Reklama

78. rocznica wysiedlenia polskich rodzin z Bodzanowa

27/03/2019 09:06
Trzykrotnie załomotali w drzwi sieni. Usiadłem na łóżku i usłyszałem głos Ireny: „Chłopaki! Cisza! Nie otwieramy! Niech ojciec nas obudzi!”. Za chwilę ojciec stanął przy drzwiach: „Kto tam?” - pytał. Odpowiedział mu ostry ton: „Otwierać! Wysiedlenie!”. Dla mnie, wówczas ośmioletniego chłopca, czwartek 6 marca 1941 roku to najdłuższa noc dzieciństwa, której nie da się zapomnieć. Dla wielu rodzin w Bodzanowie była początkiem tragedii.

Ciężko było ubierać się po ciemku. Irena skończyła pierwsza i zapaliła lampę naftową. „Wszyscy gotowi?” - zapytała. Staś, Józek, Rajmund i ja zeszliśmy na dół. W świetle latarki zobaczyłem trzy osoby: umundurowanego Niemca w żółtej czapce, młodego żołnierza i jakiegoś rudzielca. Najmłodsze rodzeństwo Jasia i Geniuś zostali w drugiej izbie. „Rudy” warknął: „Wołać, ojciec!”. Przyszła mama. „Ty matka masz 15 minut i szlus!” - powiedział. „Nie zdążymy ubrać dzieci, daj pan więcej czasu! Bądź pan człowiekiem!” - załkała mama. „Piętnaście minut i nic więcej! – krzyknął.
Rajmund pomylił buty i włożył je odwrotnie. Chcieliśmy, żeby poszedł tak, jak jest, a później się poprawi, ale mały zaczął płakać. Niemiecki żołnierz, młody wysoki blondyn, podszedł do niego, chwycił za jeden but i bez wysiłku ściągnął. To samo zrobił z drugim. Rajmund nerwowo zaczął wkładać buty od nowa i byłby znów zamienił, gdyby nie pomoc Stacha. Antoś ubrał Tadka, a kiedy chciał iść po palta, „Rudzielec” stanął w drzwiach i oświadczył, że czas się skończył. „Panie, daj pan jeszcze dziesięć minut. Ubierzemy dzieci i siebie” – prosiła mama. „Tylko pięć! Przyjdę i was wypędzę!”.
Zaczęliśmy pospiesznie wkładać palta pomagając sobie wzajemnie. Z tobołkami w rękach czekamy, aż rodzice, Irena, Jasia i Geniuś będą gotowi. Pierwsza wyszła Irena trzymając za rękę Jasię. Za nią mama z Geniusiem w beciku, a na końcu ojciec. Mama podeszła do łóżka, poprosiła, abyśmy stanęli przy niej i patrząc na mały obrazek z Matką Boską Częstochowską na ścianie nad łóżkiem, zaczęła się modlić: „Bądź opiekunką naszą! Spraw, abyśmy wszyscy wrócili tutaj cali i zdrowi! Otocz opieką ten dom nasz, abyśmy mieli dokąd wracać”. Chciała jeszcze wziąć chleb, ale cały zjedliśmy na kolację.
Pierwszy szedł żołnierz, oświetlając latarką wyjście z sutereny. „Rudzielec” długo nie wychodził. Przez okienko zobaczyłem, jak przykręca knot w lampie. Zaszwargotał po niemiecku do żołnierza, a do nas po polsku: „ Iść za junakiem jeden za drugim”. Droga prowadziła obok atelier fotografa, Żyda. Gdy weszliśmy na rynek, żołnierz skierował nas w stronę kościoła.


Józef F. Kuliński
oprac. Lena Szatkowska

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości