Tuż przed świętami wielkanocnymi Płockiem i okolicami wstrząsnęła informacja o ogromnym pożarze, który miał miejsce w Woźnikach (gm. Radzanowo). O rozmiarze tej tragedii może świadczyć fakt, że ogień i kłęby dymu było widać z Podolszyc oddalonych od miejsca pożaru o kilkanaście kilometrów. W płomieniach stanął dobytek państwa Kryszkowskich – kurnik, w którym znajdowało się ok. 7 tysięcy kaczek. Zagrożony był również dom, który od budynku dzieliła jedynie ściana. Dom cudem udało się ocalić, ale budynek, w którym wybuchł pożar, spłonął.
Pożar wybuchł przed godz. 19.00. Płomienie pojawiły się na strychu, gdzie gromadzono słomę niezbędną do hodowli zwierząt. Ogień rozprzestrzeniał się błyskawicznie, jego rozwój potęgował silny wiatr. – Przygotowywałam się do świąt, właśnie wstawiałam ciasto do piekarnika, kiedy zauważyłam, że mój mąż biegnie w kierunku szczytu kurnika. Myślałam, że może coś się stało z poidłami, bo czasami zdarzają się takie sytuacje. Momentalnie wybiegłam z domu i od razu zauważyłam płomienie. Już wtedy wiedziałam, że będzie źle. Natychmiast zadzwoniłam po straż pożarną i kazałam uciekać z domu mojej córce – mówi Ilona Kryszkowska. Od razu gdy ogień zaczął być widoczny na podwórku państwa Kryszkowskich, pojawiło się mnóstwo ludzi, którzy ratowali ich dobytek i zwierzęta. – Zabrałam z domu jedynie dokumenty i obrączki. Potem nie wiadomo skąd pojawili się ludzie, którzy ratowali nasz dobytek – wynosili z budynku meble i inne przedmioty. Było ogromne ryzyko, że spłonie również dom. Gdy rzeczy z domu były już zabezpieczone, cała akcja ratunkowa przeniosła się do kurnika. Ludzie ratowali co tylko się dało. Wywozili kaczki na taczkach i przyczepach – opowiada Ilona Kryszkowska. Kobieta niewiele pamięta z tego feralnego dnia.
Eliza Kinalska fot. FB Moje Ciółkowo
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze