Cichutko, prawie niezauważenie przemknęła 15. rocznica rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu. Może to przedwczesne zmartwienie, bo główną fetę szykuje się pewnie na okazję zakończenia obrad, która przypadnie gdzieś na początku kwietnia. Ale brak choćby jednego słowa, jednej historycznej fotografii w dniu jubileuszu w pierwszej wolnej gazecie, będącej przecież pierworodnym dzieckiem tamtego zdarzenia, musi mocno dziwić. Mniej dziwi postawa telewizji publicznej, która znowu jest w okresie przejściowym, nie musi więc wiedzieć, jak się określić wobec zdarzenia, które zainicjowało nowy bieg narodowej historii, stąd poprzestała na skromnej dyskusji, ale w towarzystwie tak mało kłopotliwym, że wynik nietrudno było przewidzieć przed jej rozpoczęciem. Ot i mamy pluralizm. Drugie dziecko Okrągłego Stołu.
Ale co myśleć, co myśleć o samej idei Okrągłego Stołu i jej historycznej realizacji, kiedy z jednej strony pada tyle uznania dla doniosłości wydarzenia, “od którego zaczął się proces całkowitej zmiany ustroju i droga do suwerenności Polski”, a z drugiej dwa razy więcej podejrzeń, że nadal mamy do czynienia z czymś, co nazywa się popularnie “PRL-em bis”, “republiką bananową” czy “państwem baronów”? Komu wierzyć, kiedy sami uczestnicy tej historycznej chwili z obu stron ówczesnej barykady jakoś nie garną się do świętowania i wyjaśnień? Czyżby brakowało właściwego nastroju? Czy aby nie dlatego, że wisi nad nami coraz realniejsze widmo bankructwa państwa, że żyjemy od Okrągłego Stołu na kredyt w stopniu jeszcze większym niż za najlepszych gierkowskich czasów, że tylko niektórzy mają pracę, choć wszystkim obiecuje się, że mogą wyjechać, że portfele się coraz bardziej kurczą, a dziejowej sprawiedliwości po Okrągłym Stole doznali akurat nie ci, którzy mieli prawo jej najbardziej oczekiwać?
Kto ma rację w ocenie historycznej roli Okrągłego Stołu? Jego architekci z obu stron barykady, których Stół wyniósł albo przywrócił potem na szczyty władzy, a nie dopuścił jak dotąd prawie nikogo spoza tamtego układu? Czy ci, którzy posądzani o chroniczną przypadłość frustracji i nieuleczalne krytykanctwo przypomnieli w kontekście rocznicy Gomułkowskie powiedzenie sprzed półwiecza “Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy” i dla jego weryfikacji nakazywali szukać podobieństwa twarzy z kręgów obecnej władzy na fotografiach ukazujących rządową stronę Okrągłego Stołu? Czy ci właśnie, którzy nazywają Okrągły Stół “transakcją stulecia”, “kontrolowanym odwrotem komunistów od władzy zapewniającym im miękkie lądowanie w spółkach nomenklaturowych z zagranicznym kapitałem, według scenariusza opracowanego w moskiewskiej centrali KGB już gdzieś w połowie lat 80”, kiedy widmo klęski komunizmu na polu ekonomicznym stało się oczywiste i obudziło silny instynkt samozachowawczy w kręgach partyjnych, którego strzec miała silna agentura, stąd nieprzypadkowo na czele delegacji rządowej przy Okrągłym Stole stanął nie I sekretarz partii, ale ówczesny szef MSW?
Czy rację mają ci, którzy bronią autorytetu i pełnej wiarygodności uczestników obrad okrągłostołowych po stronie opozycyjnej, czy też ci, którzy twierdzą, że dobór “konstruktywnych partnerów” opozycyjnych do podziału władzy, gwarantujący dotrzymanie ustalonych reguł, dokonywał się według klucza zapisanego w archiwach MSW w dziale “tajni współpracownicy SB”, a delegacja opozycyjna przy okrągłym stole pozbawiona była przedstawicieli sił prawicowych (np. z istniejącego już wówczas UPR-u), KPN-u i “Solidarności Walczącej”, a zatem stanowiła wątpliwą reprezentację narodu?
I dalej, wierzyć czy nie wierzyć opowieściom o biesiadnej atmosferze i trącaniu się kieliszkami przywódców opozycji z szefem MSW w czasie spotkań w osławionej Magdalence? Czy tam rzeczywiście przygotowano grunt pod realizację najwyższych światowych standardów delikatnej aklimatyzacji komunistów w nowej rzeczywistości bez odpowiedzialności za czyny przeszłości, czy tam przyklepano obustronną niezgodę na dekomunizację i lustrację za cenę objęcia ścisłą tajemnicą agenturalnej przeszłości czołowych działaczy opozycji?
I na koniec wreszcie, czy nasze wszystkie współczesne problemy mają swe źródło właśnie w układzie okrągłostołowym, jak śmią dowodzić niektórzy publicyści i znawcy historii najnowszej, czy też są od tego układu zupełnie niezależne? Jedno wydarzenie i tak wiele pytań. Stanowczo za dużo.
Wiesław Kopeć
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze