Sport to nie jest prawdziwe życie. To tylko zabawa dla dużych dzieci. Niemniej jednak mówi się, że jest prawdziwą „szkołą życia”, „kuźnią charakterów” itp. Rzeczywiście sport, zwłaszcza ten wyczynowy, to ekstremalny wysiłek, na granicy wytrzymałości organizmu, a często poza nią. Wystarczy popatrzeć na wyniki w dyscyplinach wymiernych: lekkoatletyce, podnoszeniu ciężarów, pływaniu, czy choćby skokach narciarskich i spróbować samemu. Na przykład ze sztangą (eksperymentów na skoczni nie polecam). Za to chcę się odwołać do tej ostatniej dyscypliny. Wydaje mi się, że jak najbardziej na czasie, nie tylko ze względu na porę roku. Otóż przez całe dziesięciolecia reguły gry na skoczni były proste. Z grubsza sprowadzały się do zasady, że wygrywa ten, kto skoczy najdalej. O ile, rzecz jasna, nie „zaliczy” podpórki, upadku czy lądowania bez „telemarku”… Tak było, ale się skończyło! Ktoś „odkrył”, że takie zasady są głęboko niesprawiedliwe. Bo na wynik skoczka zbyt duży wpływ mają „warunki”, czyli siła i kierunek wiatru. I zaczęła się walka z naturą za pomocą przepisów! Dziś kibic wie, że zwracanie uwagi na to, gdzie skoczek wylądował, to zawracanie głowy! Trzeba śledzić cyferki wyskakujące z komputera! Oraz pomiary parametrów zawodnika i kostiumu po skoku. I czy siedząc na belce nie dotykał odruchowo tegoż kostiumu w miejscach niedozwolonych. A wystarczyło sięgnąć do twórczości niezapomnianego Stanisława Barei. „Pani kierowniczko, jak jest zima, to musi być zimno”!
No, dobrze! Ale co to ma wspólnego z „prawdziwym” życiem? Owszem, ma! Codziennie czekamy w napięciu na komunikat ministerstwa zdrowia. Liczba zakażeń, liczba zgonów, liczba tych, co wyzdrowieli… I od czasu do czas refleksja. Co nam mówią te liczby? Zwłaszcza ta pierwsza… Dokładniej mówiąc, jest to ilość pozytywnych wyników testów wykonanych poprzedniego dnia. Jeśli nie wiemy, ile ich było, to jest jak z długością skoku narciarskiego. A jak już wiemy, to pytanie, dlaczego właśnie tyle? Bo tylu ludzi się zgłosiło do punktów pobrań? A dlaczego właśnie tylu? Bo niektórzy się zniechęcili długością kolejki? Bo lekarz odmówił skierowania, a na badanie odpłatne ich nie stać? Bo przechodzą chorobę bezobjawowo? Czy, jak się ostatnio mówi, bo nie chcą być skierowani na kwarantannę czy izolację i liczą, że się sprawa „rozejdzie po kościach”? Czy też władza manipuluje, jak twierdzą niektórzy? A co ze zgonami? Jak to jest, że przez pięć dni umiera po 500 – 600 osób dziennie, a w soboty i niedziele 100 – 200? Ciekawe… I wreszcie zmiany w przepisach. Skokowy wzrost wiadomej liczby pojawił się, gdy zdecydowano, że na testy będą kierować lekarze rodzinni. Ostatnia zmiana, to wprowadzenie na szeroką skalę szybkich testów antygenowych. Efekty? Jak w skokach, komputery ministerialne pokażą…
Jerzy Ogonowski
* Informujemy, że redakcja nie musi się utożsamiać z poglądami zawartymi w felietonach. W tym gatunku dziennikarskim ich autorzy wyrażają własne zdanie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze