Reklama

A żyć trzeba

10/03/2004 15:50
– Gdyby nie teściowa, która codziennie od dwóch lat kupuje nam chleb, przyszłoby przywiązać kamień do gardła i iść na dno – opowiada 38-letnia kobieta. Jej rodzina mieszka w małym, bardzo skromnym gospodarstwie w Zawidzu Kościelnym. Jest to w sumie 10 osób, którym na przeżycie musi starczyć miesięcznie 330 zł zasiłku rodzinnego!
- Przyszły ciężkie czasy i nikt tego nie zmieni. Mąż nie pracuje, ja tak samo. Człowiek musiał się ratować, więc sprzedaliśmy ziemię, żeby dzieci z głodu nie poumierały. Potem sprzedawaliśmy zwierzęta. Ostatnią krowę 6 lat temu nam ukradli i wtedy nawet mleko się skończyło. Biednemu zawsze wiatr w oczy wieje – opowiada pani Małgorzata.
Małżeństwo szuka pracy. Twierdzą, że w okolicy nie ma zakładów, w których mogliby znaleźć zatrudnienie.
- Do tego mąż choruje. Ma 44 lata i czeka go operacja kręgosłupa. Trzeba wykupić leki, ale nie ma za co. Dziś lepiej umierać niż się leczyć – tłumaczy kobieta. Szansą dla jej rodziny byłaby choćby czasowa praca chałupnicza.
– Przydałoby się choćby jakieś składanie długopisów. Usiedlibyśmy razem. Starsza córka zajęłaby się młodszymi dziećmi. I już by coś było.
Niestety w chwili obecnej musi rodzinie wystarczyć pomoc gminy i GOPS-u.– Wójt raz pomógł, gdy trąba powietrzna zerwała nam z obory dach. Dostaliśmy wtedy papę i cement, ale to było cztery lata temu – twierdzą F. Zaglądają do nich pracownicy GOPS-u. Oglądają od lat te same warunki, walące się, świecące pustkami regały, stare wersalki, odpadający tynk z sufitu i dziury w podłodze.
- Czasami dadzą 150 zł, czy 80 zł. Na święta z Agencji Rynku Rolnego dostaliśmy trochę puszek, a w listopadzie z GOPS-u 5 metrów węgla na ogrzewanie. Oszczędzałam je, żeby starczyło jak najdłużej, a zwłaszcza na najgorsze mrozy – tłumaczy kobieta, choć zwykle w czasie okresu grzewczego na normalne ogrzewanie jej domu potrzeba 30 metrów węgla!
W tej rodzinie najgorszy jest każdy poranek, kiedy przychodzi szara rzeczywistość i znów trzeba coś włożyć do garnka.
- Mam dokładnie 338 złotych zasiłku rodzinnego. Ciągle mam coraz mniej. Teraz od nowego roku nie dostaję już na starszą córkę, bo przerwała szkołę. Z rodzinnego wychodzi 50 zł na osobę. Nie kupię za to nikomu nawet pary butów. Pieniądze idą na żywność na cały miesiąc. Luksusów oczywiście nie ma. Gdyby nie teściowa, nie mielibyśmy nawet chleba. Pomaga nam jak może, ale sama też przecież musi swój dom utrzymać i to z jednej renciny.

Zamiast chleba - drewno
Starają się jakoś sobie radzić. Ratują ich pozostałe 44 ary ziemi, na których uprawiają warzywa. Wiosną kupują młode kaczki, ale z ubiegłego roku już żadna nie została. Problemów niestety nie ubywa. Wręcz przeciwnie. - W pobliskim sklepie jesteśmy zadłużeni, w tym miesiącu nie zapłaciliśmy za prąd 220 zł. Inkasent powiedział, że na uregulowanie należności trochę poczeka.
W domu obecnie jest siedmioro dzieci, najmłodsze ma osiem lat. Chodzą do szkoły podstawowej i gimnazjum. Szesnastolatka musiała zrezygnować z nauki w szkole zawodowej w Sierpcu. Nie było pieniędzy na bilety na dojazd. W domu mieszka też jej siostra z małym synkiem, również nie pracuje. Czeka na rozstrzygnięcie sprawy alimentacyjnej. Niedawno wyprowadziła się z domu najstarsza córka. Również nie ma łatwej sytuacji. Planuje wziąć ślub. Urodziła dziecko. - Co możemy, to jej dajemy. Niech to będzie nawet samo drzewo na opał, bo raczej nic do chleba, bo sami nie mamy.
Rodzina szukała wsparcia w instytucjach charytatywnych. – Udałam się do Płocka, do Caritasu. Ksiądz wysłuchał mojej historii, poprosił żebym zapisała, co mi potrzeba. Dzięki Bogu minęły dwa lata i nic – twierdzi kobieta. Pozostają więc w ostateczności sąsiedzi.
– Pożycza się od nich chleb, żeby za dwie godziny zaraz im oddać. Nie chcemy żebrać, ale potrzebujemy pomocy. W podobnym położeniu jest wiele osób w naszej gminie.
Dzięki “Tygodnikowemu Bankowi Życzliwości” rodzina zdobyła kuchnię gazową. – Udało mi się pierwszej dodzwonić do pani, która chciała oddać kuchnię, ławę i lampkę. Telefony do niej urywały się przez wiele dni. Kobieta postanowiła podzielić po równo swoje datki, między mnie a inną matkę z sześciorgiem dzieci. Ta kuchnia gazowa, była nam bardzo potrzebna. Potrzebujemy jednak wiele więcej, by móc normalnie żyć i weźmiemy wszystko, co ludzie zaoferują: meble pokojowe, łóżka, krzesła, ubrania, pościel, odkurzacz, a przede wszystkim pralkę automatyczną, której obecnie nam najbardziej potrzeba – wylicza kobieta. Choć dzieci były przeciwne opisywaniu ich sytuacji, postawiła na swoim. - Trzeba coś robić. To lepsze niż siedzenia z założonymi rękami. Żyć jakoś trzeba, choć człowiek ciągle się zastanawia, ile jeszcze może wytrzymać.

Z drugiej strony...
W gminie Zawidz ludzie utrzymują się głównie z produkcji mleka 25 mln. litrów rocznie, trochę z trzody chlewnej. Z zakładów pozostał jedynie GS i Spółdzielnia Usługowo-Rolniczo-Techniczna. Problem biedy dotyka 300 rodzin, które zgłosiły się do GOPS-u. Bezrobocie sięga tu 22%, choć pojawia się też zjawisko bezrobocia utajonego. Najgorzej jest na terenach popegeerowskich w Majkach Małych i Koseminie. Ciągle dożywiane są dzieci z czterech szkół podstawowych i gimnazjum. Kilkaset osób dostaje tu codziennie bułkę i szklankę ciepłego mleka. Na 2004 rok GOPS z Urzędu Gminy otrzymał 30 tys. zł. Na dzień dzisiejszy leży 160 podań o pomoc. Starcza jedynie na zasiłki celowe. Najgorsza jak zwykle jest zima. Nie ma wtedy możliwości pracy dorywczej. Ludzie potrzebują węgla, wszystkich trzeba obdzielić, choć środki są skromne.
- Rodzina jest pod ciągłą opieką gminy. Jako patologiczna podlega pod Komisję do spraw Alkoholowych. Dbamy o dzieci, które są dożywiane w szkole, otrzymują podręczniki szkolne, choć zdarza się, że matka użyje ich do rozpałki. Jeśli dajemy zasiłki celowe, to zakupy dla tej rodziny robią pracownicy GOPS-u. Staramy się, by odrabiali zaciągnięte długi w pracach interwencyjnych. Co z tego, mężczyzna, jeśli przyszedł, to nie nadawał się do pracy – tłumaczy Wojciech Gajewski, wójt Gminy Zawidz Kościelny.
- Tę rodzinę niestety zniszczył alkohol. Była pod nadzorem kuratora. Ciągle składają do GOPS-u podania. Odwiedzamy ich gospodarstwo. Jest bieda, ale zawsze jest czysto i ciepły posiłek dla dzieci. Choć nie co miesiąc, jednak dostają od nas zasiłki celowe, węgiel i to więcej niż 5 metrów, a także zasiłek mieszkaniowy – wymienia kierownik GOPS-u Krystyna Gajewska.
Problem rodziny z Zawidza Kościelnego w tym momencie staje się bardziej złożony, co nie zmienia jednak jej ciężkiego położenia. Mimo wszystko pomoc okazuje się wciąż potrzebna, bo z drugiej strony, co zawiniały dzieci.
Blanka Stanuszkiewicz
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości