W niedzielę, 19 czerwca, przed godziną 24.00 gostynińscy policjanci zatrzymali poszukiwaną od kilku dni 37-letnią mieszkankę miejscowości Dąbrówka. Kobieta była kompletnie pijana. Funkcjonariusze szukali Katarzyny D., ponieważ dotarła do nich informacja, że pozostawiła ona w domu bez opieki czterech synów. Gdy wreszcie odnaleźli wyrodną matkę, dzieci były już bezpieczne w placówce opiekuńczej przy gostynińskim Domu Dziecka. Chłopcy mają 5, 9, 11 i 14 lat. Już od dawna rodziną interesują się zarówno policjanci, jak i kurator. Mąż Katarzyny D. przebywa w więzieniu za rozbój, którego dokonał wspólnie z żoną.
Informację o dzieciach pozostawionych bez opieki przekazał policjantom ktoś z sąsiadów.Dzielnicowy, który pojechał na miejsce, znalazł w zaniedbanym domu chłopców. Dzieci czuły się dobrze, chociaż były głodne. Decyzje zaczęły zapadać błyskawicznie. Chłopców przewieziono do Placówki Interwencyjnej przy gostynińskim Powiatowym Zespole Placówek Opiekuńczo - Wychowawczych, rozpoczęto także poszukiwania matki. W końcu kobietę odnaleziono na przedmieściach Gostynina, a badanie trzeźwości wykazało 1,47 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Katarzyna D. nie potrafiła powiedzieć, dlaczego zostawiła dzieci bez opieki ani gdzie spędziła pięć dni.
W Dąbrówce Katarzyna D. ma raczej dobrą opinię. Z sąsiadami żyła do tej pory zgodnie. Nigdy nie było przypadków, żeby kogoś zaczepiała, przynajmniej gdy była trzeźwa. Kiedy była pijana, bywało różnie. Zdarzały się na przykład groźby podpalenia gospodarstwa. Mimo to o rodzinie kobiety nikt złego słowa nie chce powiedzieć.
- A plotki... Tego nikt nie będzie przecież rozpowiadał, bo nie wiadomo czy to prawda. Jako sąsiedzi żyliśmy zgodnie, chociaż bliższych kontaktów nie utrzymywaliśmy - mówi ktoś z mieszkańców Dąbrówki.
Niestety, plotki znajdują potwierdzenie. Mąż Katarzyny D. odbywa karę pozbawienia wolności za rozbój. Wspólnie z żoną napadli na dwie samotne, niewidome mieszkanki pobliskich Górek. Przez kilkadziesiąt minut próbowali zmusić kobiety do wydania pieniędzy. W końcu podpalili dom i wtedy dostali to, czego chcieli. O tych tragicznych wydarzeniach pamięta cała okolica.
- Napadnięte kobiety chyba poznały ich po głosach. Całe szczęście, że kiedy to wszystko się działo, nie zdradziły się, że znają napastników, to mogło się skończyć tragedią. Powiedziały to dopiero policji - opowiadają ludzie.
Efekt był taki, że mąż Katarzyny trafił do więzienia, a kobiecie ograniczono prawa rodzicielskie. Rodziną zainteresował się kurator oraz policja. Dlatego dzielnicowy, kiedy tylko dotarły do niego niepokojące informacje o pozostawionych bez opieki dzieciach, natychmiast pojechał na miejsce. Nie była to zresztą pierwsza wizyta.
- To prawda, że dzieci były głodne, ale nigdy się jeszcze nie zdarzyło, żeby zostały same. Wszyscy się wokół zastanawiają, dlaczego matka zniknęła z domu - dodaje ktoś z mieszkańców Dąbrówki.
Rodzina D. zawsze mogła liczyć na życzliwość sąsiadów. Mężczyzna do skromnej renty mógł dorobić na polach należących do bogatszych gospodarzy. Taka pomoc zawsze była mile widziana przez mieszkańców Dąbrówki.
- Gdyby nie przepijali pieniędzy, tylko wydawali na to co potrzebne, mogli spokojnie żyć. Skromnie, nawet bardzo skromnie, ale mimo wszystko pieniędzy by im starczyło. Zdarzało się, że pani D. dostawała od kogoś ziemniaki dla dzieci, mimo to dzieci nadal chodziły głodne, a ziemniaki gdzieś przepadały. Wszystko jakoś się toczyło do tego napadu - opowiadają mieszkańcy Dąbrówki.
Kiedy D. trafił do więzienia rodzina miała coraz więcej problemów. Brakowało pieniędzy, dzieci coraz częściej chodziły głodne. Zdarzało się, że nawet przy głównej drodze prowadzącej do Kowala sprzedawały konwalie.
- Może chciały mieć na jakieś ciastko, albo oddać pieniądze matce na jedzenie - zastanawiają się ludzie.
- Nie można powiedzieć, że Kaśka nie opiekowała się dziećmi. Chociaż ojciec to był jeszcze bardziej za chłopcami niż ona. Jak on im jedzenie gotował, jak się nimi opiekował... - ktoś dorzuca.
Synów państwa D. znają wszyscy: - To takie dobre dzieci. Z tego co słyszeliśmy to starsi, którzy chodzili do szkoły, uczyli się dobrze. Zawsze grzeczni, nawet jak byli głodni, to żaden z nich nie zaczepił kogoś z sąsiadów, żeby dostać coś do jedzenia. Bywało, że sami zapraszaliśmy ich w porze obiadu, bo to zawsze szkoda, jak się widzi głodne dziecko - mówią mieszkańcy Dąbrówki.
W obecnej sytuacji nie wiadomo, jaki będzie los chłopców. Na razie przebywają w placówce opiekuńczej. Matka już teraz ma ograniczone prawa rodzicielskie. Ze zdobytych przez nas nieoficjalnych informacji wynika, że być może będzie musiała odbyć karę orzeczoną za udział w rozboju.
(jac)
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze