Reklama

Zwierzenia kierowcy tirów

16/08/2016 13:25
Nie pamięta, czy w dzieciństwie marzył, by zostać kierowcą, ale kiedy pierwszy raz usiadł za kierownicą ciężarówki wiedział, że to jest właśnie to, co chce robić w życiu. I robi, od 10 lat. W poniedziałek rano wyjeżdża w pierwszą w tygodniu trasę, wraca w piątek, a bywa że dopiero w sobotę. I choć sporo ważnych wydarzeń w życiu jego rodziny odbyło się bez niego, to nie zmieniłby tej pracy na żadną inną.
Na pytanie, dlaczego wybrał sobie taką ścieżkę zawodową, Marek odpowiada bez wahania. – Tak wyszło. Najpierw zrobiłem uprawnienia na koparkę, ale widziałem, że koledzy z pracy znacznie więcej zarabiają, jeżdżąc ciężarówką. W domu była żona z dwójką małych dzieci, więc decyzja była łatwa. Zrobiłem kurs, a szwagier wciągnął mnie do firmy, w której pracował. Zacząłem jeździć za granicę, głównie do portu w Hamburgu, skąd woziłem kontenery. Do domu przyjeżdżałem tylko na weekend, gdzie czekała na mnie Aldona z małymi dziećmi. Było ciężko, ale przynajmniej finansowo nie mogliśmy narzekać – opowiada.
Tak upływało Markowi życie, prawie 8 lat w trasie. Owszem, chciał być blisko rodziny, ale w okolicy Płocka pracy nie było, więc to rozwiązanie wydawało się najlepsze. Pocieszał się, że ludzie pracują w delegacji, w innej części kraju, wracają do domu na sobotę i niedzielę, albo dojeżdżają do Warszawy i w domu tylko nocują.
Wtedy usiadł, podliczył wszystkie za i przeciw, i zdecydował się założyć własną firmę. Zrobił certyfikat kompetencji zawodowych i zaczął jeździć na własny rachunek. Pierwsze pół roku nadal jeździł za granicę.


Jola Marciniak

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości