Reklama

„Biomasa” wybrała

22/07/2020 10:39

Nie czarujmy się, demokracja nie jest doskonała. Może nawet wcale nie jest „najlepszym z najgorszych ustrojów”, jak to się nam na każdym kroku wmawia. Największa jej słabość polega na tym, że jest nie tylko sposobem wyłaniania przedstawicieli różnego rodzaju władz, ale także terenem targu o wartości. W kampanii wyborczej te dwa jej wymiary spotykają się w sposób najbardziej widoczny, czyniąc z niej swoisty kiermasz marketingowy. Zdając się na wyrażony liczbami gust „większości”, możemy przehandlować najświętsze wartości, których wagę mogą rozumieć tylko nieliczni. Godząc się na gust „większości”, możemy zostać przymuszeni do respektowania „wartości”, które wartościami nie są, jak wiele z obecnych tzw. „praw człowieka”, w poczet których zaliczono liczne grzechy i występki. Zatem demokracja to ustrój wielkiego ryzyka. Można z jego pomocą budować, ale można też niszczyć, można szukać prawdy, a można wyłącznie i długofalowo szerzyć kłamstwo. Przykładów wnikliwy obserwator znajdzie wiele i nie musi szukać daleko.
O tym wszystkim przekonaliśmy się jeszcze raz w ostatnich wyborach. W kiermaszu wyborczym organizowanym według najnowocześniejszych strategii propagandowo-marketingowych chciano nam sprzedać wszystko, głównie to, na co urzędujący prezydent wpływu nie ma i mieć nie może, ale kto się w tym orientuje. Kandydaci zarzucali łatwe i zrozumiałe dla mas przynęty. Walka przypominała trochę słynny pojedynek na miny z powieści „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Na znane propozycje kandydata „A” (w rzeczywistości propozycje rządowe), uznawane przez opozycję przez ostatnich pięć lat za Himalaje populizmu, antypopulistyczny kandydat „B” znajdował jeszcze bardziej populistyczne rozwiązania, zaprzeczając głoszonym wcześniej ideałom. Wyglądało to zabawnie i przerażająco. Jednych utwierdzało w zachwycie, innych w niesmaku.
Słodziutki, ale zalatujący fałszem, czar Polski „europejskiej, tolerancyjnej i uśmiechniętej”, która „nie dyskryminuje nikogo”, uwiódł wielu, ale nie przekonał niedorżniętej watahy, „biomasy z zachodnich terenów Azji” i „palantów”, którzy jeszcze raz odważnie opowiedzieli się za prostymi, starymi „antywartościami”, które też nie dyskryminują i oferują miłość, ale w nieco przestarzały, wymagający sposób. W tym swoistym pojedynku nieznoszącej hamulców nowoczesności z konserwatyzmem, antychrześcijaństwa z chrześcijaństwem, europejskości z polskością, tęczowości z czerwienią i bielą jeszcze raz zwyciężył bardzo minimalną różnicą głosów ten drugi, stary porządek. Statystyki wskazują jednak bezlitośnie, że nie na długo, że może po raz ostatni. Czar postępu uwodzi młodych i z tego pilnie trzeba wyciągnąć wnioski. Na szczęście dokonany przez Polaków wybór stwarza szansę na spowolnienie mentalnej modernizacji Polski w kierunku, jaki przyjęła Europa Zachodnia. Nie będzie oficjalnego, rządowego sekowania Polaków pseudowartościami europejskimi, na co tak nastają przeróżne zagraniczne agendy, prywatne i rządowe, lokując spore środki finansowe w działających u nas „fundacjach”. Na razie fundusze zainwestowane przez Sorosa i jemu podobnych filantropów na przekształcenie „palantów” znad Wisły w „obywateli” uznających aborcję i związki jednopłciowe za fundamentalne „prawa człowieka” nie przyniosły spodziewanego efektu. I z tego trzeba się cieszyć. Do następnego rozdania, które może to wszystko odwrócić. Takie są, niestety, nieubłagane prawidła demokracji.


Wiesław Kopeć

Reklama

* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości