Reklama

Znowu w płomieniach

11/10/2006 08:32
Centrum Handlowe Tayger przy ulicy Królewieckiej ma wyjątkowego pecha. Po raz drugi w ciągu ośmiu lat zostało dotknięte przez ogień. Ponownie miejsca pracy straciło kilkaset osób. W Taygerze sprzedawano ubrania, buty, biżuterię, sprzęt elektroniczny. Niestety, większość towarów nie nadaje się do użytku. Prawdopodobnie nie uda się ponownie wykorzystać wyposażenia stoisk, czyli regałów i stojaków. Wiadomo, że budynek centrum handlowego był ubezpieczony, ale większość znajdujących się w nim stoisk już nie. Kupcy zarzucają właścicielowi centrum, że budynek nie był właściwie zabezpieczony przed ogniem.
Pożar wybuchł w sobotę, 7 października, już po zamknięciu Taygera. Przed godziną 16.00 na miejscu były już samochody gaśnicze straży pożarnej. W akcji uczestniczyło 21 jednostek Państwowej Straży Pożarnej, Zakładowej Straży Pożarnej Orlenu oraz Ochotniczych Straży Pożarnych.
– Sygnał o pożarze dotarł do nas o godzinie 15.33. Został wysłany przez instalację tryskaczową, zainstalowaną w obiekcie. To urządzenia, które tworzą wodny parasol, pod wpływem znacznie wzrastającej temperatury. Gdyby nie ta instalacja, na pewno trudno byłoby nam uratować obiekt – relacjonuje bryg. Krzysztof Frączkowski, komendant miejski Państwowej Straży Pożarnej w Płocku.
Najpierw było dużo dymu. Strażacy walczyli z żywiołem wewnątrz budynku. W końcu na dachu centrum handlowego pojawiły się w kilku miejscach języki ognia. Ratownicy musieli zrywać blaszane pokrycie dachu, żeby dotrzeć do źródła ognia.
– Dach z wierzchu był pokryty blachą, wewnątrz było zabezpieczone substancjami ognioodpornymi drewno, potem od wnętrza budynku była jeszcze jedna warstwa blachy. Pod dachem wytworzyła się bardzo wysoko temperatura, może 600, może 700 stopni. Być może dlatego ogień rozprzestrzeniał się w drewnie obłożonym z dwóch stron blachą – dodaje K. Frączkowski.
Próbki drewna z dachu zostały już zabezpieczone przez policję. Po wykonaniu ekspertyz okaże się, czy zabezpieczenie było odpowiednie.
Gaszenie ognia trwało do późnego wieczora w sobotę, ale strażacy zakończyli działania dopiero w niedzielę przed południem: – Baliśmy się, że ogień może znów się pojawić, dlatego do niedzielnego przedpołudnia strażacy czuwali wokół Taygera – mówił szef płockich strażaków.
Według informacji z płockiej policji, ogień nie zagrażał sąsiednim budynkom, chociaż ich mieszkańcy mając w pamięci pożar ze stycznia 1998 roku z niepokojem obserwowali rozwój sytuacji. – Zaczęła nam pękać w siedzibie rady osiedla ściana – powiedział jeden z członków Rady Osiedla Stare Miasto, której lokal graniczy z Taygerem.

Wiadomo, gdzie się zaczęło
Na ulicy Królewieckiej cały czas gromadziły się tłumy gapiów. Nie można się dziwić handlowcom, którzy chcieli wiedzieć, co dzieje się z ich ciężko wypracowanym dobytkiem. Trudno jednak zrozumieć całe rodziny, nawet z małymi dziećmi idące w sobotni wieczór krokiem spacerowym w kierunku płonącego budynku, gdzie unosiły się chmury duszącego dymu, często ograniczające widoczność nawet do kilkudziesięciu centymetrów. Ogień pojawił się na jednym ze stoisk na parterze budynku. Jaka była przyczyna, nikt nie chce jednoznacznie przesądzać. W poniedziałek na pogorzelisko weszli policyjni dochodzeniowcy oraz biegły z zakresu pożarnictwa.
– Ich praca przypomina pracę archeologów. Przekopują się warstwa po warstwie w miejscu, gdzie wybuchł ogień. Jest to powierzchnia 50 – 60 metrów kwadratowych. Muszą przyjrzeć się dokładnie wszystkiemu co tam znajdą – tłumaczy K. Frączkowski.
Tam, gdzie zaczął się pożar, przebiegała ogólna instalacja elektryczna, była też klimatyzacja. Mogły się w pobliżu znajdować na przykład podłączone do gniazdek czajniki elektryczne. Dlatego strażacy i policjanci nie chcą na razie podać jednoznacznie przyczyny pożaru, ani tym bardziej winnego.
 
Ludzie stracili pracę
W Taygerze znajdowało się według różnych źródeł od 100 do 150 stoisk, przede wszystkim z ubraniami, butami, biżuterią, kosmetykami, sprzętem elektronicznym, galanterią skórzaną. Nikt z handlowców licznie zgromadzonych w czasie pożaru na ulicy Królewieckiej nie był w stanie powiedzieć, ile stoisk jest dokładnie. Nie chciał też tego powiedzieć właściciel centrum handlowego.
– Stoisk jest dużo, ale na razie o tym nie rozmawiajmy, bez komentarza – rzucił w sobotę, gdy trwało gaszenie ognia, Marek Bujalski, przyznając jednocześnie, że sam obiekt był ubezpieczony.
Handlowcy nie kryli rozpaczy. Łzy mieszały się z gorzkimi słowami wypowiadanymi pod adresem właściciela, któremu zarzucano dbanie jedynie o własne interesy. Pomoc handlowcom zaoferowały władze miasta, chociaż na razie nie wiadomo, jaki ma być jej zakres.
Pewne jest natomiast, że do czasu wyremontowania Taygera pracę straciło kilkaset osób. Stoiska były prowadzone przez rodziny. Część właścicieli stoisk zatrudniała młode osoby. Nie wiadomo również, kiedy rozpocznie się remont centrum handlowego i jaki będzie musiał być jego zakres. Według inspektora nadzoru budowlanego, konstrukcja nośna oraz ściany są nienaruszone.
Wiadomo, że ogień oszczędził większość towarów, Niestety, część została zalana wodą w czasie gaszenia pożaru. Wszystko jest przesiąknięte dymem. Nie ma więc mowy o ich ponownym wprowadzeniu do sprzedaży, nawet jeśli kupcy znajdą szybko miejsce na uruchomienie stoisk. Do wyrzucenia będą też regały, stojaki, wieszaki. Oznacza to wielotysięczne straty dla handlowców pracujących w Taygerze. Niestety, większość z nich nie miała ubezpieczonych stoisk, nie ma więc co marzyć o odzyskaniu nawet części ze straconych pieniędzy.

To już było
To już drugi w historii Taygera pożar. Pierwszy wybuchł 27 stycznia 1998 roku. Wtedy centrum handlowe spłonęło doszczętnie. Tak jak teraz i wówczas wielu handlowców nie miało ubezpieczonych stoisk, więc wielu z nich straciło dorobek całego życia i źródło utrzymania rodziny. Osiem lat temu zagrożenie było dużo większe. Pożar wybuchł w godzinach otwarcia placówki. Żywioł zagrażał okolicznym budynkom, w tym znajdującej się wówczas niemal naprzeciwko, w miejscu obecnego Polo Marketu, stacji paliwowej. Na szczęście udało się uniknąć ofiar w ludziach. Prowadzenie akcji gaśniczej nie było jednak łatwe. Brakowało wody, wokół gromadzili się gapie, a kierowcy nie chcieli ustępować pierwszeństwa pojazdom ratowników.
Po pożarze sprzed blisko 9 lat Tayger trzeba było wybudować od nowa. W centrum miasta pojawił się dwupoziomowy obiekt handlowy, chętnie odwiedzany przez mieszkańców Płocka i okolicznych miejscowości. 
Jacek Danieluk

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości