W czwartek 19 lutego w POKiS-ie odbyła się promocja nowego numeru magazynu “Gościniec Sztuki”, którą uwieńczył koncert Sławomira Wierzcholskiego, jednej z gwiazd polskiego bluesa.
Promocja “Gościńca” rozpoczęła się o godz. 18.00 parominutowym expose jego redaktora naczelnego Andrzeja Dorobka. Dorobek w skrócie podsumował zawartość pisma, przytoczył kilka ciekawostek związanych z jego powstaniem, przybliżył sylwetki niektórych autorów, ale przede wszystkim przedstawił siedzących na widowni gości specjalnych. Głównym bohaterem ostatniego numeru “Gościńca” jest tragicznie zmarły na początku lat 90-tych poeta, publicysta i aktywny działacz opozycyjny (a także alpinista, podróżnik, sportsmen i Bóg wie, kto jeszcze) Jacek Bieriezin, zaś do Płocka przyjechali zaproszeni na uroczystość – jego żona Ewa oraz jeden z bliskich przyjaciół i współpracowników (m.in. przy wydawaniu opozycyjnego kwartalnika “Puls”) Zdzisław Jaskuła. Potem - przy wtórze awangardowej muzyki, jak zwykle obecnej w “Gościńcu” – aktor płockiego teatru Jacek Mąka czytał fragmenty artykułów i prozy oraz wiersze zamieszczone w piśmie. Na koniec głos zabrała poproszona na scenę Ewa Sułkowska-Bieriezin, której słowa przywołały niespokojnego ducha Bieriezina na salę POKiS-u.
Po krótkiej przerwie rozpoczęła się artystyczna część wieczoru. Sławomir Wierzcholski (tak jak zawsze emanujący radością życia i muzykowania) wystąpił w niej w duecie z grającą na skrzypcach i niekiedy wspomagającą go wokalnie Joanną Szczepańską (absolwentką Akademii Muzycznej, która mimo to wywija smyczkiem w typowo bluesowej manierze). To zestawienie instrumentów – gitara i ustna harmonijka Wierzcholskiego plus skrzypce Szczepańskiej – okazało się na tyle oryginalne, że mimo pewnej monotonii repertuaru (proste, elementarne bluesy) koncert nie nużył. Duet przedstawił kompozycje Wierzcholskiego, sięgające surowych korzeni gatunku, czasem nieśmiało zwracające się w stronę folku czy jazzu dixielandowego (“Czarno biały film”). Artysta poprzedzał je anegdotkami dotyczącymi okoliczności powstania i inspiracji (najrozmaitszych: od popularnego w latach 80-tych programu “W szarym kinie” po “Lalkę” Bolesława Prusa).
Sławomir Wierzcholski wybitnym wokalistą bluesowym nie jest, ale na szczęście wie o tym i wyraźnie więcej pasji wkłada w grę na harmonijce. Niektóre jego solówki na tym niepozornym instrumencie naprawdę mogły robić wrażenie. Z kolei gra Joanny Szczepańskiej przyciągała uwagę raczej frapującym brzmieniem – szorstkim, poszarzałym, jakby przydrożny kurz osiadł na strunach skrzypiec – niż jakąś efektowną wirtuozerią. I tym lepiej, bo przecież w bluesie – muzyce szarej, zmęczonej codzienności – wcale nie o nią chodzi.
“Gościniec”
wiodący donikąd
Najnowszy, ósmy już numer płockiego magazynu artystyczno-literackiego “Gościniec Sztuki” jest, niestety, chyba najsłabszy z dotychczasowych. Wydawać by się mogło, że przez tak długi okres istnienia pismo powinno okrzepnąć, mocniej stanąć na nogach – tymczasem dzieje się dokładnie na odwrót. O ile poprzednie “Gościńce”, przy wszystkich swoich defektach, sprawiały wrażenie zredagowanych w miarę sprawnie, według jakiegoś klucza, pomysłu – ten wygląda na luźny zlepek przypadkowych tekstów, złożonych w pośpiechu z tego, co akurat było pod ręką.
Jest w magazynie kilka tekstów interesujących (wiersze Jacka Bieriezina, erudycyjny esej Romana Rzymkowskiego o Płocku w malarstwie polskim, “Rozmowa Gościńca” – tym razem z tubistą Zbigniewem Piernikiem, wspomnienie o Francuzie z urodzenia, a płocczaninie z wyboru Janie Marku Lajourdie czy proza Jerzego Zachary), ale całość razi chaotycznością – i w doborze artykułów, i w ich rozmieszczeniu wewnątrz numeru. Trudno przebrnąć już przez wstęp, który zamiast zwięźle wprowadzać w tematykę pisma, gubi sens w następujących po sobie coraz mniej czytelnych dygresjach. Potem okazuje się, że większe teksty to zwykle dość przypadkowe przedruki, jak fragment programu festiwalu w Budapeszcie z 2001r. autorstwa Chrisa Cutlera (ale dotyczący głównie Czech i muzyki czeskiej), dwa satyryczne felietony Jacka Bieriezina z lat 70-tych (oba doraźnie polityczne, więc dziś raczej zwietrzałe, mogące zainteresować chyba tylko zawodowych historyków PRL-u) albo esej Philipa Tagga i Karen Collins o zależnościach między industrializacją życia i gatunków muzycznych. Szczególnie ten ostatni artykuł jest tak hermetyczny, adresowany do tak wąskiej grupy odbiorców, że trudno nie myśleć z niepokojem o sprzedaży nowego “Gościńca”.
Przez niestaranne, pośpieszne redagowanie można zrobić krzywdę całemu pismu (szata graficzna magazynu od pierwszego numeru nie jest poddawana żadnym próbom jej uatrakcyjnienia, wręcz przeciwnie – wydaje się coraz bardziej blada i monotonna), ale i poszczególnym autorom. Nawet artykuł redaktora naczelnego magazynu w jego stałej rubryce jest pozbawiony śladów dawnej błyskotliwości i śmiałości (tekst znów dotyczy artystycznych aspiracji rocka - i nie ma w nim niczego, o czym autor nie pisałby wielokrotnie już wcześniej). Ucierpieli też płoccy poeci: Wanda Gołębiewska (której wiele tekstów wygrywało przecież w ogólnopolskich konkursach, zaś redakcja wydrukowała wyraźnie niedopracowany jeszcze cykl) i Lech Franczak (oddaje mu się “niedźwiedzią przysługę”, sugerując, że sama tematyka jego utworów może je chronić przed zarzutami o artystyczny banał). Niżej podpisany - choć w każdym “Gościńcu” dostawał raczej kuksańce niż laurki - przez wszystkie lata pozostawał wiernym czytelnikiem magazynu, bo sądził że nie ma nic gorszego niż fałszywe środowiskowe komplementy i wzajemne zagłaskiwanie się literatów na (artystyczną) śmierć. Tym razem jednak pewne granice i tu zostały przekroczone – z wyraźną szkodą i dla prestiżu pisma, i dla opublikowanych autorów.
Doszło do tego, że patrząc na redakcyjną stopkę, można nabrać podejrzeń, czy za nowy numer “Gościńca Sztuki” na pewno jest odpowiedzialny ten sam Andrzej Dorobek, znakomity publicysta i doświadczony redaktor, czy raczej ktoś anonimowy, nie znający podstawowych zasad rzemiosła, kto posłużył się jego nazwiskiem. Ale w takim razie albo trzeba się zastanowić, gdzie jest prawdziwy Andrzej Dorobek, albo poważnie podyskutować, co dalej z “Gościńcem”. Bo to naprawdę najlepszy płocki magazyn literacki. I naprawdę nie tak wiele trzeba, by osiągnął ogólnopolski poziom, zamiast prowadzić donikąd.
Maciej Woźniak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze