– Całe życie uprawiałem sport, trenowałem karate, biegałem… Niestety nie mogłem tego robić zawodowo, bo dopadła mnie kontuzja. Poszły więzadła w kolanach, zbyt często odzywał się uraz kręgosłupa. Kiedy wiedziałem, że na sukcesy nie mam szans, założyłem rodzinę. Mam dwoje dzieci, zrobiłem doktorat na Uniwersytecie Wrocławskim, podjąłem pracę, ale czegoś mi brakowało. Zrozumiałem, że chodzi o adrenalinę i zacząłem, zupełnie dla przyjemności, uprawiać triathlon – zaczyna opowieść o swoim sportowym wyczynie Damian Lewandowski.
Opowieść o swojej karierze Damian Lewandowski rozpoczyna od udziału w pierwszym triathlonie w 2011 roku. – Mogę z całą stanowczością powiedzieć, że to triathlon mnie wybrał. To dyscyplina sportu, w której nie przeszkadza kontuzja kolana, a pływanie jest dla zdrowia. Radziłem sobie nieźle w maratonach rowerowych MTB, więc od początku jazda na rowerze to była moja najsilniejsza konkurencja. Biegałem sobie po Sobótce, czasami znalazłem czas na pływanie na basenie i tak mi przyszło do głowy, żeby spróbować swoich sił w triathlonie. Zapisałem się do PTT Delta Płock i zacząłem ścigać się w ich barwach. Dużą rolę spełniała atmosfera na zawodach i w drodze powrotnej. To była grupa, z którą świetnie się czułem – zapewnia.
Przez trzy kolejne lata startował przede wszystkim w rowerowych maratonach MTB i triathlonach. Najtrudniejszą odmianą tej dyscypliny, tylko dla mocnych, żelaznych ludzi jest Iron Man. Żeby zrozumieć jak wielkim sprawdzianem dla organizmu jest ta konkurencja, warto przypomnieć, że zawodnik musi pokonać 2,8 km pływania, 180 km na rowerze oraz przebiec maraton, czyli ponad 42 km.
Po raz pierwszy w życiu postarał się zmierzyć z tą dyscypliną w 2014 roku. W swoim debiucie, zaliczył połówkę Iron Mana, czyli 1,4 km pływania, 90 km na rowerze oraz 21 km biegu. W Gdyni na starcie stanęło 1200 zawodników, cała czołówka krajowa.
– Pewnie inaczej potoczyłaby się moja kariera, gdybym tam nie zrobił znakomitego wyniku. Dystans pokonałem w 4 godz. 38 min, zająłem 14. miejsce w kraju w swojej kategorii wiekowej. Moi rywale długo dziwili się, że mój rower stalowy, na którym wykręciłem tak dobry wynik, ważył 13 kg. Ich sprzęt ważył około 8 kg. Dla mnie najważniejsze było, że zrobiłem taką życiówkę i nie da się ukryć, wiedziałem, że to nie będzie mój ostatni start.
Jeszcze tego samego roku wziął udział w pełnym Iron Manie.

Jola Marciniak
fot. Ze zbiorów D. Lewandowskiego
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze