Reklama

3023

26/09/2012 08:26
26 kwietnia 1940 roku policjanta Józefa Biernata wywieziono z obozu przejściowego w Ostaszkowie do więzienia w Twerze. Najprawdopodobniej następnego dnia został zamordowany strzałem w tył głowy i zakopany w okolicach osady Jamok, na działce rekreacyjnej NKWD. Głębokie rowy zasypano ziemią i posadzono na nich drzewka. Pamięć o bohaterach i ofiarach Zbrodni Katyńskiej przywraca program edukacyjny „Katyń – ocalić od zapomnienia”. Na całym świecie przy szkołach i innych placówkach drzewka sadzone są nie po to, żeby zatuszować ludobójstwo, ale po to, by uczcić jego ofiary. Dąb Pamięci aspiranta Józefa Biernata zasadzono przy Szkole Podstawowej nr 231 na Białołęce.
W uroczystości, która odbyła się 17 września, w rocznicę agresji sowieckiej na Polskę, wzięła udział cała społeczność szkoły, dyrektorzy zaprzyjaźnionych placówek, władze i rodzina Józefa Biernata z Płocka i Łodzi. Z powodu złego stanu zdrowia nie mógł przybyć Ryszard Biernat – jeden z synów Józefa. Podczas uroczystego apelu, został wyświetlony krótki film, w którym podziękował za uczczenie pamięci jego ojca. Dąb posadziły wnuczki: Edyta Biernat-Kałuża i Kamila Namiecińska.
Dąb Pamięci aspiranta Policji Państwowej Józefa Biernata to pierwsze drzewko posadzone przy Szkole Podstawowej nr 231 im. gen. Mariusza Zaruskiego w ramach polskiego programu edukacyjnego „Katyń – ocalić od zapomnienia”, zapoczątkowanego w 2008 roku. Każde z drzew ma upamiętnić jedną zamordowaną osobę, która zginęła w Katyniu, Twerze lub Charkowie. Do chwili obecnej posadzono ponad 4 tysiące dębów pamięci. W programie uczestniczą też placówki z: USA, Rosji, Szwajcarii, Norwegii, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Węgier, Litwy, Ukrainy, Cypru. – Inicjatywa sadzenia dębów pamięci jest inicjatywą dzieci. Na kółku historycznym nauczyciel oglądał z uczniami film „Katyń”. Po projekcji zapytał ich, jak można upamiętnić zamordowanych. To dzieci wpadły na pomysł, żeby posadzić dęby – wyjaśniał o. Tomasz Olczak, prezes zarządu Stowarzyszenia Parafiada, które objęło patronat nad projektem. – Cieszymy się, że nadal są dzieci, które pamiętają i chcą uczcić tych, którzy zginęli. Przez wiele lat nie wolno było pamiętać o zbrodni katyńskiej, dlatego tym bardziej trzeba teraz tę pamięć przywracać – dodał. Jak doszło do zasadzenia Dębu Pamięci Józefa Biernata przypomniała dyrektor szkoły, Wanda Szczepańska. – Na lekcji historii nauczyciel poprosił uczniów, aby przygotowali prezentację o Katyniu. Uczennica klasy szóstej, Ula Kałuża, opowiedziała o swoim pradziadku więzionym i zamordowanym przez NKWD. Cieszymy się, że osoba którą upamiętniamy w dniu dzisiejszym pochodzi z rodziny związanej z naszą placówką. Dom i szkoła to miejsca, które w sposób szczególny mają obowiązek dbać o pamięć tych, którzy polegli za naszą ojczyznę. I te dwa najważniejsze miejsca w życiu młodego człowieka w dniu dzisiejszym spotykają się, aby tym symbolicznym gestem posadzenia drzewka pamięci, dać wyraz i zadośćuczynić słowem Jana Pawła II: „Naród, który nie zna swojej historii, umiera” – powiedziała Wanda Szczepańska.
Pamięć o Józefie i Zbrodni Katyńskiej przekazywana jest w rodzinie Biernatów z pokolenia na pokolenie. Synom Ryszardowi i Dariuszowi o ojcu opowiadała matka. Maria Biernat po wojnie osiadła w Płocku. Przez wiele lat była dyrektorką szkoły odzieżowej przy  ul. Sienkiewicza „Igiełek”. Pracując również w ZNP, niestrudzenie zabiegała o prawa nauczycieli, pomagała seniorom. Jej opowieści o mężu, synowie przekazywali swoim dzieciom i wnukom.
– Ja całe moje życie byłam wychowywana z wiedzą o historii i o Katyniu – powiedziała podczas uroczystości Edyta Biernat-Kałuża, wnuczka Józefa (absolwentka płockiej Małachowianki dr medycyny). – Składam wielkie podziękowania szkole i nauczycielom, że doszło do tak wspaniałej i ważnej dla naszej rodziny uroczystości – dodała.
Józef Biernat urodził się 10 lutego 1909 roku w Warszawie. Ukończył Szkołę Policyjną w Sulejówku. W 1931 roku został oddelegowany do służby w Łucku. Ponieważ pisał biegle na maszynie, prowadził w komendzie wydział kryminalny. Jeszcze w Warszawie poznał swoją przyszłą żonę, Marię. Spotkali się ponownie w Łucku, gdzie Maria, po skończeniu Seminarium Rzemiosł w Warszawie, zaczęła uczyć w Gimnazjum Bieliźniarskim. Oboje interesowali się sportem: wiosłowali, jeździli na rowerze i tak na jednośladach wspólnie wyjeździli małżeństwo. Pobrali się 3 marca 1935 roku. W 1937 roku urodziło im się dwóch synów, bliźniaków: Ryszard i Dariusz.
Cała czwórka w 1938 roku przeniosła się w rodzinne strony żony, do Białegostoku. W I komisariacie policji przy ulicy Warszawskiej Józef Biernat prowadził kancelarię Biura Śledczego. Towarzyszył mu zawsze wspaniały wilk-pies „Rozbój”. 24 sierpnia policja białostocka zmieniła swoje zwykłe mundury na zielone, wojskowe uniformy, tworząc Batalion Marszowy przy 42. Pułku Piechoty w Białymstoku. Kiedy Niemcy podeszli pod Białystok 15 września 1939 roku, policjanci otrzymali rozkaz wycofania się na wschód przez Zaścianki, na Bobrowniki i Wołkowysk. Część wsiadła na rowery. Wśród nich był Józef Biernat i ochotnik Longin Krassowski. Odprowadzała ich Maria Biernatowa. Policja maszerowała na wschód. Po przejściu 180 km dotarli do Lidy. Z powodu ataku Sowietów zmieniono im kierunek marszu na północ, do Wilna. Kilka kilometrów przed miastem, grupa zatrzymała się w cegielni. Ustalono, że się rozejdą i żeby każdy ratował się na własną rękę. Niestety, była to spóźniona decyzja. Otoczeni przez oddział czołgów sowieckich, nie mieli szans na ucieczkę. Zostali wzięci do niewoli. Józef Biernat trafił do obozu przejściowego w Kozielsku, gdzie policjantów oddzielono od innych jeńców. Potem do obozu w Ostaszkowie. Na liście jeńców Ostaszkowa figurował pod numerem 3023.
Z Kozielska Biernat napisał do rodziny kilka słów. Z Ostaszkowa przyszły dwie kartki. Ostatnia datowana jest na 3 lutego 1940 roku. Autor napisał tak, jakby przeczuwał najgorsze. Po licznych przesłuchaniach, 12 lutego 1940 r. zapadł wyrok śmierci. Był to rozkaz Berii o likwidacji polskich jeńców w obozach Kozielska, Ostaszkowa i Starobielska oraz Polaków przebywających w więzieniach we wschodniej Polsce, zajętej przez wojska sowieckie. Stalin zatwierdził go 5 marca 1940 r. Rozpoczęło się masowe wywożenie jeńców na śmierć. A im mówiono, że jadą po zwolnienie do domu.
Józefa Biernata wywieziono do Tweru, gdzie jeńców umieszczano w podziemnych więzieniach. Z cel prowadzono ich na przesłuchania. Faktycznie podczas takiego przejścia, konwojujący enkawudzista strzelał jeńcowi w tył głowy. Ciała zamordowanych przewożono do Miednoje (25 km od Tweru). W pobliżu małej osady Jamok, na działce rekreacyjnej NKWD, wrzucano zabitych do rowów, zasypywano ziemią i sadzono drzewka. Obecnie na miejscu zbiorowych mogił znajduje się cmentarz polskich ofiar zbrodni stalinowskich.
Lena Szatkowska
fot. m.a
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości