Reklama

Aussie Floyd w trzech wymiarach

26/01/2011 09:30
Przyjechali do Płocka w niedzielę przed południem, prosto z Rzeszowa, gdzie zainaugurowali europejską trasę koncertową. Nie mieli czasu na odpoczynek, bo o 12.30 czekali na nich fani w Galerii Mazovia. Zmęczeni, ale pełni entuzjazmu podpisywali płyty i plakaty, rozmawiali o programie koncertu, fotografowali się z publicznością. Podobał im się polski śnieg, który w ciągu kilku nocnych godzin potrafi przykryć ulice i nie trzeba go szukać wysoko w górach. A wieczorem The Australian Pink Floyd podgrzali emocje zgromadzonej w Orlen Arenie widowni.

Zobacz zdjęcie i wideo z koncertu

Publiczność nie od razu dała się kupić. W pierwszej części koncertu kilka osób pod sceną wykonywało minimalne ruchy. Reszta na razie stała i obserwowała. Na trybunach też nie było dynamicznie. Dopiero po przerwie, gdy do świetnej muzyki dołączyły efekty świetlne, lasery, animacje trójwymiarowe, płocczanie zaczęli się bawić. W euforię wprawiły ich najbardziej znane utwory, m.in. Another brick in the Wall (II) czy Wish you were here i grany prawie na końcu Comfortably numb. Serce widowni podbiły nadmuchiwane postacie, znane z oryginalnych teledysków Pink Floydów. Prawie trzygodzinny koncert nie zawiódł oczekiwań. Muzycy pokazali rewelacyjny warsztat. Steve Mac i David Domminney Fowler wydobyli z gitar maksimum brzemienia. Klawiszowiec Jason Sawford czarował dźwiękiem, a Colin Wilson na basie i Paul Bonney (perkusja) też pokazali klasę. Oklaski widowni zebrał saksofonista Mike Kidson, zwłaszcza w utworze Money z albumu „Dark side of the Moon”. Ze śpiewem dobrze poradził sobie wokalista Alex McNamara, który do grupy dołączył niedawno. Muzykom towarzyszył równie profesjonalny chórek.
Premierowy koncert The Australian Pink Floyd w Płocku rzeczywiście można uznać za muzyczne wydarzenie. Mimo iż organizatorzy reklamowali występ jako spektakularne show, to jednak najważniejsza pozostała muzyka legendarnych Floydów.
Jeszcze przed wieczornym występem spotkałam się z dwoma członkami zespołu: Jasonem Sawfordem i Colinem Norfieldem, który czuwał nad dźwiękiem.

Jak się wam podoba Orlen Arena? Czy jest to dobre miejsce na tak nowoczesne show?
J.S.: Dopiero przyjechaliśmy, ale jest w porządku. Najważniejsze, że jest dużo miejsca.
C.N.: Jesteśmy pierwszym zespołem, który przygotował taki koncert. Potrzebowaliśmy dużo miejsca, żeby wszystko zmieścić: lasery, wielkie nadmuchiwane postacie, niesamowite efekty specjalne. Tutaj się udało.
Ile osób pracuje na sukces The Australian Pink Floyd Show?
C.N.: Całkiem sporo. Ponad czterdzieści. Mamy trzy autobusy. Ta trasa jest świetnie zorganizowana. Mnóstwo sprzętu, mnóstwo rzeczy się dzieje, ale razem jest to wszystko doskonale połączone.
To wasz kolejny koncert w Polsce. Jak odbieracie polskich fanów?
J.S.: Polscy fani są nastawieni bardzo entuzjastycznie. Kochają muzykę. Lubimy dla nich grać. Niełatwo jest spełnić oczekiwania publiczności. Jeśli ludzie są pozytywnie zaskoczeni, jak gramy, to dla wszystkich świetna zabawa, dla nas też.
Jason, graliście na początku kariery covery różnych zespołów. Co zdecydowało o tym, że wybraliście Floydów?
J.S.: Byliśmy wielkimi fanami Pink Floydów. Kochaliśmy ich muzykę. Spotkaliśmy się w 1988 roku. Stwierdziliśmy, że razem możemy grać to, co lubimy. Zaczynaliśmy na małą skalę w lokalnych barach i pubach. Teraz to jest interesująca praca i świetna muzyka.
Jaką radę moglibyście dać młodym początkującym zespołom i muzykom?
J.S.: Musisz być oddany muzyce. Mieć talent i wielką pasję. Musisz też być przygotowany na trudne chwile, jeśli chcesz być profesjonalistą. Teraz jest inaczej niż wtedy, kiedy my zaczynaliśmy.
To znaczy trudniej?
C.N.: Trudniej. Pink Floydzi i inne zespoły byli naprawdę oddani muzyce i to wystarczyło. Teraz to jest zupełnie inny biznes. Możesz być jednym z najlepszych muzyków na świecie, ale nie będziesz pasować.
J.S.: W każdym razie liczy się pasja i oddanie. Jeśli masz pasję, nieważne, czy odniesiesz sukces, czy nie. Jeśli cię coś pasjonuje, to i tak jesteś szczęśliwy, że grasz. Sukces nie jest najważniejszy.
Jesteście świetnymi muzykami. Gracie też swoje kawałki, komponujecie?
J.S.: Gdy zaczynaliśmy grać, graliśmy też swoje kawałki. Ale nie koncentrowaliśmy się na tym. Granie muzyki Floydów pochłonęło nasz cały czas i energię. Ale rozmawiamy na temat nagrania czegoś, jeśli publiczność byłaby zainteresowana. Niektórzy ludzie mówią nam, że chętnie posłuchaliby czegoś naszego.
Jakie są wasze wrażenia po spotkaniu z fanami w Galerii Mazovia?
J.S.: Fajnie jest spotkać się z ludźmi, którzy nas doceniają. Było dużo ścisku, wszyscy chcieli autografy. Musieliśmy ich trochę uspokajać. Ale wszyscy dostali to, co chcieli. Ręka mnie boli od podpisywania tylu plakatów i płyt.
Zdążyliście zrobić jakieś zakupy?
J.S.: Oczywiście nie, ale nasz menedżer jednak coś wypatrzył.
Macie na sobie bardzo ciekawe okulary. Co to?
J.S.: Tak tak. To ostatni krzyk mody. Użyjemy ich dzisiaj podczas koncertu, w drugiej części, do oglądania trójwymiarowych projekcji.
Jakie są wasze plany na przyszłość?
Będziemy pracować nad nowymi pomysłami. Teraz nasze show jest trójwymiarowe. Za rok może wymyślimy jeszcze coś innego.
Dziękuję za rozmowę.
Lena Szatkowska
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości