ale głównie dlatego, że nikt z nami nie rozmawia. A myślę, że nawet urzędnicy mogliby z wielu naszych wskazówek skorzystać. Brakuje kompleksowych działań i programów – w sprawie wałów, pogłębiania czy kolejnej plagi niosącej zagrożenie, plagi bobrów. Nie trzeba ich zabijać, ale można wywieźć, bo dla nas stanowią zagrożenie. Jaka jest ta wiosna? Nikt nie chce z nami rozmawiać, przedstawiać jakichkolwiek sensowych planów, co będzie robione, aby ludzie mogli mieszkać spokojnie i przez kilka pierwszych miesięcy każdego roku nie musieli spać na workach z piaskiem.

Pani Maria (mieszkanka osiedla Borowiczki)
Nie mam pojęcia, jaka będzie ta wiosna. Jedno, co teraz widać i co można już z pewnością powiedzieć, to że kry już nie będzie. Ale jaka będzie woda, nie wiadomo. Ale niewykluczone, że być może będzie duża, dlatego że w górach jest dużo śniegu. A do nas woda może przyjść nawet w maju, dlatego my tu cały czas śpimy jak na bombie.

Zofia Rzepkowska
Na obecną chwilę jest w miarę spokojnie, ale nie wiadomo, co będzie za tydzień czy za miesiąc. Bo dla nas tutaj maj czy nawet czerwiec nie oznaczają spokojnego snu. Gdy zacznie się robić ciepło, woda musi spłynąć do morza. A nam się funduje brak jakiegokolwiek zainteresowania, perspektywicznego planu, wycinkę drzew. Woda, jak pójdzie, nie zmieści się w korycie. Wiadomo, co będzie.

Pani Jadwiga (mieszkanka osiedla Borowiczki)
W górach jest bardzo dużo śniegu. Jeśli ta woda pójdzie gwałtownie, po jakimś ociepleniu, to spodziewamy się powodzi. W swoim życiu przeżyłam już wiele takich sytuacji. Jestem szóstym pokoleniem, które tu mieszka. I z żalem mówię, że niewiele albo nic nie dzieje się w tym kierunku, żeby ludzie tu mogli mieszkać bezpiecznie.     rad
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości