Reklama

“Gościniec” i blues

26/02/2004 14:41
W czwartek 19 lutego w POKiS-ie odbyła się promocja nowego numeru magazynu “Gościniec Sztuki”, którą uwieńczył koncert Sławomira Wierzcholskiego, jednej z gwiazd polskiego bluesa.
Promocja “Gościńca” rozpoczęła się o godz. 18.00 parominutowym expose jego redaktora naczelnego Andrzeja Dorobka. Dorobek w skrócie podsumował zawartość pisma, przytoczył kilka ciekawostek związanych z jego powstaniem, przybliżył sylwetki niektórych autorów, ale przede wszystkim przedstawił siedzących na widowni gości specjalnych. Głównym bohaterem ostatniego numeru “Gościńca” jest tragicznie zmarły na początku lat 90-tych poeta, publicysta i aktywny działacz opozycyjny (a także alpinista, podróżnik, sportsmen i Bóg wie, kto jeszcze) Jacek Bieriezin, zaś do Płocka przyjechali zaproszeni na uroczystość – jego żona Ewa oraz jeden z bliskich przyjaciół i współpracowników (m.in. przy wydawaniu opozycyjnego kwartalnika “Puls”) Zdzisław Jaskuła. Potem - przy wtórze awangardowej muzyki, jak zwykle obecnej w “Gościńcu” – aktor płockiego teatru Jacek Mąka czytał fragmenty artykułów i prozy oraz wiersze zamieszczone w piśmie. Na koniec głos zabrała poproszona na scenę Ewa Sułkowska-Bieriezin, której słowa przywołały niespokojnego ducha Bieriezina na salę POKiS-u.
Po krótkiej przerwie rozpoczęła się artystyczna część wieczoru. Sławomir Wierzcholski (tak jak zawsze emanujący radością życia i muzykowania) wystąpił w niej w duecie z grającą na skrzypcach i niekiedy wspomagającą go wokalnie Joanną Szczepańską (absolwentką Akademii Muzycznej, która mimo to wywija smyczkiem w typowo bluesowej manierze). To zestawienie instrumentów – gitara i ustna harmonijka Wierzcholskiego plus skrzypce Szczepańskiej – okazało się na tyle oryginalne, że mimo pewnej monotonii repertuaru (proste, elementarne bluesy) koncert nie nużył. Duet przedstawił kompozycje Wierzcholskiego, sięgające surowych korzeni gatunku, czasem nieśmiało zwracające się w stronę folku czy jazzu dixielandowego (“Czarno biały film”). Artysta poprzedzał je anegdotkami dotyczącymi okoliczności powstania i inspiracji (najrozmaitszych: od popularnego w latach 80-tych programu “W szarym kinie” po “Lalkę” Bolesława Prusa).
Sławomir Wierzcholski wybitnym wokalistą bluesowym nie jest, ale na szczęście wie o tym i wyraźnie więcej pasji wkłada w grę na harmonijce. Niektóre jego solówki na tym niepozornym instrumencie naprawdę mogły robić wrażenie. Z kolei gra Joanny Szczepańskiej przyciągała uwagę raczej frapującym brzmieniem – szorstkim, poszarzałym, jakby przydrożny kurz osiadł na strunach skrzypiec – niż jakąś efektowną wirtuozerią. I tym lepiej, bo przecież w bluesie – muzyce szarej, zmęczonej codzienności – wcale nie o nią chodzi.
“Gościniec”
wiodący donikąd
Najnowszy, ósmy już numer płockiego magazynu artystyczno-literackiego “Gościniec Sztuki” jest, niestety, chyba najsłabszy z dotychczasowych. Wydawać by się mogło, że przez tak długi okres istnienia pismo powinno okrzepnąć, mocniej stanąć na nogach – tymczasem dzieje się dokładnie na odwrót. O ile poprzednie “Gościńce”, przy wszystkich swoich defektach, sprawiały wrażenie zredagowanych w miarę sprawnie, według jakiegoś klucza, pomysłu – ten wygląda na luźny zlepek przypadkowych tekstów, złożonych w pośpiechu z tego, co akurat było pod ręką.
Jest w magazynie kilka tekstów interesujących (wiersze Jacka Bieriezina, erudycyjny esej Romana Rzymkowskiego o Płocku w malarstwie polskim, “Rozmowa Gościńca” – tym razem z tubistą Zbigniewem Piernikiem, wspomnienie o Francuzie z urodzenia, a płocczaninie z wyboru Janie Marku Lajourdie czy proza Jerzego Zachary), ale całość razi chaotycznością – i w doborze artykułów, i w ich rozmieszczeniu wewnątrz numeru. Trudno przebrnąć już przez wstęp, który zamiast zwięźle wprowadzać w tematykę pisma, gubi sens w następujących po sobie coraz mniej czytelnych dygresjach. Potem okazuje się, że większe teksty to zwykle dość przypadkowe przedruki, jak fragment programu festiwalu w Budapeszcie z 2001r. autorstwa Chrisa Cutlera (ale dotyczący głównie Czech i muzyki czeskiej), dwa satyryczne felietony Jacka Bieriezina z lat 70-tych (oba doraźnie polityczne, więc dziś raczej zwietrzałe, mogące zainteresować chyba tylko zawodowych historyków PRL-u) albo esej Philipa Tagga i Karen Collins o zależnościach między industrializacją życia i gatunków muzycznych. Szczególnie ten ostatni artykuł jest tak hermetyczny, adresowany do tak wąskiej grupy odbiorców, że trudno nie myśleć z niepokojem o sprzedaży nowego “Gościńca”.
Przez niestaranne, pośpieszne redagowanie można zrobić krzywdę całemu pismu (szata graficzna magazynu od pierwszego numeru nie jest poddawana żadnym próbom jej uatrakcyjnienia, wręcz przeciwnie – wydaje się coraz bardziej blada i monotonna), ale i poszczególnym autorom. Nawet artykuł redaktora naczelnego magazynu w jego stałej rubryce jest pozbawiony śladów dawnej błyskotliwości i śmiałości (tekst znów dotyczy artystycznych aspiracji rocka - i nie ma w nim niczego, o czym autor nie pisałby wielokrotnie już wcześniej). Ucierpieli też płoccy poeci: Wanda Gołębiewska (której wiele tekstów wygrywało przecież w ogólnopolskich konkursach, zaś redakcja wydrukowała wyraźnie niedopracowany jeszcze cykl) i Lech Franczak (oddaje mu się “niedźwiedzią przysługę”, sugerując, że sama tematyka jego utworów może je chronić przed zarzutami o artystyczny banał). Niżej podpisany - choć w każdym “Gościńcu” dostawał raczej kuksańce niż laurki - przez wszystkie lata pozostawał wiernym czytelnikiem magazynu, bo sądził że nie ma nic gorszego niż fałszywe środowiskowe komplementy i wzajemne zagłaskiwanie się literatów na (artystyczną) śmierć. Tym razem jednak pewne granice i tu zostały przekroczone – z wyraźną szkodą i dla prestiżu pisma, i dla opublikowanych autorów.
Doszło do tego, że patrząc na redakcyjną stopkę, można nabrać podejrzeń, czy za nowy numer “Gościńca Sztuki” na pewno jest odpowiedzialny ten sam Andrzej Dorobek, znakomity publicysta i doświadczony redaktor, czy raczej ktoś anonimowy, nie znający podstawowych zasad rzemiosła, kto posłużył się jego nazwiskiem. Ale w takim razie albo trzeba się zastanowić, gdzie jest prawdziwy Andrzej Dorobek, albo poważnie podyskutować, co dalej z “Gościńcem”. Bo to naprawdę najlepszy płocki magazyn literacki. I naprawdę nie tak wiele trzeba, by osiągnął ogólnopolski poziom, zamiast prowadzić donikąd.

Maciej Woźniak
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości