Każdego dnia dowiadujemy się, jak wspaniale zarządza naszym krajem Prawo i Sprawiedliwość. Oto maturzystka z naszego miasta wystąpiła do OKE w Warszawie o „weryfikację sumy punktów” z egzaminu maturalnego z matematyki, za który uzyskała 28% i nie zdała egzaminu, a po weryfikacji uzyskała wynik 76-procentowy. Ta ogromna pomyłka została ponoć spowodowana „błędem osoby, która uczestniczyła w procesie sczytywania kart odpowiedzi” z „wykorzystaniem klucza odpowiedzi do wersji odwrotnej niż wersja, którą rozwiązywała zdająca”. Co to jest ta „wersja odwrotna”, nie wyjaśniono. Od razu pojawiły się pytania o wiarygodność wyników egzaminów innych zdających - nie tylko z matematyki, ale z wszystkich przedmiotów, szczególnie z tych, gdzie wyników nie „sczytuje się z kart odpowiedzi”, ale „interpretuje się je”, co zawsze ma miejsce w przedmiotach humanistycznych. Ta horrendalna różnica pomiędzy wynikiem pierwotnym a wynikiem po weryfikacji pokazuje, że matura w polskim systemie szkolnym jest loterią nie tylko na etapie jej pisania, lecz także, a może jeszcze bardziej, na etapie sprawdzania. Wielu nauczycieli przypomniało sobie być może od razu sytuacje znane ze szkoleń na egzaminatorów, kiedy to za ten sam test każdy ze szkolonych przyznawał inną sumę punktów, a spory dotyczące „interpretacji” odpowiedzi zdającego zamieniały się niekiedy w potężne kłótnie, gaszone przez nawiedzone ekspertki sakramentalną formułką „z kluczem się nie dyskutuje”.
Czasy dyktatury „klucza”, który ceniono wyżej niż rozum, już minęły. Dziś „klucz” jest bardziej elastyczny, modyfikowany, uzupełniany w trakcie sprawdzania prac, choć wątpliwe jest, czy po jego modyfikacji weryfikuje się wcześniej sprawdzone prace pod kątem ich zgodności z udoskonalonym „kluczem”. Jeżeli się tego nie robi, to wyników nadal nie można uznać za wiarygodne i obiektywne. Poza „kluczem” są jeszcze tzw. „kryteria oceniania”, które na przykład z języka polskiego wzbudzają na tyle duże wątpliwości, że aż 30 tysięcy polonistów podpisało zignorowaną przez władze petycję o korektę tychże kryteriów w zakresie oceny „języka” w pracach maturalnych. Osobnym problemem z języka ojczystego na poziomie rozszerzonym są same tematy maturalne i zakres przewidywanych treści objętych tymi tematami. Chęć uczynienia przez PiS-owskie władze wszystkich wykształconych Polaków teoretykami literatury winduje tę maturę i cały system szkolny na poziom groteski. Paweł Lęcki, polonista z Sopotu, pisze wprost, że „przygotowanie uczniów do matury z języka polskiego na poziomie rozszerzonym jest jakąś upiorną loterią, błądzeniem we mgle” i ma, niestety, rację.
Zaistniała sytuacja i to wszystko, co dzieje się wokół egzaminu maturalnego i edukacji w ogóle pozostawia niesmak i wystawia po raz kolejny negatywną ocenę całemu systemowi szkolnemu, który jak był chory za poprzednich władz, tak pozostał takim i za tej, choć ta zasilana godnie opłacaną przez siebie propagandą chełpi się samymi sukcesami, mimo że cały ten system szkolny od co najmniej 30 lat nikomu nie potrafi skojarzyć się dobrze. Każda nowa ekipa rządząca usiłuje go jakoś poprawiać, ale z jakichś niezrozumiałych powodów się to nie udaje. Może z braku umiejętności, a może bardziej nawet z braku dobrej woli, by cokolwiek rzeczywiście naprawić, bo naprawiony system edukacji mógłby być może uleczyć to zdewastowane transformacją społeczeństwo i wywrócić do góry nogami ten cały zdemoralizowany postokrągłostołowy, ubecko-solidarnościowy układ polityczny. A tego przecież nikt nie oczekuje, prawda? Dlatego ci z billboardów wciąż liczą na sukces. Od Państwa tylko zależy, czy zgodzą się Państwo w tym wypaczonym systemie jeszcze kolejną kadencję trwać.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze