Jak trudno jest o miejsca parkingowe w centrum Płocka, wiedzą wszyscy poruszający się po mieście samochodem. Znalezienie wolnego miejsca, nie tylko w godzinach szczytu, graniczy w cudem. Kierowcy zostawiają swoje pojazdy na każdym skrawku wolnego miejsca. Jednym z takich dzikich parkingów, a właściwie prywatnym terenem, który na parking wykorzystywany jest przez klientów Urzędu Miasta, jest nieogrodzony teren przy ul. Zduńskiej, naprzeciwko wejścia do Biura Obsługi Klienta. Dla klientów Urzędu teren ten jest wymarzonym parkingiem, ponieważ nikt nie pilnuje i nie trzeba płacić. Można tam zostawić swój samochód, by załatwić sprawę w Urzędzie. I być może nikt by nie zwrócił na to większej uwagi, gdyby nie osoby które zostawiają po sobie śmietnik. Nasza czytelniczka często zmuszona jest, z braku innego miejsca w najbliższej okolicy, zostawiać samochód na tym parkingu. – I nie chodzi mi o to, że nawierzchnia jest nierówna i można tam stracić jakąś część pojazdu. Najgorszy jest bałagan, który zostawiają po sobie kierowcy i fakt, że nikt tego nie sprząta. Czy Urzędowi to nie przeszkadza? Dlaczego toleruje ten śmietnik? Przecież to miejsce to wizytówka Płocka, odwiedzane przez licznych gości, nie tylko z miasta – zapytała retorycznie. Poszliśmy, sprawdziliśmy, zrobiliśmy zdjęcie na dowód prawdziwości słów naszej czytelniczki. Rzeczywiście, nawet z okien Urzędu widać dziki śmietnik, jaki robią pod murkiem klienci Ratusza, którzy zostawiają tam nie tylko swój samochód, ale także wyrzucone z pojazdu papiery, butelki, puszki i kartony po napojach, pety z popielniczek. W Urzędzie Miasta dowiedzieliśmy się, że jest to teren prywatny, który nigdzie nie jest zarejestrowany jako parking i Ratusz oficjalnie z niego nie korzysta. Trudno przecież zmusić kierowców, by chcąc załatwić sprawę w Urzędzie, szukali innego miejsca. Nie sposób też zmusić ich, by nie zaśmiecali tego terenu. W Straży Miejskiej poinformowano nas, że właściciel terenu został zobowiązany do sprzątnięcia dzikiego śmietnika. Niestety, nie na wiele się to zda, bo za chwilę zaparkują tam swoje pojazdy inni kierowcy, którzy także opróżnią popielniczki, wyrzucą niepotrzebne papiery i kartony po napojach, puste butelki. Jakie z tego impasu jest wyjście? Chyba tylko ogrodzenie terenu, by już nie służył klientom Urzędu jako parking. Mieszkańcy stracą kilka miejsc, gdzie można było zostawić pojazd, ale nikt właściciela terenu nie będzie zmuszał do ciągłego sprzątania. A może tak poprosić kierowców, klientów Ratusza, o więcej kultury. Niestety, najprostszy sposób rozwiązania problemu chyba nie jest możliwy do zrealizowania. Jol.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze