Z Pawłem Szkopkiem Mistrzem Pucharu Europy Centralnej 2002, oraz Mistrzem Polski 2002 i 2003
w klasie StockSport 1000 rozmawia Blanka Stanuszkiewicz Z niezwykłą łatwością zostałeś po raz kolejny Mistrzem Polski w klasie StockSport. Osiągnąłeś tym samym swój wytyczony cel?
- Udało się, choć w pierwszym wyścigu miałem pechową wywrotkę i zdobyłem tylko jeden punkt. Za to następne cztery wyścigi z rzędu wygrywałem. Z kilkunastosekundową przewagą przyjeżdżałem przed rywalami. Nie przeszkodziło mi nawet to, że nie mogłem wystartować w jednej rundzie wyścigów. Byłem wtedy na MŚ w wyścigach 24-godzinnych w Spa w Belgii.
W MŚ towarzyszyli Ci najgroźniejsi rywale w walce o tytuł MP.
- Adam Badziak, który jest III w tym sezonie w MP i Tomasz Kędzior - IV w klasyfikacji. To moi koledzy z Teamu POLand POSITION. Jeździmy wspólnie w zespole w wyścigach 24- godzinnych klasyfikujących do MŚ.
W tym sezonie Mistrzostw Świata pech wciąż deptał wam po piętach.
- Musieliśmy chyba płacić frycowe, choć na początku szło nam dobrze i mieliśmy szanse na zajęcie w klasyfikacji generalnej co najmniej III miejsca. W pierwszym 24-godzinnym wyścigu w Le Mans zajęliśmy II miejsce w klasie. Potem we Włoszech, choć brakowało treningów i nie mogliśmy poznać dobrze toru, udało nam się zająć I miejsce w klasie. Zaskoczyliśmy wszystkich. Później dostaliśmy nowy mocniejszy model Suzuki, a mimo to nie potrafiliśmy na nim zająć dobrego miejsca. W Assen w wyścigu na 200 mil opony, które wytrzymują 3 i pół godziny zużyły się po 50 min. Były to takie same opony jak w Imola, naprawdę nie wiem, co się z nimi stało.
Czy to była jakaś taktyka, gdy w Brnie nie ruszyłeś zaraz po starcie z innymi zawodnikami?
- Motocykl po prostu nie chciał odpalić. Udało się dopiero wtedy, gdy wszyscy byli 500 metrów przed mną na pierwszym zakręcie. Nadrobiłem straty i pod koniec zmiany byłem na 7 miejscu, dając się jedynie pokonać motocyklom z klasy SuperProduction. W klasie byliśmy wtedy pierwsi. Kiedy zmienił mnie Badziak po 15 minutach urwał się wydech. Straciliśmy bardzo cenne minuty na wymianę. Postanowiliśmy walczyć do końca stawiając wszystko na jedną kartę, gaz do “dechy” bez względu na wszystko. Podczas zmiany Kędziora przydarzyła mu się wywrotka, spowodowana zniszczoną przednią oponą. Udało się zdobyć wtedy III miejsce w klasie!
W Belgii twój upadek przy prędkości 280km/h napędził wszystkim stracha?
- W Belgii nie zdążyliśmy sprawdzić i ustawić nowego motocykla. Wystartowaliśmy świetnie. Mieliśmy przewagę jednego okrążenia, po 7 godzinach, to bardzo dużo. Jechałem pierwszą zmianę w nocy, lampa nie świeciła zbyt dobrze, robiłem ostatnie okrążenie przed zjazdem do boksu i wtedy właśnie wywróciłem się przez mokrą plamę na asfalcie. Straciłem przytomność, uderzył we mnie jeszcze jeden kierowca. Ocknąłem się w drodze do szpitala. Byłem tylko potłuczony. Ale już 3 tygodnie po tym zdarzeniu w Poznaniu wygrałem 2 wyścigi.
Swoją determinacją zdobyliście uwielbienie kibiców podczas ostatniego 24-godzinnego wyścigu we Francji, pokazując, że wyścig można przejść z maszyną u boku!
- Na 4 godziny przed końcem wyścigu byliśmy na I miejscu klas StockSport i na VII miejscu w “generalce”, pokonując mocniejsze motocykle o innych parametrach technicznych, pozwalających na lepsze osiągi. Kiedy Adam zjechał do boksu narzekał, że skrzynia biegów się psuje. Tomkowi udało się jeszcze przejechać swoją zmianę. Zostało nam 3,5 godziny do końca wyścigu. Kiedy ruszyłem, przy pierwszej redukcji biegów skrzynia zablokowała się na amen. Byłem kompletnie załamany, ale biegiem dopchnąłem motocykl do boksu. Nikt nic nie mógł robić. Na szczęście zrobiliśmy tyle okrążeń, że nadal byliśmy klasyfikowani. Ostatnie okrążenia Adam przepchnął motocykl przez metę, zdobywając przedostatnie 37 miejsce. Cały czas relacjonował nasze problemy francuski Eurosport. Ale to również dzięki poprzednim wyścigom Francuzi bezbłędnie rozpoznawali nas na ulicy, na torze, brali od nas autografy. W Polsce nieliczni znają nas z twarzy a raczej z nazwiska. Tam jednak na 24 godzinne wyścigi przychodzi 120 tys. osób i wszyscy dokładnie wiedzą kto jest kto. W Poznaniu może około 1000 osób razem z ludźmi, którzy przychodzą na giełdę i to już sukces, pomimo że wejściówki są za darmo!
Małe zainteresowanie tym sportem wykazują także sponsorzy.
- Jedynie firma Piast zapłaciła za nas wpisowe do Bol d’Or – u . Potem w Belgii firma Suzuki wymieniła nam motocykl. Resztę kosztów ponosimy sami. Powinno się nas pokazywać w polskiej telewizji jak Adama Małysza, o którym wszyscy wiedzą, że jest mistrzem świat i zdobywcą Pucharu Świata. My też moglibyśmy zająć pierwsze miejsce w Pucharze świata, gdyby więcej o nas mówiono. Dzięki temu mielibyśmy więcej pieniędzy na ściganie, bo umiejętności i woli walki na pewno nam nie brakuje.
Którą walkę o zwycięstwo wolisz, samotną w MP czy w teamie o MŚ?
- W Teamie POLand POSITION udowadniamy, że potrafimy współdziałać. Ale mimo wszystko chciałbym być indywidualnym mistrzem świata. Ja jako Paweł Szkopek, a nie team POLand POSITION, bo ciężko powiedzieć, kto pracował na taki sukces lepiej. Może okazać się, że najlepiej pracowali mechanicy.
Jak będziesz dążył do tytułu Mistrza Świata?
- Obecnie najlepsze czasy w MŚ klasie SuperSport 600 (w której dwa lata temu też jeździłem) na torze w Oschersleben wynoszą ok. 1 min., 30 sek. W wolniejszej klasie StockSport, wolną Hondą, na tym samym torze miałem czas 1 min. 33 sek. 3 sekundy to dla mnie nie jest dużo. Chciałbym wystartować więc w tym roku w Mistrzostwach Europy w klasie SuperSport 600. Jeśli udałoby mi się zdobyć “dziką kartę”, wtedy wystartowałbym w MŚ na torze w Oschersleben, w Imoli, albo w Magny Cours – gdzie odbywa się właśnie Bol d’Or. Szukam sponsorów na następny sezon. Poza tym pracuję w swojej firmie transportowej i jeżdżę tirami.
Swoją pasją udało Ci się zarazić brata.
- Po sezonie 1999 roku nie sprzedałem swojej Hondy NSR 125 . Zaczął jeździć na niej mój brat. Miał łatwiej niż ja, bo dzieliłem się z nim własnymi doświadczeniami. Pokazał jednak, że też potrafi jeździć. Jestem 10 lat starszy od niego, ale to on ma większe szanse na najwyższe laury w wyścigach. Staram mu się pomagać. Jeśli mnie nie uda się być mistrzem świata, to może on nim zostanie.
Dziękuję za rozmowę.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze