„Jest to nasza mała ojczyzna. Tu żyjemy, tu działy się i dzieją indywidualne, prywatne historie, które tworzą całość. Książka pomoże ich bohaterom oraz wielu innym osobom przypomnieć swoje własne losy na tle historii lokalnej. Historii, która wtedy w latach 1980–1981 wprawiła w zdumienie cały świat – napisał we wstępie do publikacji „17 miesięcy. Narodziny wolności 1980–1981”, której wydania był inicjatorem. Zawsze zabiegał, aby utrwalać prawdziwą historię płockich zrywów wolnościowych: Czerwca’76, „Solidarności”, pamiętał o krzyżu powstańczym i wszystkich miejscach narodowej pamięci.
Absolwent Politechniki Szczecińskiej, SGPIS w Warszawie i Szkoły Menadżerów w Poznaniu najpierw pracował w Stoczni jako konstruktor. Z chwilą powstania „Solidarności” został przewodniczącym Komisji Wydziałowej Wydziału Technicznego i Księgowości, później wszedł w skład kilkuosobowego prezydium KZ NSZZ „Solidarność” Stoczni. Był wówczas młodym, skromnym pracownikiem, ale bardzo chętnie włączał się do wszelkich działań. Miał 35 lat, kiedy radni klubu Komitetu Obywatelskiego Solidarność zaproponowali go na prezydenta. Wygrał. W swoim programie chciał m.in. stworzyć możliwości przedsiębiorcom płockim do nawiązania kontaktu z zagranicznymi kontrahentami.
Prezydentem Płocka był w latach 1990–1995. – Przyjmował mnie do pracy. To był pierwszy rok po transformacji ustrojowej. Wchodziły nowe ustawy, wszyscy uczyliśmy się nieznanych dotąd zadań. Samorząd przejmował przedszkola i szkoły. W 1991 roku przygotowaliśmy wizytę papieża Jana Pawła II. Prezydent Drętkiewicz był szefem bardzo wymagającym, ale życzliwym i pracownikom, i płocczanom. To on wymyślił mikołajki przed ratuszem – wspomina Jagoda Wojnarowska z UM. – Był człowiekiem rzetelnym. Wymagał bardzo wiele, może za dużo, przede wszystkim od siebie. Pracował po kilkanaście godzin. Ktokolwiek przechodził obok ratusza, widział, jak bardzo długo w oknach jego gabinetu paliło się światło. Myśmy wychodzili z poczuciem winy, że on zostaje. Pilnował rzetelności w stosunku do petenta. Sprawdzał, czy odpowiedzieliśmy na listy, czy komunikujemy się w sposób merytoryczny. Był niesamowicie pracowity i życzliwy jednocześnie. Bardzo trafnie potrafił odnaleźć w ludziach talenty. Miał intuicję. Nie należał do żadnej partii z obawy, że to utrudni sprawowanie władzy, zachowywał dystans do biznesu. Trzeba było poznać bliżej Andrzeja, żeby wiedzieć, jak jest serdeczny i wrażliwy. Fundacja Płocka to jego pomysł, pilotował rozbudowę szkoły muzycznej, los wynagrodził go utalentowanym synem. Obu chłopców dobrze wychowywał. Wspierał Sanktuarium Sióstr Miłosierdzia, opiekował się najsłabszymi. Wiedział, że to będzie ciężka kadencja. Dbał o finanse – to go wyróżniało w radzie. Jeśli obiecywał coś miastu, to na miarę możliwości. Zostaną po nim dobre wspomnienia i wszystkie rzeczy niewidoczne, które zrobił z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku – mówi Jolanta Krzemińska, była wiceprezydent Płocka.
W pamięci pozostał mi jeden z koncertów młodych, zdolnych uczniów szkoły muzycznej, kiedy wzruszony towarzyszył występom syna Michała i kiedy prowadził za rękę obu synów do kościoła parafii św. Wojciecha. Był niezwykle empatycznym człowiekiem. Wspierał tych, którym działo się źle.
W latach 1997–1998 Andrzej Drętkiewicz był wojewodą płockim, potem członkiem zarządu PKN Orlen i w ostatnim czasie – zastępcą dyrektora i głównym księgowym w Miejskim Zespole Obiektów Sportowych. Zmarł nieoczekiwanie.
Lena Szatkowska
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze