Reklama

Żegnamy Marka Gralę (1954-2022)

28/01/2022 09:36

Płocczanin ze Starego Rynku, uczeń „dwójki” i Jagiellonki. Zawsze Poeta. Nawet, kiedy nie pisał.

Studiował polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Ukończył Wydział Scenariuszowy Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi.
Debiutował w 1976 roku tomem „Na pierwszy rzut oka”. Kolejny pt. „Przegryźć kaganiec” przyniósł mu w 1984 roku Ogólnopolską Nagrodę Poetycką im. Kazimiery Iłłakowiczówny. Następnie ukazały się: „Wiersze niechciane”, „Pejzaż domowego ogniska”, „Niepotrzebne nikomu do szczęścia”, „Ostatni wieczór autorski”, „Południe przy księżycu”, „Mój bohater liryczny”. Wiersze drukował w „Kamenie”, „Odrze”, „Nurcie”, „Twórczości”, „Poezji”, „Radarze”. Był wielokrotnie nagradzany na Łódzkiej Wiośnie Poetów. Z jego inicjatywy powstał w Płocku Konkurs Poetycki „Jesienna Chryzantema“.
Wraz z przyjaciółmi reaktywował istniejący przed wojną Klub Artystyczny Płocczan, który wydawał magazyn artystyczno-literacki „Gościniec Sztuki”. Przez jakiś czas Grala współredagował nieobecną już na rynku „Niezależną Gazetę Płocką”. Należał do Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Był jurorem Ogólnopolskiego Konkursu „O Liść Dębu”.
Poznałam Marka Gralę u Urszuli Ambroziewicz. Robiła Kabaret „Pod Ulem”, w którym występował razem z braćmi Woźniakami. Gdy założyła Grupę Poetycką Gościniec, przyjeżdżający z Warszawy krytyk Piotr Kuncewicz pierwszy dostrzegł talent młodego poety.
Natura niezależna (Wodnik). Nie lubił być wtłaczany w ramy, regulaminy, stereotypy, obowiązkowe pochody. Z tego powodu nosił długie włosy, co przyczyniło się do kłopotów w liceum. Lubił psy (miał trzy), cenił koty. Dokarmiał nawet te nie swoje. „Najsympatyczniejsze są koty najmniejsze. Skoro żyją około 20 lat, trzeba je szybko pokochać. A potem jest już tylko wielka miłość. Ponieważ nie miałem poczucia humoru, ćwiczyłem humor na kotach” - napisał w najnowszym tomiku „Koty, kotki, kkoteczki... (nie tylko dla dzieci bajeczki)”.
U Grali pobierali nauki przyszli poeci i filmowcy. W Płockim Ośrodku Kultury i Sztuki (wcześniej Dom Kultury) na rogu Sienkiewicza i Tumskiej stworzył Klub Literacki Marabut dla młodych talentów. Jego pokój na piętrze, do którego wspinało się po starych skrzypiących schodach, był bardzo malowniczy. Pełen książek, czasopism literackich i płyt. Pozornie zagracony, ale gospodarz doskonale orientował się, gdzie znaleźć potrzebną petentowi rzecz. Można się tam było napić herbaty.  Niektórzy dostawali czekoladki, które Marek bardzo lubił. Przenosiny literackiej pracowni do nowej siedziby POKiS-u na ulicę Jakubowskiego wprawiły go w zły humor, ale w końcu zaakceptował dużą pełną słońca salę. - Grala był dla mnie jak oddech świeżego powietrza. Wszystko było w nim prawdziwe – mówi Waldemar Woźniak, który przez wiele lat pracował w tym samym Domu Kultury.
Marek miał świetny kontakt z młodymi ludźmi. Już w Domu Broniewskiego, kiedy przychodził do Klubu Romantycznych, zachęcał innych wrażliwców do pisania, malowania, fotografowania. Skutecznie.
Był redaktorem wielu debiutów literackich. „Ulepszał” wiersze innych. Bywał obcesowy i krytyczny, czasami nieznośny. Nawet jeśli w cudzym wierszu zostawił tylko jedną strofę, autor nie miał żalu. Uwagi Marka były cenne i trafiały w sedno. Debiutanckie utwory swoich podopiecznych zamieścił w zredagowanej przez siebie antologii „Kroki po śladach”.
Redagował nie tylko wiersze, o czym świadczy kilkanaście albumów Mirosława Łakomskiego. W wydanym w 2019 roku „Artystycznym Płocku”, w którym znalazło się 200 sylwetek związanych z miastem twórców napisał: „W jednym mieście może ukrywać się wielu artystów/Z różnych lat i różnych szuflad/Z różnych ulic, dzielnic, a nawet z różnych cmentarzy”. Sam znał chyba wszystkich piszących. Tych obecnych i tych nieobecnych, którzy z Płocka wyemigrowali.
Wśród ulubionych autorów wymieniał Agnieszkę Osiecką, Tadeusza Różewicza, Zbigniewa Herberta, T.S. Eliota. Przyznawał, że „nie potrafi się uwolnić, a może nie do końca chce od Władysława Broniewskiego”. Słuchał Boba Dylana i The Beatles. Sam też pisał piosenki m.in. dla grupy Monastyr, Magdy Żuk i Michała Zawadzkiego.
Pochylał się nad ludźmi i nad kotami. Nie dzielił. Wszędzie miał znajomych. Dla przyjaciół serdeczny i lojalny. Ostatnio spotykaliśmy się głównie na ulicy albo w autobusie nr 18. Raz tylko na mnie nakrzyczał (smutny po śmierci ukochanego kota), ale częściej dawał prezenty albo przynosił nowe wydawnictwa.  - Od razu o tobie pomyślałem – powiedział, wręczając mi dużą białą gumkę do ścierania z  napisem „Lena-Marie”. Przed świętami podarował swoje pięknie wydane wiersze o kotach.
Kiedy przynosił książkę, wkładał w nią minilisty. Kiedyś napisał: „Miej czas na dzielenie się... Życie jest zbyt krótkie, aby chować je dla siebie. Serdeczności na Święta Bożego Narodzenia. Chudy literat Marek Grala”.
Cieszył się, że Płock upamiętnił Stefana Themersona, że trwa Konkurs „O Liść Dębu”. Sam planował drugi koci tom wierszy, tym razem dla dorosłych.
Pamiętać będziemy Marku Twoją „Bajkę o dobrym człowieku” z wędrującym po Płocku „małym sercem Kordiana”.
Prezydent Płocka Andrzej Nowakowski pośmiertnie odznaczył Marka Gralę Medalem „Laude Probus” (Zasługujący na pochwałę). Poeta spoczął na Cmentarzu |Komunalnym (25 stycznia).

Lena Szatkowska

Reklama

fot. Marta Kunavar

 

 

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo Tygodnik Płocki




Reklama
Najnowsze wiadomości